Nie będę odwlekała tematu: wino deserowe z PRL-u. Przypominam, że to kontynuacja opisu całości handlowej oferty win wówczas dostępnych. Cennik pochodzi z roku 1959, ale ponieważ ceny w PRL-u się prawie nie zmieniały, był aktualny jeszcze w latach 70. XX wieku. Miłośniczką słodkich win czy wermutów nie byłam nigdy (chociaż teraz zaczęłam doceniać uroki niektórych), dlatego wymienione nazwy są mi, w większości, nieznane. Z wyjątkiem jednego: „Mistelli”. Nie wiem dlaczego – a omawiałam temat z wielu znajomymi z mojego pokolenia – było to wino pierwszych prywatek. Jak pamiętam, w czasach, gdy wraz z koleżankami założyłyśmy Klub Nałogowców, paliłyśmy pierwsze papierosy kupowane przez uczynną starszą koleżanę („Syreny” ze złotym ustnikiem), na jedną z pierwszych prywatek chłopcy z naszej klasy przynieśli właśnie butelkę tego wina. Jego smak oraz lepkość raczej nie zachęcały do kontynuowania doświadczeń alkoholowych.
Wyliczanka jest ciekawa choćby ze względu na ceny:
Obiecany deser podany do lampki lekko schłodzonego, słodkiego wina (np. typu Muscat) to może być omlet z truskawkami. Bo już zaczynają się pojawiać. Nie wiem, jak gdzie indziej, ale w Warszawie te krajowe są bardzo drogie i jeszcze niezbyt smaczne. Wybrałam po namyśle szklarniowe, z importu (nie wiem, skąd, bo kupowałam w stoisku warzywnym przy ulicy, a nie w hipermarkecie, gdzie kraj producenta jest podawany). Dorodne, słodkie, smaczne. Skorzystam więc z rady Marii Iwaszkiewicz (właściwie Iwaszkiewiczówny), zamieszczonej w „Przekroju” w maju roku 1964.
Maj to, według niej, doskonała pora na
A oto jej sposób na świetny omlet letni. Do omletu wkładamy małe, surowe, wymyte truskawki. Z wierzchu posypujemy omlet cukrem. Tak samo możemy postąpić z poziomkami. Jest to omlet nie tylko wyśmienity, ale i bardzo elegancki. Nadaje się na zakończenie wytwornego obiadu lub kolacji. Ponieważ jest bardzo dobry i je się go dużo, można przedtem podać jakąś lekką potrawę.
Lampka dobrego słodkiego wina chyba będzie pasowała?…