Sałatka z bobu. I zupa.

dnia

Gdy się ugotowało więcej bobu niż zdołało zjeść, nie wyrzucajmy go. Przechowajmy w lodówce i następnego dnia po prostu zróbmy sałatkę. Można ją podać do pieczonych mięs i drobiu, znakomicie smakuje z najprostszą kiełbasą z grilla (lub z patelni grillowej), a za lekki posiłek wystarczy sama. Będzie dobrze smakowała zarówno z zimnym jogurtem, jak i z winem czerwonym. Do zimnego piwa jest wypróbowana i wręcz znakomita.

Sałatka z bobu

Bób trzeba wyłuskać (w znaczeniu: obrać ze skórki, nie wyłuskać ze strąka). Wkroić do niego cebulkę, najlepiej jakąś łagodną, np. szalotkę, ale każda będzie dobra (jeżeli dymka, to i ze szczypiorem). Kto lubi ostrość smaku, może dodać papryczkę chili, kto woli łagodniej, niech doda paprykę słodką. Wedle tego klucza także posypać papryką mieloną. Całość wymieszać z oliwą. Długo trwa łuskanie bobu, ale jest to zajęcie bardzo łatwe i wręcz relaksujące.

A jako ciekawostkę, choć do ewentualnego wykorzystania, podaję szczególną zupę rybną autorstwa Jana Szyttlera, autora kulinarnych pozycji z początków wieku XIX. Jego przepisy już tu podawałam. Wszystkie są bardzo oryginalne, staroświeckie i wdzięczne, choćby tylko jako lektura. Uwielbiam ten język starodawnych książek kucharskich. Nie pisali ich literaci, ale ludzie zwykli, choć kształceni, językiem taki, jakim się posługiwali na co dzień. Warto się w ten język wsłuchiwać.

Oto

Jak autor pisze: Proporcya np. na osób 15.

Bierze się trzy funty Wiziny, lub Bieluhy, do którey dodawszy włoszczyzny, drobnych i świeżych dla smaku ryb; wszystko to gotuje się przez ćwierć godziny. Późniey się wybiera Wizina, a bulon z niey wygotowany przecedza się na czysto. Należy mieć odgotowanego zielonego, lub białego grochu z półtory kwarty; rozgotowawszy go przetrzeć przez gęste sito i rozprowadzić w miarę wyż opisanym bulonem. Usmażyć z pół funta miałko uszatkowaney włoszczyzny w maśle, do którey wlawszy tę zupę, dodać należy nieco kopru i włożyć wizinę pokrajaną w kawałki. Przed wydaniem zagotować i wydać do wazy, do zupy tey dodają się grzanki żytnie smażone i w kostkę krajane.

Nie przejmujmy się tą wiziną (wyziną), nie dostaniemy jej u nas; co to jest, opisałam w którymś z wpisów. Takoż z bieluchy zrezygnujmy; to zapewne bieługa, ryba jesiotrowata. Zastąpmy je dowolnymi rybami słodkowodnymi – szczęściarz, kto sam wędkuje lub ma wędkarza w domu. Szyttler dodaje do tej zupy groch lub zielony groszek, ale, na mój smak, i bób będzie dobry! Mogą to być wspomniane wyżej „resztki z wczoraj”, obrane ze skórki i zmiksowane. W chłodniejszy dzień – właśnie upały są poza nami – bardzo będzie smakowała taka zupa rybna, pachnąca koperkiem i bogata we włoszczyznę (nie wygotowaną, lecz podsmażoną na maśle). Oczywiście, do wazy z zupą (lub postawionego na stole ładnego garnka – przy obiedzie bezpretensjonalnym) zamiast wiziny trzeba wrzucić mięso ryb, obrane z ości. Najlepiej, gdy będą to większe kawałki. Ale cóż, niekiedy dostępny jest jedynie drobiazg. Na koniec: grzanki z chleba żytniego będą dodatkiem bardzo oryginalnym i przydającym zupie szlifu o prawdziwie polskim charakterze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s