Deser naprędce. Z rabarbarem

dnia

Nie mamy niczego w domu? A zjawia się ukochana ciocia, psiapiółka, a może kandydat na narzeczonego, a może sąsiadka, przed którą chcemy się troszkę popisać? Zresztą, może być i tak, że mamy ochotę coś lekkiego zjeść po obiedzie na deser lub postawić obok popołudniowej herbaty. Spełnimy te zachcianki, gdy zaopatrzymy się w dyżurne pudełko kruchych babeczek. Oczywiście, osoby ambitne i mające potrzebny czas, same zagniotą kruche ciasto i wyłożą nim foremki na babeczki. Kiedyś tak robiłam, ale była to zamierzchła epoka, gdy tego rodzaju gotowych ciast u nas nie było. Dzisiaj – są i warto z nich korzystać w razie potrzeby.

Babeczki przygotowane naprędce wypełniłam sezonowym rabarbarem. Bo już jest! Wprawdzie kupiłam dość byle jaki, o łodygach cienkich i niezbyt ładnych, ale i z takiego da się zrobić powidełko, czyli to, czym babeczki można wypełnić. Kwaskowaty smak rabarbaru kojarzy się z późną wiosną i wczesnym latem. Wtedy będzie najlepszy. Przygotowuje się go błyskawicznie. Najwięcej czasu zabiera oczyszczenie łodyg. Potem gotuje się dziesięć, piętnaście minut.

Czy rabarabar jest u nas znany? Wydawało mi się, że tak. Ale młoda osoba, która mi go sprzedawała, spytała mnie, jak to, co kupiłam, się nazywa. Zdziwiłam się niepomiernie, ale może jest tak, że w młodym pokoleniu zanika znajomość surowców kulinarnych. Jedzą wszystko już przetworzone, gotowe, zapakowane i opatrzone etykietkami z nazwą. Nie wiedzą, jak wygląda półtusza wieprzowa czy zagniecione kruche ciasto, nie znają wszystkich owoców, z których się smaży dżemy czy marmolady, nie kojarzą wielu warzyw. Wszystko mają gotowe i podane na tacy. Jak te babeczki, do których posiadania w żelaznym zapasie zachęcam.

Zanim opiszę, czym wypełniłam te gotowe babeczki, przedstawię, co o rabarbarze pisała Pani Elżbieta. Czyli Elżbieta Kiewnarska, współpracująca przed wojną z wieloma pismami. Swoimi felietonami od roku bodajże 1925 urozmaicała co tydzień łamy gazety „Kurier Warszawski”, jednego z bardziej popularnych pism stolicy. Po wojnie już się nie odrodziło. Pani Elżbieta wojny też nie przeżyła. Zginęła podczas Powstania Warszawskiego. Jak i cały wczesny świat.

Jej gazetowe felietony były bardzo popularne, nie raz opisuje w nich telefony od czytelniczek czy odpisuje na ich listy. Jak widać, troszkę tłumaczy im, co to jest rabarbar. A więc i przed wojną jego znajomość nie była powszechna. A pogawędka pochodzi z roku 1929. Zachowuję pisownię autorki – w tym to, jak staroświecko rabarbar nazywa. Opisuje ona surową zimę z owego roku, co może pocieszy nas, uważających, że żyjemy w jakichś coraz okropniejszych czasach, dotykani niespotykanymi w dziejach klęskami żywiołowymi. Nasi pradziadkowie mieli dokładnie te same odczucia. A jakoś przeżyli, choć mieli mniej różnych „ułatwiaczy” życia niż my.

W felietonie podane są wskazówki, jak uprawiać rabarbar, żeby jego łodygi dały jak najwięcej pożytku. Przydadzą się właścicielom ogródków, w tym mojej przyjaciółce, która niecierpliwie czeka na to, co napiszę o rabarbarze. Bożenko, już jest!

Razem z pierwszemi ciepłemi dniami zjawią się na targach te smakowite, zielone łodygi. Pół jarzyna, pół owoc, gdyż i jedno, i drugie w razie potrzeby zastąpić mogą. Powoli, lecz stale zyskują one u nas prawo obywatelstwa, stając się artykułem codziennego użytku w coraz to liczniejszych kołach spożywców. Jeżeli im wolno zarzut uczynić, to jeden tylko, lecz bardzo poważny: nie są one dosyć starannie hodowane.

Łodyga rumbarbarowa, aby była prawdziwie smaczna i mogła rywalizować w kompotach i innych wyrobach cukierniczych, nietylko z jabłkiem, lecz nawet i z ananasem, powinna być bardzo gruba, dosyć krótka, bladozielona, przy nasadzie blado-różowa. Aby uzyskać taki towar, ogrodnik musi krzaki już od jesieni otoczyć troskliwą opieką. Zasilić nawozem, okopać, wiosną pokryć grubą warstwą sieczki lub kołdry lnianej. Nakoniec wycinać starannie łodygę kwiatową, jak tylko się ukaże, i same łodygi, dopóki są zupełnie młode.

Na targach warszawskich sprzedawane rumbarbarum ma łodygi ciemno-zielono, cienkie, stąd i smak ostry. nieraz przykry nawet, gdyż rośnie sobie prawie dziko, mało lub wcale nie pielęgnowane. Ale nawet i to słabe pojęcie o prawdziwie dobrem rumbarbarum, dając zielsko, odegra w tym roku olbrzymią rolę w gospodarstwach naszych.

