Na mrozy – Meksyk pikantny i kolorowy

Nie ma co kryć: jest zimno. I cieplej na razie nie będzie. Sięgnijmy po dostępne dogrzewacze i rozgrzewacze, po prostu po kuchnię ciepłą, ostrą i wesołą. Taka pochodzi z Meksyku.

Opisywałam już tutaj chili con carne. Zachęcałam do własnych wariantów tej potrawy. Warto wspomnieć i o tym, że jest idealna na wiele okazji. Można ją odgrzewać i tylko zyskuje na smaku. Będzie smakowała po powrocie z zimnego powietrza, odbuduje siły po wyczerpującej pracy umysłowej lub wysiłku fizycznym. Jest znakomita na karnawałowe przyjęcia. Można ją mnożyć w zależności od przewidywanej liczby gości. Bo to w zasadzie najprostsze danie kuchni wiejskiej: fasola i mięso. Z dodatkami.

Kto nie ma czasu, niech weźmie fasolę z puszki. Na przykład czerwoną. Są też takie puszki fasoli z kukurydzą (ostatnio nawet widziałam fasolę i ananasa). Lubię do tego dania dodawać kukurydzę. W końcu z Meksyku jej ród! To mój osobisty wkład w chili con carne. Poza kukurydzą, która jest dodatkiem nieoczywistym, oczywiste dodatki to: cebula, czosnek i papryka. Jaka papryka? Najlepiej meksykańska. Jalapeño lub habanero. I tę ostatnią dostałam, i ją dodałam. Warto poszukać też papryki wędzonej. Oprócz tego klasyka: cebula i czosnek. Może być ich sporo. Zapobiegają infekcjom, pomagają z nich wychodzić. Zimą warto je polubić.

Szybko przygotujemy nasze chili z mięsa mielonego. Ja wzięłam dobrą wołowinę. Ale może być i mielony indyk, Kasiu. Szklimy cebule, dokładamy czosnek, paprykę, potem mięso. Gdy przestanie być surowe, wrzucamy pomidory: pokrojone lub przecier. Albo i to, i to. Dusimy podlewając bulionem wołowym lub warzywnym. Kto chce, może podlać winem. Białym lub czerwonym. Solimy, przyprawiamy papryką słodką, ewentualnie ostrą (ale skoro daliśmy ostrą papryczkę świeżą, to pewnie nie będzie potrzebne). Ja dodałam jeszcze: mieloną kolendrę. Kolendra (cilantro) suszona lub świeża bardzo pasuje do dań meksykańskich. Aha, kto lubi (znam takich, którzy nie cierpią), może dodać kumin. Wszystkie te przyprawy oraz warzywa mają właściwości rozgrzewające. Dobrze zrobią wyziębionym organizmom.

A jeżeli chcemy podać chili con carne gościom, możemy wcześniej przygotować pasujący aperitif. Będzie to np. margarita, znany cocktail międzynarodowy. Meksykański wsad do barów świata.

Na większe przyjęcie można ją zmieszać w dzbanku. Proporcje klasyczne: na butelkę tequili (0,7 l), bo z tej wódki z agawy robi się margaritę, dajemy szklankę curaçao triple sec (biały likier pomarańczowy) oraz 1,5 szklanki soku z limonki, ew. cytryny. Do tego lód pokruszony lub w kostkach. Paseczki skórki z limonki do przybrania kieliszka lub nacięty jej plasterek.

Kieliszek do cocktailu obtacza się w soku z limonki (lub przeciera jej skórką) oraz zanurza w soli. Tworzy się dekoracyjna krusta na jego brzegu. Czy jest ktoś, kto lubi pić solonego drinka? Ja do tego grona nie należę (podobnie jak pewien sierżant z filmu „Szał” Hitchcocka), dlatego przecieram kawałek brzegu kieliszka zanim zacznę sączyć margaritę. Aha, jak przy każdym mieszańcu alkoholowym: proporcje alkoholu i dodatków dobierajmy wedle swego smaku, nie zważając na surowe napomnienia purystów. Dobre jest to, co nam naprawdę smakuje, a nie co powinno smakować.

Inny znany cocktail z tequili to sunrise. Do tej wódki z agawy dodajemy sok pomarańczowy i syrop z grenadiny. Pycha. Też rozgrzewa i rozwesela, choćby słonecznym kolorem. Z cytryny, limonki, pomarańczy dostarczamy sobie sporo witaminy C. Aby tylko nie przesadzić z tequilą.

Dodaj komentarz