Ciasta dla babci zorganizowanych

dnia

„Ilustrowany Kuryer Codzienny” zaczął się ukazywać w grudniu, przed 105 laty. Od pierwszego numeru miał przyciągać okładką, przez kilka lat opatrzoną ryciną. Na zdjęcia czytelnicy mieli poczekać piętnaście lat z okładem.

Okładki spełniły swoje zadanie. Gazeta nazywana wkrótce Ikacem, czy to dzięki nowoczesnemu, iście amerykańskiemu dziennikarstwu, czy to dzięki ogromnemu nakładowi (wydawca deklarował na początek 20 tys.), czy dzięki własnym korespondentom we Lwowie i we Wiedniu (jeszcze zabory!), zdobyła rynek. Ukazywać się miała do roku 1939. Wojna zmiotła ją, wraz z całym zbudowanym dzięki niej imperium prasowym wydawcy-założyciela Mariana Dąbrowskiego. Dziś jest znakomitym źródłem pozwalającym się przyglądać codziennemu życiu Krakowa, a rychło całej Polski, zwłaszcza tej wolnej, po roku 1918. Wydawca nie sprzeniewierzył się deklaracji z numeru pierwszego, który ukazał się 18 grudnia roku 1910:

Z dniem dzisiejszym pojawia się pierwszy numer „1Ilustrowanego Kuryera Co­dziennego”. Wystąpił on nie w specyalnej, odświętnej szacie, w jaką się zwykły pretensyonalnie stroić „numery okazowe” wszelkich początkujących wydawnictw, lecz zjawił się w szacie codziennej tak, jak go stworzyła niewstrzymana w swym biegu dziejowym chwila aktualna dnia.

I odtąd będzie zawsze Ilustrowany Kuryer Codzienny, podobnie jak numer dzisiejszy, w treści swej takiem samem odzwierciedleniem, a w części ilustracyjnej uplastycznieniem chwili bieżącej, — a poczęty bez szumnych i hałaśliwych zapowiedzi i obietnic, pragnie od dziś wytrwale zdążać do najdoskonalszych form w ujęciu tego, co istotnie dzień niesie. […]

Gazeta zapoznawała czytelników także z tym, co niósł dzień innych krajów. Za sprawą obrotnych korespondentów, ale zwłaszcza wytrwale śledzonej prasy zagranicznej, polscy czytelnicy zapoznawali się z nowinkami i ciekawostkami światowymi. Przeważnie były to bulwersujące doniesienia o aferach i zbrodniach, ale często relacje pogodniejsze. Jak ta z roku 1912.

 

Nikt nie ma pojęcia, jak nieszczęśliwe są nasze babki i prababki w Ameryce całej, a najwięcej może w Chicago, skazane na marną i bezcelową wegetacyę w ustronnych i zacisznych pokoikach od tyłu. Nie widać ich zupełnie — nie komunikują się nawet same ze sobą, a o życiu towarzyskiem tych staruszek nie ma nawet mowy. Nie proszą ich wcale na przyjęcia, rzekomo z powodów, iż nie powinny przeciążać żołądka na noc; nie bierze się ich na koncerty i przedstawienia, bo powinny o tym czasie dawno już spoczywać w łóżkach; nie biorą udziału w wycieczkach i spacerach, bo zbytni ruch mógłby zaszkodzić ich zdrowiu – ba, nawet grać im nie wolno w tak popularnego bridża, bo emocya przy kartach podkopałaby resztki ich zdrowia.

Dzień cały spędzać muszą w zacisznych pokojach, obłożone flanelami i szalami przed zaziębieniem — a jedyną i wyłączną ich przyjemnością to obiad czy kolacya i to złożona „z najzdrowszych” tylko potraw.

Stan ten ciągnął się lata całe — zbyt długo, aby nie wywołać reakcyi. Oto w ostatnich czasach kilka energiczniejszych babek skomunikowawszy się poprzednio potajemnie – wystąpiło stanowczo przeciw usuwaniu je w cień i odsuwaniu od wartkiego a tak miłego życia towarzyskiego.

Na zwołane specyalnie zgromadzenie babek i prababek przybyło ich ze wszystkich stron tysiące: postacie słabe, skulone, staromodnie ubrane, lecz pełne jeszcze zapału i ognia. Jednogłośnie uchwalono zerwać z tradycyą, wyemancypować się całkowicie z pod władzy rodzin, a przedewszystkiern utworzyć swój własny klub, jako miejsce rozrywek wzajemnych i gawęd. Rezolucyę tę wprowadzono bezzwłocznie w życie i dzisiaj widzieć można we własnych lokalach klubo­wych setki staruszek, oddanych duszą całą zabawie, pogawędce lub czytaniu dzienników. Wiele z nich pije dżin lub piwo, bardzo wiele pali namiętnie papierosy.

Klub, jakkolwiek zawiązany dopiero przed kilku tygodniami, liczy z górą 1000 członków [chyba członkiń?], a liczba ich wzrasta z dnia na dzień.

