Lato żegnamy strączkowymi

Kalendarz, ale i pogoda za oknem, mówią nam, że jesień już stoi na progu. Wymęczyły nas tegoroczne upały? Czas się cieszyć z chłodu. Albo na chłód narzekać. I odpowiednio do pory roku się odżywiać. Pożywniej, dostarczając większej porcji energii i witamin chroniących przed jesiennymi grypkami i katarami.

Może wprowadzić na jesienne stoły warzywa strączkowe? Będą znakomitym źródłem białka, roślinnego oczywiście. Lubimy je? Poszukajmy więc ich w warzywniakach. Ich obecność wypatrzyłam na półce z… mąką. Tak, tak, odkryłam mąki wytwarzane z grochu i groszku. Na początek mąka z groszku. Opakowanie zachęca, że, obok białka, jest źródłem żelaza, fosforu i potasu. A jaki ma śliczny kolor. Oczywiście, zieloniutki. Można z niej wyczarować purée (pewnie i zupę) oraz różne wypieki. Dwa sympatyczne przepisy zawiera opakowanie. Kierując się jednym z nich, upiekłam coś zupełnie innego. Chlebek z groszku.

Chlebek z mąki z groszku po mojemu

180 g mąki z zielonego groszku
150 g mąki pszennej
200 ml oleju
200 ml wody
3 jajka
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
mała łyżeczka soli
garść suszonych pomidorów
kawałek sera gruyère lub innego twardego
suszone zioła pikantne (peperoni, oregano, bazylia)

Suche składniki (obie mąki, proszek, przyprawy i sól) wymieszać łyżką z „mokrymi” (olej, woda, jajka). Dodać pokrojone w kostkę ser i pomidory. Wymieszać.

Ciastem wypełnić formę keksową (blaszaną wysmarować tłuszczem lub wyłożyć papierem do pieczenia). Piekarnik nagrzać do 180 st. C.

Piec 30–35 minut, nawet 40 minut, sprawdzić patyczkiem, czy ciasto się do niego nie klei. Wyjąć na kratkę, ostudzić.

Powiem, że chlebek będzie pyszny sam, ale i posmarowany masłem. Ja podałam go do sałatki z bobu. Też należącego do strączkowych. Chyba świeży już się skończył (ja jeszcze kupiłam!). Ale całą zimę amatorzy mogą się raczyć bobem mrożonym. Jest wyjątkowo wdzięcznym składnikiem pożywnych sałatek. Jedną z nich znalazłam w tygodniku „Bluszcz” z roku 1932. Rozczuliła mnie przytoczona i inna forma nazwy bobu: bober. Tak mówiła moja Babcia.

Do tej sałatki wkroiłabym cebulę. I dodałabym sporo zieleniny, choćby natki pietruszki. Tak, jak zrobiłam we własnych pomysłach na sałatki z bobem w roli głównej. Można rzec, że gra pierwsze skrzypce, ale w warzywnej orkiestrze. Zwrócę uwagę na udział w nim wspomnianej wyżej cebuli. Jest to słodka i duża cebula hiszpańska. Bardzo ją polecam, jest soczysta, chrupka i łagodna. Nie ma potrzeby jej blanszować (czyli parzyć wrzątkiem lub obgotowywać) przed użyciem. Jeżeli tylko ją wypatrzymy, kupmy.

Sałatka z bobu i pomidorów po mojemu

świeży bób
2 pomidory
cebula
natka pietruszki
olej rzepakowy o smaku bazylii i czosnku
zioła pikantne włoskie (oregano, peperoni)
cynamon mielony
sól, czarny pieprz

Bób ugotować w osolonej wodzie (ok. 20 minut) lub na parze. Odstawić, przestudzić. Jeszcze ciepły obrać z łupinek. Cebulę i pomidory (po sparzeniu można obrać ze skórki) pokroić w kostkę. Natkę przesiekać. Wszystkie warzywa połączyć z bobem, doprawić olejem i przyprawami. Sałatkę podawać jeszcze ciepłą.

Oczywiście i wystudzona będzie smaczna, ale pełnię smaku osiąga właśnie podana na ciepło. Do pieczywa, choćby upieczonego wyżej chlebka z mąki groszkowej.

