Kto lubi kluchy, znajdzie tu przepis oryginalny i odmienny od innych. Przede wszystkim: z sosem nie pomidorowym, choć włoskim. Nieco skomplikowanym. Ale jeżeli: jest sobota, mamy czas i ochotę, chcemy podać coś innego, niż zwykle – przyrządźmy makaron Venezia.
Słowo wyjaśnienia. Znalazłam skromny 16-kartkowy zeszycik sprzed blisko trzydziestu lat z przepisami wypisanymi moją ręką. Tłumaczyłam je wtedy na swój użytek z niemieckich czasopism. Wybierałam tylko takie, na których wykonanie nie miałam jakieś szanse. Szanse produktowe, rzecz jasna. Bo wtedy kupowało się na kartki, w kolejkach, produkty nie najwyższej jakości. Wtedy niewiele z tych przepisów zrealizowałam; ale dzisiaj – to co innego. Dostać można wszystko, a nawet więcej.
Krótko mówiąc: wszystkie potrawy, zapisane przez mnie przed trzydziestoma laty, chcę obogtować. A co, niech mój ówczesny trud nie pójdzie na marne. Są wśród nich i nieliczne dania mięsne (jakoś liczyłam, że w cudowny sposób dostanę schab…), i bezmięsne (większość), i wypieki, i sałatki. No, podzielę się tymi przepisami z czytelnikami mojego bloga. Dotychczas dałam tutaj przepis na placek porzeczkowy. Dzisiaj

Makaron Venezia
50 dag zielonego spaghettii lub tagliatelle
Na sos: 25 dag pieczeni cielęcej
20 dag tuńczyka w kawałkach (w oleju)
kubek słodkiej śmietanki
kieliszek wina białego
sok z 1/2 cytryny
cebula
łyżka posiekanych ziół
żółtko
sól i odrobina cukru
Najpierw przyrządzić sos: mięso pokroić w drobną kostkę. Zmiksować z połową tuńczyka bez oleju, ze śmietaną, winem i sokiem z cytryny. Rozgrzać olej spod tuńczyka, przez minutę poddusić z nim cebulę drobno pokrojoną. Dodać zmiksowaną masę, wymieszać, zagrzać. Resztę tuńczyka dodać ostrożnie, aby zachować kawałki (dlatego tuńczyk nie może być rozdrobiony). Domieszać także zioła. Dodać także rozbełtane żółtko (do niego po trochu dodajemy sos, potem wlewamy do całego sosu). Już nie gotować, do smaku przyprawić solą i szczyptą cukru.
Ugotować makaron (raczej krócej niż przewiduje napis na opakowaniu). Wymieszać z sosem. Przybrać ziołami.
Pytanie pierwsze: czy zrobić sos z mięsa surowego czy z upieczonego. Ja przyrządziłam z surowego, ale chyba nawet lepiej byłoby zastosować resztki pieczeni. Wtedy przyrządzanie sosu potrwa krócej i chyba będzie nawet smaczniejszy.
Pytanie drugie: jakich ziół użyć? Wówczas wpisałam, żeby wziąć „marynowany koperek”, ale może coś źle przetłumaczyłam? Dzisiaj zastosowałam tymianek.
Aha, nie dostałam żadnego zielonego makaronu (czy to nie złośliwość losu?! zwykle jest!), kupiłam więc różnokolorowe spaghetti. Podając danie w misce, dodatkowo posypałam je pokrojonymi listkami i delikatnymi końcami gałązek selera naciowego oraz świeżo usiekanym tymiankiem.
Na stole stawiamy to samo wino, którego użyliśmy w sosie. Nie zapomnijmy o sałacie. Moja była bardzo prosta. Porwane listki sałaty rzymskiej, pokrojona w krążki cebula, oliwa, brązowy, kremowy sos cytrynowy z octu balsamicznego (produkt gotowy), sól i świeżo zmielony pieprz.
PS Po latach stwierdziłam, że mogło chodzić o ocet koperkowy, a nie o „marynowany koperek”;”wtedy pewnie źle przełumaczyłam.