Kupmy piersi kaczki. Można je przygotować bez długich ceregieli. Chociaż pożądana jest staranność. Idzie o to, aby efekt na stole był jędrny, ale nie twardy, soczysty, ale nie surowy, kruchy, ale nie wysuszony. W sam raz na efektowną kolację dla Ukochanej Osoby lub na przyjęcie w małym gronie przyjaciół.
Zakupione kacze piersi myjemy i czyścimy. Nie wiem, czy wy też, ale ja mam wrażenie, że dawniej drób był czyszczony lepiej niż obecnie. W skórze niezmiennie spotykam irytujące pozostałości piór. Co z nimi robić? Polecam kupienie opalarki, przydatnej oczywiście nie tylko do opalania drobiu (głównie do karmelizowania skorupki na kremie i do opiekania pianek marshmallows).

Oczyszczoną kaczkę zamarynowałam skrapiając żubrówką, obkładając trawką żubrową i nacierając zmiażdżonymi jagodami jałowca i grubo mielonym pieprzem. Skórkę kaczki można usunąć, ale ja tego nie zrobiłam, pocięłam ją w kostkę. Zrobiłam to rano, ale wystarczy jakaś godzina przed pieczeniem (wtedy nie trzymajmy w lodówce).

Tuż przed pieczeniem naczynie żaroodporne, w którym kaczka będzie pieczona, nagrzałam w piekarniku w temp. 80 stopni. Gdy naczynie się nagrzewało, mięso, wcześniej obsuszone ręcznikiem papierowym, obsmażałam przez jakieś 5–7 minut z obu stron; dłużej od strony skórki. Potem włożyłam do naczynia żaroodpornego razem z wytopionym tłuszczem i piekłam w 80 stopniach przez pół godziny. To róbmy tuż przed podaniem, gdy goście już są. Sadzamy ich z aperitifem na kanapach, bawimy rozmową, a kaczka się piecze roztaczając apetyczny zapach. Po wyłączeniu piekarnika, zostawmy ją na 10 minut. Pokrójmy w plasterki dobrze naostrzonym nozem.

Do kaczki można podać hiszpański sos mojo, który już tu opisywałam. Mam dwa, ten zielony i czerwony, przywiezione przez dzieci w miłym prezencie z Fuerteventury. Albo borówki lub żurawinę do mięsa, produkt polski. I duuużo sałaty. Pieczywo. Wino czerwone.