Druga sałatka jest podobna, ale po połączeniu bobu z innymi składnikami smakuje, oczywiście, inaczej.

Sałatka z bobu i świeżego ogórka po mojemu

bób
świeży ogórek
cebula hiszpańska
koperek
oliwa extra vergine
ocet z białego wina
sól, czarny pieprz
kolendra mielona lub kumin, ew. cynamon

Bób ugotować i przygotować jak wyżej. Cebulę i ogórek obrać, pokroić. Z oliwy, octu i przypraw sporządzić winegret. Koperek przesiekać. Wymieszać wszystkie warzywa z koperkiem i winegretem.

Do tej sałatki można ugotować jajko na twardo, pokroić i dodać. Stanie się wtedy pożywnym daniem na lunch lub kolację.

Jeszcze jedno: zwykle z pomidorów lub ogórków usuwa się pestki. Fakt, że są wodniste. Ja tego nie robię. Nie przeszkadzają mi. No, chyba że chce zadbać o to, aby danie pozostało suche i nie podchodziło wodą. Ale jeżeli sałatkę podajemy od razu, nie warto się bawić w dodatkowe czynności.

Na zakończenie porcja wiedzy: czym jest bób i co jeszcze da się z niego przyrządzić. Informacje pochodzą z „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1935. Ale nie z dodatki dla kobiet, tylko z ogrodniczo-hodowlanego. Niekiedy i tam pisano o jedzeniu, a nawet podawano przepisy kulinarne. Tekst o bobie jest podpisany Jan. Chom. Wycięłam z niego całą wiedzę dotyczącą uprawy.

[…] W kuchni bób można przyrządzać jako potrawę samodzielną lub jako składnik dań kombinowanych. Zupa z bobu, z rozgotowanych i przetartych ziarn jest bardzo smaczna i sycąca. Zaprawia się smakiem jarzynowym i korzeniami, jeżeli ma stanowić danie jarskie, można też gotować ją na wędzonce, jak grochówkę, podając do tego grzanki lub uszka.

Bób gotowany na wodzie stanowi smaczną jarzynkę, za którą przepadają dzieci.

Purée z bobu robimy z nasion młodych lub starych. W tym ostatnim wypadku należy wymoczyć ziarno w ciągu doby, a przy gotowaniu pierwszą wodę zlać i dopiero w następnej rozgotować bób zupełnie: ma to na celu wypłukanie i usunięcia pewnych składników, znajdujących się w bobie dojrzałym, podobnie jak w nasionach wszystkich strączkowych. Rozgotowany bób należy przetrzeć, zaprawić lub omaścić i podawać do szynki, do pieczeni lub nadziewać nim omlety.

Nawet młode listki bobu mają zastosowanie przy przyrządzaniu szpinaku wiosennego z mieszaniny rozmaitych roślin, z zasadniczą przewagą liści prawdziwego szpinaku ogrodowego.

Może więc bób stanowić dodatek i urozmaicenie każdego jadłospisu we wszystkich porach roku, a szczególnie jest polecany dla osób, mających zamiar przeprowadzać kuracje jarską, jako łagodne przejście od pokarmów mięsnych do roślinnych. Podobnie od lat bób był cennym pokarmem ludzi pracujących fizycznie, powinien więc być uprawiany zarówno w ogródkach przy willach, jak też na działkach osiedli robotniczych.

Ciekawostką dla mnie jest użycie młodych liści bobu jako dodatku do wiosennego szpinaku. Poddaję pod rozwagę tym, którzy mają swój ogródek.

A teraz, już na prawdziwe zakończenie, ciekawostka, która będzie znakiem czasu, w których powstała. A przepis podał w tygodniku „Przekrój” redaktor rubryki „Jedno danie” Jan Kalkowski. W roku 1988. Otóż opisał bób podawany jako awokado! Awokado wówczas w dla zwykłych polskich śmiertelników niedostępne.

Żartobliwie skomentuję, że dzisiaj to awokado, którego pełno w sklepach i to w różnych odmianach, możemy podawać jako bób! Jeśli tylko sobie tak uchwalimy. Na przykład na zakończenie lata 2019.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s