Zewsząd sygnalizują straszne, niepowetowane szkody, poczynione przez mrozy w sadach w Polsce i za granicą. Owoców wszelkich będzie mało, a zatem ten co będzie, będzie bardzo drogi. Bardzo wolno, lecz systematycznie zaczynamy wprowadzać owoce do naszych jadłospisów, traktując je już nie jako przedmiot zbytku, lecz artykuł codziennej potrzeby.

Podobno nie będziemy mieli w tym roku wcale czereśni i gruszek, nie będziemy mieli moreli — zresztą i w roku ubiegłym bardzo drogich — a bardzo mało wisien, jabłek i śliwek.

Zapewne szczęśliwie pod śniegiem przezimowały blizko ziemi rosnące truskawki, poziomki, jagody i t. p. Z krzaków nie ucierpiały porzeczki i wielki agrest. Latem więc nie będziemy odczuwali ostrego braku owoców, ale gdy przyjdzie jesień i zima, pozostaniemy bez zwykłych zapasów konfitur, soków, marmelad i kompotów.

Otóż chciałam zwrócić uwagę pań gospodyń na to, że rumbarbarum nadaje się wybornie do wyrobu marmelady. Jest ona nietylko nie gorsza od jabłecznej, lecz dobrze zrobiona ma od niej smak wykwintniejszy, jakby połączona z kwaskiem i aromatem ananasowym.

Kto lubi konserwy aromatyczne, może ją lekko zaprawić kilku kroplami esencji cytrynowej lub ananasowej. Duży zapas takiej marmolady da możność używania jej do chleba i do przekładania wszelkich ciast i tortów, do których dotychczas używaliśmy marmelady jabłecznej lub śliwkowej.

Ze świeżych łodyg możemy też robić przez cały maj i czerwiec wyborne szarlotki w kruchem lub we francuskiem cieście. W lipcu sprzedawane łodygi są już za stare i mają wartość tylko kwaśnego zielska.

Jeszcze lepszą od marmelady konserwą jest kompot z rumbarbarum v. Vecka. Należy nań tylko wybierać najmłodsze, najgrubsze i najsoczystsze łodygi. Przez całą zimę zawsze gotowy do użycia odda nam nieocenione usługi, zastępując wszelkie inne owoce. Bo nietylko owoce krajowe będą drogie. Również brak ich i drożyzna, grozi za granicą wszędzie.

Po całej Europie przeszła klęska strasznych mrozów, ucierpiały nietylko owoce krajów średnioeuropejskich cytryny i pomarańcze, banany i figi też dojdą do cen horendalnych. Przytem, w imię popierania tylko produkcji krajowej, kupować ich nam nie wolno, lub jeśli, jak cytryny i pomarańcze, przepisywane jako środki lecznicze, niczem zastąpić się nie dadzą, powinniśmy ograniczyć do minimum ich nabywanie.

Jak czytamy, Pani Elżbieta propagowała kupowanie krajowych produktów, w tym owoców czy warzyw. Ten wątek, jak i kwestia samowystarczalności gospodarczej, wyjątkowo często pojawiają się w jej felietonach. Dzisiaj, w czasach globalizacji, mniej uwagi zwracamy na popieranie upraw krajowych. A może to zmienić? Kupując, staram się zwracać uwagę na to, czy towary pochodzą z Polski, ale przyznam, że nie jest to jedyne kryterium wyboru.

Babeczki z rabarbarem po mojemu

babeczki z kruchego ciasta

łodygi rabarbaru

pół szklanki cukru

woda różana

ekstrakt z wanilii

skórka z cytryny

pianki marshmallows

Łodygi rabarbaru obrać z wierzchniej skórki. Pokroić na kawałki. Z cukru, przypraw i niecałej połowy szklanki wody ugotować syrop. Wrzucić kawałeczki rabarbaru. Dusić, aż się rozpadną. Wystudzoną marmoladę wkładać do babeczek tuż przed podaniem. Na każdej położyć piankę i rozgrzać ją opalarką lub w piekarniku, pod opiekaczem.

Tak przygotowane babeczki podaje się od razu. Zjada szybko i wszystkie, zanim rozmiękną. Doprawiać je można także olejkiem migdałowym. Do duszącego się rabarbaru można wrzucić kilka kostek ananasa, a babeczki, zamiast przykryć piankami, posypać podprażonymi migdałami lub orzechami. Uduszony rabarbar warto spróbować, czy nie wymaga dosłodzenia. Bywa bardzo kwaśny. W podobny sposób przyrządzamy rabarbarową tartę, ale tę już kiedyś w blogu pokazywałam.

Czy rabarbar trzeba rozgotowywać? Nie trzeba. Gotowany krótko zachowa swój kształt i też będzie smaczny. Wyjmujemy go z syropu łyżką cedzakową, studzimy i wtedy nakładamy na ciasto. Ale to wymaga uwagi. Marmoladę przyrządza się łatwiej, bo nie trzeba uważać, aby łodygi się nie rozgotowały. Niektórzy tak uduszoną papkę przecierają dodatkowo przez sito. Zapobiega to dostaniu się do niej włókien, które mogą pozostać przy nie dość dokładnym oczyszczeniu. To już rzecz staranności, gustu i czasu, który chcemy poświęcić na zabawę z rabarbarem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s