Torcik w starym stylu. I coś więcej

Przy okazji szukania czegoś, czego zresztą nie znalazłam, jak to często bywa, trafiłam na skarb innego rodzaju. Wykryłam kilka kulinarnych pisemek, które kupowałam w latach 90. W tym czasie nie było już u nas biedy z nędzą, ale wielu składników potrzebnych do sporządzenia opisanych w nich kulinarnych cudów wciąż nie było można znaleźć. Pisemka, tłumaczone w większości z niemieckiego, dawały ciekawe inspiracje, ale do codziennego wykorzystania raczej się nie nadawały. Były takim oknem na świat, przez które z zazdrością się popatrywało.

Nie miałam zresztą wtedy dość czasu, aby wykonywać wymyślne cuda. Dotyczyło to zwłaszcza wypieków, do których nigdy nie miałam specjalnych zdolności. Dzisiaj czasu mam więcej. A niektóre przepisy bardzo mi się spodobały. Na początek upiekłam ciekawy i raczej prosty torcik pomarańczowy.

 

Torcik pomarańczowo-orzechowy

2 pomarańcze (niepryskane lub starannie umyte)

kruche ciasto:

20 dag maki

10 dag masła

5 dag cukru

1 żółtko

biszkopt:

15 dag masła

10 dag cukru

2 całe jajka

2 żółtka

15 dag mielonych orzechów laskowych lub migdałów

15 dag maki pszennej

piana z białek

3 białka

12,5 dag cukru pudru

Z pomarańczy zetrzeć skórkę. (Połowę jednej można zostawić do dekoracji). Z owoców wycisnąć sok, przecedzić go przez sitko.

Kruche ciasto zagnieść z podanych produktów. Zawinięte w folię włożyć na 30 mn. do lodówki. Po tym czasie wyłożyć nim spód tortownicy (26 cm), nakłuć widelcem, piec 10–15 min. w 200 st. C.

 

Przygotować wszystkie składniki wcześniej, aby masło było miękkie. Cukier wcześniej zmieszać z jajkami i odstawić na kwadrans. Po tym czasie utrzeć do białości, dodawać po łyżce masło, ucierać. Dodać przesianą przez sito mąkę i skórkę pomarańczową, ucierać aż powstanie jednolita masa. Wlać połowę soku pomarańczowego. Następnie wetrzeć orzechy lub migdały. Masę wyłożyć na kruchy spód. Piec 50–60 minut w 180 st. C.

Ciasto skropić pozostałym sokiem pomarańczowym. Białka ubić najpierw same, a potem z cukrem, wyłożyć na ciasto. Zapiekać ok. 5–10 minut, pod koniec można pod górnym opiekaczem.

 

Mam trochę mniejszą tortownicę, ciasto więc było wyższe i trochę dłużej je piekłam. Moja beza bardziej się zrumieniła niż ta z pisemka. Tort z przepisu ponadto przybrano cząstkami pomarańczy. Ja tego nie zrobiłam. Ułożyłam na nim listki świeżej melisy. Było jeszcze kilka zmian. Do ciasta ucieranego dodałam łyżeczkę proszku do pieczenia. Może niepotrzebnie, ale wydało mi się, że tak będzie lepiej. No i nie obyło się bez przygody. Przed wyłożeniem piany nie polałam ciasta sokiem z pomarańczy! Po upieczeniu więc zrobiłam w nim kilka koncentrycznie rozmieszczonych dziurek i wlałam w nie sok, rozrobiony zresztą z cukrem pudrem. Znakomicie nasączył ciasto, dał przy tym ciekawy efekt – między biszkoptem i pianą powstała owocowa warstwa, jakby dżemu czy marmolady. No cóż. Bez przygód nie ma gotowania!

