Zza baru – pora na rum

Kupiłam w bardzo „taniej książce” zabawną i pożyteczną książeczkę o koktajlach. Autorem jest, jak napisano na okładce, barman, pisarz i entuzjasta drinków Rob Chirico. Opisuje receptury, ale i historię kolejnych napitków (jest ich ponad dwieście!), i sposoby ich przyrządzania oraz podawania, a nawet potrawy czy dodatki do nich zalecane, lub tylko pasujące. Czyta się świetnie! Opisy są dowcipne, ale i pełne erudycji. Nie poprzestaliśmy na teorii. Wypróbowaliśmy podręcznik w praktyce. Oczywiście, na dobry początek jedną jego propozycję.

Z racji wiadomej pogody za oknem postanowiliśmy rozgrzać się radośnie i egzotycznie. Jak egzotyka, to rum. Wprawdzie nie ten przeszło dziesięcioletni, nazywany añejo, od którego koktajl wziął nazwę, ale… tak krawiec kraje itd. Powiem jedno: koktajl bardzo mi smakował, zwłaszcza w tej odsłonie, kiedy nasz domowy barman przypomniał sobie o dodatku angostury do niego! Pierwszy koktajl, bez niej, był smaczny, ale za słodki. Drugi, dzięki jej solidnej porcji, stał się pieprzny i intrygująco gorzkawy.

To świetny koktajl, który można podać jako aperitif, gdy goście się schodzą i czekają na kolejnych. Pobudza rozmowę i smak. Jest energetyzujący. Po drugim przestajemy się interesować marną pogodą za oknem. Trzeciego sobie jednak odmówmy.

Z wiadomości o koktajlu dowiedziałam się, że „stworzył go znany i niezwykle uzgodniony barman Dale DeGroff, w hołdzie złożonym barmanom kubańskim”. Stąd klasyczne połączenie rumu, cytrusy i likier pomarańczowy. W oryginalnym przepisie to curaçao. Ale ponieważ mamy go w wersji niebieskiej, zastosowaliśmy cointreau. Za tym pierwszym razem, gdy barman zapomniał o angosturze. Za drugim razem wzięliśmy już zalecany rodzaj likieru pomarańczowego, no i angosturę. Ta wersja była doskonała w smaku, chociaż miała dziwny kolor (za sprawą curaçao blue). Jak podaje autor, jest to koktajl dość nowy, „dostępny tylko w eleganckich lokalach i klubach nocnych”. I radzi: „Jeśli kiedyś będziesz w Nowym Jorku, zamów Añejo w Rainbow Room tuż przed zachodem słońca i obserwuj coraz mocniej zarysowaną linię dachów budynków na tle czerwonego nieba”. Hm. Poobserwowaliśmy ośnieżony dach naprzeciw naszego okna i też było pięknie. A z odwiedzeniem Nowego Jorku nadal czekamy (do zniesienia wiz).

A oto przepis oryginalny:

Añejo Highball

(ze zbioru Dale’a DeGroffa)

45 ml rumu añejo

15 ml curaçao

60 ml ginger ale

16-20 kropli angostury bitters

plastry pomarańczy lub limonki

Do szklanki typu highball z umieszczonymi na spodzie kostkami lodu wlej rum, curaçao i ginger ale. Dodaj angosturę, wymieszaj i udekoruj brzeg szklanki plasterkami cytryny,

Do tego koktajlu autor książki poleca „smażone ostrygi”. Oraz, jak kończy, „aby nadać poczęstunkowi bardziej meksykański charakter, do koktajlu można podać bocaditos (małe kanapki) lub rybny sos tatarski”. Sam sos? Może jakiś błąd tłumaczenia. No i miała być Hawana, a tu nagle Meksyk…

Dla porządku dodam, że autor nie zaleca eksperymentowania z tym akurat koktajlem. Ma być mieszaniną „dobrych starych rumów o łagodnym smaku i bogatym aromacie”. Pewnie by załamał ręce nad naszym ciemnym prostackim rumem. Ale mimo jego użycia (a może dzięki niemu?) – koktajl nam smakował. Z angosturą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s