Bananowe resztki

Gdy odwiedzają mnie wnuki, nie może się obejść bez „babeczek”, jak mówią. Czyli muffinów. Przygotowujemy ciasto razem albo, jeżeli program jest bogaty, robię to wcześniej. Idzie to zresztą bardzo szybko: miesza się składniki sypkie, płynne i jedne z drugimi. Wyspecjalizowałam się tak, że tym razem przygotowałam muffiny nie korzystając z przepisu, po prostu sięgnęłam do głowy. A w dodatku miałam dwa ciemne już, przejrzałe banany. Z pożytkiem więc je wykorzystałam jako resztki. Powstały

Muffiny z bananem po mojemu

1 1/2 szklanki mąki

1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

szczypta soli

mielone: cynamon, goździki, kardamon, kolendra lub imbir

1/2 szklanki cukru ciemnego lub 2–3 łyżki miodu

1–2 miękkie banany

szklanka jogurtu

6–10 dag stopionego masła lub 1/2 szklanki oleju

2 jajka

Rozgnieść banany. Wymieszać mąkę, środki spulchniające, przyprawy. Rozpuścić masło i ostudzić lub wziąć olej, wymieszać z jogurtem (maślanką, mlekiem zsiadłym lub świeżym, kefirem) i jajkami. Szybko zmieszać wymienione składniki ciasta. Może pozostać grudkowate. Piec 20 minut w 180 st. z nawiewem. Czas zależy od piekarnika.

 

Kiedy wnuczka spytała, jakie dziś będą babeczki, i usłyszała, że bananowe, trochę się skrzywiła. Po spróbowaniu mówiła, że to „babeczki o smaku bananów” i zjadła z zapałem aż dwie; może i zabawa na śniegu miała w tym udział. Wnuk, jak zwykle, wchłaniał je z apetytem. Ich mamie też smakowały. Wychodząc, upewnili się, że zapakowałam babeczki dla taty. To najlepsza recenzja.

Komu muffiny pozostały jakimś cudem „do jutra”, może je podgrzać w mikrofalówce lub piekarniku. I podać na ciepłe śniadanie. Z kolei te zimne można przybrać bitą śmietaną fantazyjnie wyciśniętą i posypać cukrowymi kuleczkami lub czekoladowymi gwiazdkami. Będą jak cupcakes.

Dodaj komentarz