 

Tort pomarańczowy wybrałam nie bez powodu. Pomarańcze są dla mnie owocem jesienno-zimowym. Teraz smakują najbardziej. Desery z pomarańczami były zawsze lubiane. Kremy, sorbety, musy, ciasta, mazurki z masą pomarańczową i torty mniej lub bardziej wymyślne… Przepis na taki lżejszy torcik odnalazłam w „Tygodniku Mód i Powieści” z roku 1910. Podpisała go Paulina Szumlańska, prowadząca w piśmie dział kulinarny, cieszący się popularnością wśród czytelniczek. Była ona autorką książki poradnikowej pt. „Skrzętna gospodyni” i tomu wydanego pod bezpretensjonalnym tytułem – „Smaczne ciasta”. Jej pomarańczowy tort wydaje się też smaczny. Czy pochodzi z pozycji wydanej w roku 1882, czy jest całkiem nową propozycją, nie wiem. Książki pani Pauliny niestety nie mam.

TORCIK POMARAŃCZOWY ZAMIAST LEGUMINY

Funt 1 masła świeżego utrzeć na śmietanę z pół funtem cukru, 5 żółtkami i kilku gorzkiemi migdałami, utartemi na masę. Wszystko to zagnieść na stolnicy z taką ilością mąki, aby ciasto do niej nie przylegało i dało się cienko rozwałkować. Ciastem tem wyłożyć małą foremkę tortową, dając wokoło rant 4 cent. wysoki, i wsunąć w piec niezbyt gorący, aby się ciasto zrumieniło.

Podczas stygnięcia ciasta utrzeć 7 żółtek z pół funtem cukru, otartego o 6 pomarańcz i miałko utłuczonego. Masę tę ucierać przez kwadrans, poczem wlać do niej 3 listki żelatyny rozpuszczonej w letniej wodzie, oraz sok przecedzony ze wszystkich pomarańcz. W zimny ten krem dodać jeszcze kwaterkę słodkiej śmietanki, ubitej na krem z cukrem i wanilią. Całą tą masę rozsmarować na zupełnie wystudzony torcik i ubrać ćwiartkami pomarańczy osmażonemi w syropie na suchą konfiturę.

Kto nie lubi wypieków, może skorzysta z innej bardzo ciekawej propozycji. Przepis pochodzi z roku 1912, z tego samego tygodnika, który wzbogacił swoją nazwę. Pełna brzmiała, jak na winiecie widać.

 Ta ciekawa propozycja kulinarna pozwoli wykorzystać skórki z pomarańczy, zwykle, co tu kryć, wyrzucane. Aha, trzeba tylko być amatorem własnoręcznie przyrządzanych nalewek! I w ogóle trunków.

W obecnym wiosennym sezonie, kiedy najwięcej spożywamy pomarańcz, przyrządzenie tego likieru nie pociąga za sobą prawie żadnych kosztów. Zbiera się skórki pomarańczowe i ostrym nożykiem zdejmuje z nich zewnętrzną gorzką skórkę, suszy się ją i bierze do użytku w następujący sposób: odważyć ćwierć funta suszonych skórek, włożyć je w wazę i zalać dwiema kwartami mocnej wódki, dodać po 4 łuty goździków i cynamonu; trzyma się to w wazie szczelnie zamkniętej przez 15 dni na słońcu, lub w ciepłem miejscu, niedaleko pieca lub komina, wstrząsając codzień wazą. Po upływie 15 dni zawartość cedzi się przez płótno, dodaje 1 1/4 cukru, rozpuszczonego w pół kwaterce wody.

Kolor niebieski otrzymuje się przez dodanie do likieru odpowiedniej ilości tynktury fijołkowej, żółty – przez dodanie szafranu namoczonego w spirytusie, dobierając kolor stosownie do woli, jaki odcień mieć chcemy. Obydwa te zabarwienia są zupełnie nie szkodliwe dla zdrowia.

Skąd dzisiaj wziąć „tynkturę fijołkową”?! Pozostaniemy pewnie przy szafranie. Domowe curaçao wygląda na pyszne, a jego wykonanie chyba nie nastręczy trudności.  Kawa lub herbata, pomarańczowy torcik, kieliszek pomarańczowego likieru. Świat od razu będzie piękniejszy. Nawet jeżeli likier będzie pochodził ze sklepu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s