Omlet z Hiszpanii czyli tortilla

dnia

W PRL-u – a był to kraj, w którym się urodziłam i żyłam, przez lata o paszport nawet się nie starając, dysponując jedynie tzw. wkładką paszportową na tzw. demoludy, oficjalnie nazywane bratnimi państwami – Hiszpania należała do państw nie istniejących. No, może coś się tam wydarzało w epoce Izabeli Kastylijskiej lub Goyi i „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, ale współcześnie – już nie. Przekazywana przez PRL wiedza na temat tego państwa kończyła się na wymaszerowaniu z niego Brygad Międzynarodowych w latach 1938–1939. Wiadomo było tylko, że panował faszystowski generał Franco. Na falach krótkich radia można było, spod zagłuszania, posłuchać przekazywanego po polsku Radia Madryt (słuchałam wszystkiego, czego się dało!). Współczesna kultura tego kraju, w tym kulinarna, nie była znana. Aż do czasu, gdy udało się jakimś cudem pojechać do Hiszpanii, solidnie ją zwiedzić, a także szczęśliwie dla czytelników opisać Janinie Pałęckiej i Oskarowi Sobańskiemu. Słyszałam wiele opowieści o Sobańskim, postaci barwnej. Osobiście go nie poznałam, ale pamiętam, że na tzw. weryfikację dziennikarzy po stanie wojennym przyszedł z opornikiem w klapie marynarki.

W roku 1977 ukazało się pierwsze wydanie kulinarnej książeczki o Hiszpanii i stało się bestsellerem, co w warunkach PRL-o oznaczało sprzedawanie spod lady. Znajomości nie miałam, udało mi się zdobyć dopiero trzecie wydanie książki pt. „Tortilla u Sancho Pansy”, z roku 1988. Ze schyłku PRL-u. Drugie ukazało się w odwilży roku 1981. Po tym trzecim wydań było chyba z dziewięć. Bo książka była przebojem autentycznym, a jako przewodnik kulinarny po Hiszpanii – gdzie dziś wyjeżdżamy często na wakacje! – może służyć i dzisiaj. Wtedy czytało się ją jako kompletną egzotykę. Nie sposób było nawet zamarzyć sobie o odwiedzeniu Hiszpanii, a wielu produktów do sporządzenia hiszpańskich potraw nie było w sklepach.

Czytało się więc z platoniczną ciekawością opisy poszczególnych regionów Hiszpanii – oczywiście pod względem kulinarnym, wyobrażało sobie tylko ich charakterystyczne potrawy. I czytało przepisy, bo, poza podstawowymi składnikami, nie było z czego ich przyrządzać. A dziś? Mamy wszystko. Informacje z książki są nawet nieco przestarzałe. Ale i tak warto się w nią zaopatrzyć, zwłaszcza przed pierwszym wyjazdem do tego kraju.

Książce tytuł nadała potrawa, którą Autorzy uznali za najbardziej charakterystyczną dla Hiszpanii – omlet nazywany tortilla. Podobno Sancho Pansa się nim zajadał. Autorzy podają po jednym przepisie z każdej hiszpańskiej prowincji, a jest ich siedemnaście. Ponieważ do Hiszpanii w tym roku nie jedziemy (ale może na krótko ją odwiedzimy?), zajrzyjmy do niej kulinarnie. Na jedno wdepnięcie. Oczywiście, do kuchni.

Cytuję przepis na jedną z siedemnastu tortilli:

Tortilla po chłopsku
danie ze Starej Kastylii

6 jajek

25 ziemniaków

pół szklanki oliwy

sól

ewentualnie 1 średnia cebula

Dwie rzeczy są niezbędne, aby udała się ta najklasyczniejsza ze wszystkich tortilli: oliwa dobrej jakości i staranne przygotowanie ziemniaków. Ziemniaki powinny być niezbyt wielkie i możliwie jednakowej wielkości. Obrane z łupiny pokroić w cienkie plasterki, umyć, osączyć, posolić i rozłożyć na ścierce, aby wyschły z obu stron. Dopiero wówczas smażyć.

Rozgrzać oliwę na patelni. Do niezbyt gorącej włożyć ziemniaki i nieustannie je poruszając końcem noża smażyć do miękkości. Powinny pozostać białe!

W misce ubić jajka, włożyć do nich usmażone ziemniaki, wymieszać i wyłożyć całą masą na patelnię. Smażyć z obu stron.

Druga wersja tortilli zawiera dodatek cebuli, usmażonej, lecz nie zrumienionej, w tej samej oliwie przez włożeniem ziemniaków. Cebulę należy drobno posiekać.

 

Ja przygotowałam omlet chłopski po swojemu. Bez cebuli. Z ziemniaków obgotowanych. Na nie wlałam rozmieszane jaja (na omlet nie należy ich mieszać za długo) i… dałam starty ser. Patelnię z omletem przykryłam pod koniec smażenia pokrywką, aby ser się roztopił. Omletu nie smażyłam więc z obu stron, tylko, klasycznie dla kuchni francuskiej, z jednej. Nie wiem, czy to jeszcze była hiszpańska tortilla, czy może już włoska frittata. Nam było wszystko jedno. Omlet był pyszny. Podałam go po posypaniu listkami szałwii. Kto jej smaku nie lubi, niech poda choćby natkę pietruszki. Bo zielenina na jajkach zawsze ładnie wygląda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s