27. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 06/03/2011 12:03

Ja ci śrubkę wkręcę w radio, o, Leokadio! – kto kocha historyczną Piwnicę pod Baranami na pewno zna ten tekst: Ja ci śrubkę i tak dalej, na skraju Alej… Moja weekendowa lektura, którą polecam miłośnikom kabaretu, ze szczególnym uwzględnieniem Piwnicy, oraz tym, którzy chcę poszerzyć wiedzę o PRL-u lub przypomnieć niektóre jego odcienie, a także beneficjentom zbiorowego żywienia, calvadosu i staropolskiej kuchni (w odmianie szczególnej).

Książka Barbary Nawratowicz ukazuje krakowski kabaret opisany przez jego współzałożycielkę i divę, o której istnieniu przez lata wiedzieli tylko wtajemniczeni. W roku 1965 uszła z kraju, trafiła do Monachium, do Radia Wolnej Europy. Z krajowego rynku tym samym została wymazana.

Na szczęście czasy od dawna inne. A Barbara Nawratowicz przemówiła i wydała książkę, której szczególnym akcentem są przechowane przez nią teksty pierwszych piwnicznych wieczorów. Są urocze, bardzo śmieszne, erudycyjne w ten szczególny sposób, który bardzo lubię. Obok lirycznych piosenek, wykonywanych choćby przez amanta Piwnicy Mieczysława Święcickiego, zwariowane teksty (jak je nazwać?) Wiesława Dymnego, nawiasem mówiąc – chłopaka autorki (to była miłość!), ale także inscenizowane przemówienia ówczesnych dostojników (np. „Złote myśli Nikity Chruszczowa”), fragmenty książek (np. ideologa marksizmu prof. Schaffa), artykułów prasowych w poetyce fin-de-siecle’u lub socrealizmu… Do wyboru, do koloru. A że autorka pamięta każdy wieczór doskonale, opisuje, kto wykonywał monologi i piosenki, jak to robił, w jakich okolicznościach. Anegdota o Wiesławie Dymnym bujającym się na fotelu i nie mogącym sobie przypomnieć tekstu – tak przednia, że jej nie opiszę, aby zachęcić do sięgnięcia po książkę. Podobnie opisy kontaktów Piwnicy z premierem Cyrankiewiczem.

Gdy czytam, kto wykonywał przytoczony tekst, słyszę i nieomal widzę, jak to wyglądało! Jestem w Piwnicy (sama byłam tam raz). Słyszę głos Dymnego odtwarzającego „niejakiego Majewskiego”, widzę głos i wyraz oczu Krzysztofa Litwina, wreszcie samego Piotra Skrzyneckiego, spadającego ze sceny.

No i na koniec bonus kulinarny. Jest to utwór pt. „Poezja Ireneusza Iredyńskiego. Książka kucharska”. Przytaczam w całości:

Średniej wielkości lina oczyścić
posolić potarzawszy w mące
wycisnąć na wierzch sok.
Obie połowy grzbietem ze sobą trzymać
odcedzić na durszlaku
w rondelku – smażyć na żółty kolor z posiekaną cebulką
na dzień postny
zasypać pół łyżki mąki
pół szklanki czerwonego wina
kapustę
pokropić
posolić
włożyć do zaprażki
gdy już miękka
dusić w parze pod przykryciem
dusić dwie godziny
dusić trzy godziny
w galarecie z parmezanem
złożyć razem, związać tasiemką
i pokryć kapustą na wierzchu
osobno na półmisku podać
kluski kładzione z parmezanem
mam siedemnaście lat i dnieje…

Kręcącego się przy Piwnicy Iredyńskiego, jak pisze Autorka, znoszono, choć wyszydzano jego twórczość. Z jakich powodów – nie wyjaśnia.

Wśród kulinarnych wspomnień i odkryć są też truskawki na ostro, podane przez Autorkę na imieniny. „Były to eleganckie małe kwadraciki chleba ozdobione truskawką z wbitym do niej kawałkiem żyletki…”. Znalazłam też kilka opisów napojów, a ściślej biorąc trunków, z których zapamiętałam jeden, nazywany śmiało calvadosem – był to spirytus zmieszany z wiśniowym kompotem. Coś podobnego pamiętam w wersji z komptem agrestowym.

Słynny kulinarny monolog Krystyny Zachwatowicz pt. „Zestawienie potraw jednogarnkowych” w książce się już, niestety, nie znalazł, jako wygłoszony po odejściu Autorki z Piwnicy. Ale warto go poszukać! Nieodmiennie mnie śmieszy, gdy słyszę tę pochwałę „zbiorowego odżywiania czyli z kotła, tam, gdzie życie rodzinne nie jest możliwe” i przepisy podawane dramatycznym głosem: na zupy fasolową, kapuśniak, szczawiową, grochową in., w ilości: wody… 300 litrów!, ziemniaków… 150 kilo!, marchwi… 10 kilo!, chleba… 70 kilo!, mąki… 4 kilo!, soli – 3 kilo. Na koniec nieoczekiwanie pojawia się odżywanie indywidualne z głębokiej przeszłości, w osobie marszałkowej litewskiej Ogińskiej, która zaczynała dzień od śniadania z sześćdziesięcioma jajkami twardo zgotowanymi i dwoma kapłonami popijanymi ze trzema butelkami wina.

To trzeba przeczytać. To trzeba znać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s