51. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 01/05/2011 8:04

„Szał” czyli „Frenzy” to nakręcony w roku 1972 film Alfreda Hitchcocka. Uważamy go, ja i St., za najlepsze z jego dokonań. Stawiamy je wyżej od przereklamowanej „Psychozy”. Jest znakomitym thrillerem, obnażającym bezlitośnie szczerze, a niekiedy zabawnie ludzkie charaktery, jest pyszną robotą filmową: każdy kadr daje się oglądać jak obraz. Praca kamery, słynne ujęcie prowadzące kamerę z cichego domu mordercy na gwarną, pracowitą ulicę, zachwyca mnie zawsze jednakowo. Montaż nie pozostawia chwili na nudę. Scenariusz perfekcyjny.

Wiemy, kto zabija, a przez prawie cały film razem z niesłusznie podejrzewanym miotamy się po ulicach, wśród jego znajomych i spraw, które wikłają go w morderstwo. Prawie każda z postaci kryje jakąś zagadkę: spokojny kupiec Tom Rusk jest brutalnym, maniakalnym psychopatą, podejrzewany o morderstwa nieudacznik o chwiejnym charakterze, rekompensowanym wybuchami gniewu, Dick Blaney, jest w gruncie rzeczy ofiarą wojny;  podczas wojny dowodził eskadrą lotników, pewnie był dzielnym straceńcem, zwolniony z wojska nie potrafi się odnaleźć, w hierarchii społecznej spada coraz niżej. Jego była żona Brenda natomiast dzięki zaradności pnie się coraz wyżej, ale pod pozorami ogłady i wymuskanej porządności chyba niewiele ma z uczuć wyższych, stać ją jedynie na postawienie Byłemu obiadu i wsunięcie mu jałmużny do kieszeni. Jest obleśny, grubiański szef baru. Jest kolega z eskadry z małżonką dziwnie nienawidzącą jego byłego dowódcy (czyżby kiedyś łączyło ich coś więcej, a może przystojniak odrzucił jej awanse?). Kolega go lubi i chce pomóc, ale jednak zostawia go na lodzie, gdy staje się to niewygodne, a żona mu pomagać zakazuje.

Jasnym punktem filmu jest tylko barmanka Babs (świetna rola Anny Massey), zakochana w dość przystojnym byłym lotniku. Chce go skutecznie wesprzeć, ale – nie zdoła.

No i są dwie nasze ulubione postaci: inspektor policji Oxford oraz jego żona. Ich życie rodzinne stanowi kontrapunkt dla mrocznej historii morderstw oraz fałszywych oskarżeń. Małżonka inspektora z nudów, jak się domyślamy, uczy się gotowania. Do czego nie ma talentu za grosz. Inspektor bohatersko znosi jej coraz bardziej fantazyjne obiady: od zupy rybnej, z wyglądającymi spod jej lustra niesamowitymi, chyba nieoczyszczonymi rybnymi stworami (zawartość talerza dyskretnie ląduje ponownie w wazie…) po nóżki, czy raczej ratki wieprzowe (jawnie niedogotowane), podane w sosie do flaczków. Inspektor musi sobie więc radzić nie tylko z rozwiązaniem zagadki (nawet po skazaniu Blaneya, ma wątpliwości do jego winy), ale i z kuchnią żony. A ona może gotować nie umie, mimo starań, ale na pewno ma rzeczowe i inteligentne podejście do prowadzonej przez męża sprawy. Jej pytania, wiele mu pomagają…

Kiedyś przygotowałam jeden z obiadów inspektorowej: treściwą zupę rybną, w typie bretońskiej cotriade, która jest gęstą mieszaniną różnych gatunków ryb, gotowanych z cebulą i ziemniakami, oraz pieczone na grzance przepiórki, podane ze starannie ułożonymi trzema winnymi gronami (oglądając film, zwróćcie uwagę na to jak pani Oxfordowa celebruje wydawanie obiadu, to rozkosz sama w sobie). Jak pamiętam, nie byliśmy tak rozczarowani obiadem jak inspektor (w jednej ze scen przy biurku zajada typowe angielskie śniadanie, tłumacząc swemu sierżantowi, że żona zapisała się na kurs kuchni kontynentalnej). Sierżant zresztą też padnie ofiarą tego kursu… Nie zdradzę, co zdegustuje, po czym „przypomni sobie” pilne obowiązki…

Dość powiedzieć, że do oglądania nagranego filmu (TVP dała go po godzinie drugiej w nocy…), St. przyrządził nam po koktajlu Margarita. Oryginalny przepis przewiduje: tequillę, likier pomarańczowy, najlepiej cointerau, sok z limonki. Obwód kieliszka koktajlowego lub szklaneczki powinna być „oszroniony” obwódką z soli. U nas soli nie było (brrr). Ponieważ nie mieliśmy soku z limonki ani nawet z cytryny, zamiast likieru pomarańczowego (cointerau zresztą też nie mamy, tylko Grand Marnier), daliśmy włoski likier limoncello. Szklaneczki dopełniliśmy wodą gazowaną, dodając do nich lód. Smak przełamały trzy kropelki Angostury. Wyszła pycha! Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia, wpis ilustruję więc zdjęciami inspektorostwa przy stole.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s