Wybieramy świąteczny deser

dnia

Pewnie, że w Święta chyba każdy ma jakiś mazurek, babę czy inne ciasto. Nieliczni nawet pieką swoje torty, które były także jedną z wielkanocnych tradycji cukierniczych, zwłaszcza w Galicji. Mazurki były prostokątne, torty – okrągłe, a nad słodkim stołem górowały baby. Zwłaszcza słynne podolskie potrafiły być wysokie na metr!

Mimo wszystko jednak po obiedzie może ktoś się skusi na inny deser. Na przykład na stropolskie mleczko. Zwłaszcza w Wielkanoc, przy dostatku jaj, a także wskazówkach dietetyków, którzy już się nie boją ich jedzenia. Podobno żółtka wcale nie podwyższają poziomu złego cholesterolu, jak uważano do niedawna.

Bo mleczko przyrządza się na jajach. Poza nimi składa się z mleka (może być i śmietanka) i cukru. A mleka nigdy nie za dużo, zwłaszcza dla dzieci. I dzieciom ten deser powinien smakować. Zawartość cukru zaś można sobie regulować.

W skrócie: jaja miksujemy z cukrem i mlekiem, a następnie wlewamy do filiżanek. Te wstawimy do piekarnika lub do garnka wypełnionego wodą, sięgającą filiżankom do trzech czwartych wysokości. Gotowane na parze są delikatniejsze. Proporcje mleka i jaj bywają różne: „Kucharka litewska” na litr mleka dawała pięć jaj i pięć żółtek. „Kucharz polski”, czyli Maria Śleżańska, nazywa ten deser niezbyt ciekawie „mleczkiem w kubkach”, ale podaje przepis bardzo sensowny: nalewa do każdego kubka pół filiżanki mleka, do tego daje dwa całe jaja, a cukru według upodobania.

Mleczko podaje się na ciepło lub zimno, w filiżankach lub wyjęte z nich i „obłożone konfiturami”. Na Litwie oblewano je śmietaną i obsypywano „rodzenkami”. „Najnowsza kuchnia wytworna i gospodarska” Marty Norkowskiej pisała zaś, że „można je też po wyjęciu z foremek pokrajać w plasterki, każdy plasterek maczać w cieście i smażyć w gorącej fryturze lub szmalcu. Podając posypać cukrem, a oddzielnie podać sok lub szodon”. Smażenia, zwłaszcza „w szmalcu”, będziemy się raczej wystrzegać; znacznie zdrowsze i mniej kaloryczne pozostanie, jeśli się ograniczymy do gotowania na parze. Zamiast z jajecznym gorącym sosem (czyli owym „szodonem”), podajmy mleczko z rozmrożonymi owocami. U mnie to maliny.

 

A w ogóle do sporządzenia mleczka natchnął mnie cudownie odnaleziony zeszyt z przepisami, do którego już w blogu sięgałam. Wypisałam go z jakiegoś niemieckiego czasopisma w roku 1986. Wśród przepisów jest jeden na nasze staropolskie mleczko, tyle że nazywa się

Krem karmelowy z gruszkami

3/8 l mleka

2 czubate łyżki cukru

szczypta soli

4 jaja

torebka cukru waniliowego

4 miseczki wysmarowane masłem

gruszki z kompotu lub puszki

cukier do posypania

Mleko roztrzepać z cukrem, solą, jajami i cukrem waniliowym. Wlać do miseczek, wysmarowanych tłuszczem. Gotować 25 minut na parze, wyjąć, obłożyć plasterkami gruszek z kompotu lub z puszki, posypać cukrem, zapiec krótko w piekarniku, najlepiej pod opiekaczem.

 

Od razu powiem: mleczko w miseczkach, wstawione do foremki z wodą, zapiekałam w piekarniku. A potem już go nie zapiekałam. Posypałam ciemnym cukrem i skarmelizowałam go gazową opalarką. Dodatkowo podałam deser inaczej – wyjęty z miseczki. Taki jest bardziej delikatny, no i ma mniej cukru. (Aha, w miejscu cukru waniliowego dałam płynny ekstrakt z wanilii).

Zamiast gruszek (po prostu ich nie miałam) użyłam wspomnianych malin, oszczędnie posypanych cukrem pudrem. Mleczko przybrałam listkami melisy, które są jadalne i mają bardzo przyjemny, cytrynowy smak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s