Kotlety dla początkujących

Dzisiaj o klasyce domowych obiadów. Jest to kotlet schabowy panierowany. U nas na stole gości rzadko, ale czasami mam ochotę go zrobić.  Jest niezdrowy. Jest tradycyjny. Jest wcale niełatwy do wykonania, gdy się nie ma wprawy. Ale..

Gdy byłam młoda gospodynią, robienie obiadu z takim składnikiem przerastało moje siły. Zwłaszcza źle wspominam cholerne panierowanie, a potem cholerne smażenie… Ręce pełne lepiącej się bułki tartej z jajkiem, brrr. Panierka przypalająca się, kotlet surowy w środku. Dzisiaj
wykonanie kotletów mnie już tak nie stresuje. Bo wszak kilkanaście razy (przecież nie kilkaset?!) je robiłam.

Takie tradycyjny obiad niekiedy chce się zrobi się dla
tradycyjnej części rodziny. Na przykład dla babci, cioci lub teściowej, preferujących kuchnię domową. Będzie im miło, gdy raz nie uraczymy ich kurczakiem po karaibsku czy schabem „pięć smaków”. A dzieciaki zwykle tak smażone mięso uwielbiają (jak one wyczuwają, że to, co najsmaczniejsze jest niezdrowe?).

Przy tym kotletów wcale nie musimy robić ze schabu. Tak samo jak schabowe usmażymy bardziej eleganckie sznycle cielęce (wtedy otrzymamy kotlet po wiedeńsku lub po mediolańsku) albo sznycle z drobiu (z piersi kurczaka albo indyka). Sznycle cielęce podamy z plasterkiem cytryny na
wierzchu, na drobiowe położymy tuż przed podaniem kostkę masła roztartego z sokiem z cytryny i natką pietruszki lub jakimiś świeżymi ziołami.

Świeżo upieczonym gospodyniom (lub gospodarzom) radziłabym wykonać kotlety dzień wcześniej. I tylko je odsmażyć przed podaniem. Wiem, wiem, że świeżo usmażone są smaczniejsze. Ale unikniemy zapachu smażenia w domu, no i więcej czasu spędzimy z gośćmi przy stole niż przy patelni. A szybkie smażenie może się skończyć przypaleniem „popisowego” dania.

Kotlety rozbijmy tłuczkiem, a gdy młodej gospodyni go brak, końcówką trzonka noża, posypmy majerankiem (schab) lub oregano, rozmarynem albo szałwią (cielęce lub drobiowe), posólmy tuż przed usmażeniem. Radzę przytłuczeniu zastosować sposób mojej babci, który pozwala uniknąć informowania całego domu i sąsiadów, że rozbijamy kotlety (to samo przy zrazach). Na kolana
kładziemy ściereczkę, deskę i na niej rozbijamy mięso.

Dobrze rozbite kotlety, po przyprawieniu (można nie dawać ziół, tylko samą sól), kolejno panierujemy na talerzach w mące, potem w rozkłóconych w miseczce jajkach (można z mlekiem) i na końcu w tartej bułce. Podczas tego, warto płukać ręce w wodzie, aby uniknąć rozklejonej mazi zatykającej palce. Mąkę a potem tartą bułkę dociskamy do kotleta, a potem dodatkowo strzepujemy z każdego kawałka. Pozwoli to uniknąć przypalania się drobinek panierki i ew. zmieniania tłuszczu na patelni podczas smażenia. Naszykujmy kotlety najpierw, a dopiero potem je odsmażmy (panierowane można przechować w lodówce).

Moja babcia i mama smażyły na smalcu. Ja smażę na dobrym oleju. Masło jest wykluczone, bo się przypala, oliwa jest zbyt wyrazista w smaku. Olej trzeba dość mocno rozgrzać (ale nie na największym palniku i płomieniu, musi jednak być na tyle gorący, aby panierka go nie chłonęła), po zrumienieniu się spodu, kotlet obrócić, dosmażyć. Gdy mamy wątpliwości, czy kotlet jest w środku usmażony, przykryjmy patelnię pokrywką. Wprawdzie panierka wtedy nie będzie rozkosznie chrupka, ale za to mięso na 100 procent dosmażone. Rozkłóconego jajka nie wylewamy, można je usmażyć w małe omleciki (lub jeden większy, do pokrojenia), które położymy na każdym kotlecie. Moje dzieci je bardzo lubiły!

Jak do każdej potrawy, tu potrzebna jest wprawa. Pozwoli ona po pewnym czasie zmieniać prostą bułkę z panierki na starty ser czy zmielone orzechy (można do bułki je domieszać).

Na początek można usmażyć jeden kotlet i przyjrzeć się, kiedy bułka zaczyna się rumienić. Dopiero potem wrzucać na patelnię dwa lub trzy (co zależy od wielkości patelni, nie mogą na siebie nachodzić).

To tylko i aż tyle. Róbmy to sami. Nie smażmy w obecności teściowej. Wśród opowieści mojej mamy jest ta, jak przyszło jej kroić makaron do rosołu (im cieńszy, tym lepszy) w obecności mamy małżonka, czyli mojej babci…

Dzisiaj do panierowanych kotletów podałam klasyczne gotowane ziemniaki, podane ze świeżym masłem i koperkiem oraz nieco odjechaną mizerię: ogórek, rzodkiewka, dymka, koperek, natka z gęstą osoloną śmietaną. Stół pięknie przybrały złote kolby gotowanej kukurydzy. Mojej mamie tradycyjny obiad bardzo smakował. Dla niej go upichciłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s