Kurierek, jak też go pieszczotliwie nazywano, nie tylko przedstawiał, ale i kształtował obyczajowość swoich czasów. Nie było modnej nowinki, która by nie zagościła na jego łamach. Zwłaszcza lata 20. XX wieku, a więc zachłyśnięcie się powojennym rozluźnieniem obyczajów, były łaskawe dla żądnych sensacji dziennikarzy. Obfitowały w coraz nowe mody. Ale, jak widać, i przed Wielką Wojną ich nie brakowało. Emancypacja babci i uwalnianie ich z flanelowych kaftaników zaczęło się właśnie wtedy. A doszło do… takiej babci, jak Tina Turner. I wiele innych. Sama jestem babcią, wiem więc, co piszę.

Spotkania takich babci bywają szalone, ekscytujące i ciekawe. Nawet te spokojniejsze, przy herbacie. Na takie spotkania proponuję dwa ciasta. Przepisy na nie zaczerpnęłam także z Ikaca. Tyle że późniejszego, bo z roku 1932. Co pozwala sobie uświadomić, że babcie z roku 1912 mogły już być prababciami, a ich wnuczki – mamusiami. No cóż. Jak głosi zapamiętana piosenka z dawnego programu „Gallux show” (kto z wnuków wie, co to „gallux”? Wyjaśniam: galanteria luksusowa) Olgi Lipińskiej, którą uroczo wykonywał Bogdan Łazuka, krążący wokół ślicznej Barbary Wrzesińskiej:

Za kilka lat i ty poznasz sklerozę,
c’est la vie, tak mówią c‘est la vie,
Ona cię znajdzie, czyś na wozie czy pod wozem
Prześnione sny, daremne łzy, choć budzą grozę…

Zanim więc nastaną te piosenkowe: „skleroza, łamanie w kościach i nieposłuszny instrument miłości”, spotykajmy się, cieszmy, dyskutujmy, byle nie o polityce (potrafi skłócić i podnieść ciśnienie!), uczmy nowości. Przy dwóch ciastach z Ikaca. Oba były w odpowiedzi na zapytanie czytelniczek podane przez Zofię Szyc-Korską, prowadzącą kulinarną rubrykę na łamach cyklicznej kolumny w gazecie – „Kuryera Kobiecego”. Podaję wiernie w postaci oryginalnej. Oba ciasta wykonałam wiernie. Mogłam to zrobić, bo mam wygodną elektroniczną wagę kuchenną (świetny prezent gwiazdkowy; kilka lat temu obdarzyłam nim domowe gospodarstwa moich dzieci!). Piekłam po ok. 40–50 minut w 180 st. C.

Zwibak

STAŁA CZYTELNICZKA Z N. TARGU. Z wielu zapytań podanych w liście wybieram jedno, na które odpowiadam. Zwibak, w którym dodatki opadły na spód, był najpewniej krótko tarty lub też za mało było w nim mąki.

Daje się zazwyczaj tyle mąki i cukru na wagę, ile zaważą np. cztery jaja. Żółtka z jaj i jedno całe jaje uciera się z cukrem przez 20 minut, potem dodaje się po 3 dkg. różnych bakalij drobno krajanych i otartą skórkę z cytryny, w końcu pianę z 4 białek i mąkę, po łyżce na przemian powoli wmięszać.

Zmiana w stosunku do przepisu niewielka: ciemny cukier z trzciny zamiast białego. Bakaliami były kandyzowana papaja i duże rodzynki. Wierzch keksu posypałam piórkami migdałów. Lekko przyrumienione podczas pieczenia nadają ciastu wiele smaku i pięknie wyglądają.

Comber

STAŁA CZYTELNICZKA Z CHRZANOWA. Na życzenie powtarzam przepis na

tort sarni comber.

 

6 żółtek, 14 dkg mączki cukrowej, 14 dkg. mielonych migdałów lub orzechów, 8 dkg. czekolady tartej, otarta łupka z cytryny, 5 dkg. skórki pomarańczowej lub cytronatu i 2 goździki utłuczone. Wszystko miesza się w wiadomy sposób: naprzód żółtka z cukrem, a potem resztę dodatków, wkońcu pianę z 6 białek i dwie łyżki przesianej bułki. Do pieczenia używa się specjalnej formy z rowkami imitującej pieczeń sarnią.

Formę trzeba doskonałe natrzeć masłem i wysypać mąką. Po upieczeniu oblewa się tort polewą czekoladową i szpikuje kawałkami obranych migdałów niby słoniną.

Słusznie Pani zauważyła: tort jest doskonały i świetnie się trzyma czas dłuższy.

Co też warto zapamiętać i comber upiec przed przedświąteczną gorączką. Szkoda, że nie mam takiej specjalnej formy z rowkami (jak pamiętam, kiedyś w moim domu rodzinnym taka była, miała zaokrąglone dno).

Wreszcie się dowiedziałam, skąd pochodzi nazwa tego ciasta, kiedyś sztandarowego wyrobu Horteksu z lat 70. ub. wieku. Pamiętam jak „za Gierka” otwierano te cukiernio-kawiarnie, a jedna z nich była przy Rynku Starego Miasta.

Zaręczam: oba ciasta są staroświecko doskonałe. Pierwsze ma spokojną urodę piaskowego keksa. Drugie – całą moc eleganckiego ciasta czekoladowego. Polecam je nie tylko na spotkania w klubach babci. Także na święta. Jeszcze jedna ich zaleta: z wagą i mikserem robią się prawie same i bardzo szybko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s