Pasta na nasz sposób

Kuchnia włoska zdobyła świat nie przypadkiem. Makaron, sztandarowe jej danie, każdy umie ugotować – choć warto przypilnować, aby nie stanął na stole w postaci rozgotowanych kluch. Chodzi nam o ciasto jędrne, doskonale „łykające” sos lub po prostu oliwę z przyprawami. Wrzucając makaron na wrzącą, nieco osoloną (nie za dużo!), wyłącznie orientacyjnie traktuję wypisany na torebce czas gotowania. Próbuję makaron jedną, dwie, a nawet trzy minuty przed nim. Każda minuta zmienia suchą produkt w elastyczne ciasto, kolejna minuta więcej może to ciasto rozpulchnić, niemiło zmiękczyć. Odcedzając jędrne kluski, warto przypilnować, aby pozostawić nieco tzw. kluszczanki, czyli wody z gotowania. Po wrzuceniu odcedzonego makaronu do miski, skrapiamy czy lekko polewamy go tą „wodą”. Ma być jej tylko tyle, aby kluski się nie sklejały. Zamiast wody można dać oliwę lub inny olej (tak, tak, oliwa to także olej, dlatego nie ma czegoś takiego jak oliwa z oliwek, jest natomiast olej z oliwek; o tym już pisałam, ale przypominania nigdy dosyć). Ale gdy ograniczamy tłuszcz nawet tak zdrowy jak oliwa…

Do miski tak potraktowanego makaronu można teraz domieszać: jakieś zioła, świeże lub suszone, wyciśnięty czosnek, posiekane chili, parmezan lub inny ser. Tak przygotowany makaron stawiamy na stole. Sos stawiamy w innym naczyniu, obok. Oczywiście można makaron wymieszać z sosem już przed podaniem. Ale czy nie będzie miło, gdy każdy da sobie tyle sosu, ile chce? A może na początek będzie chciał spróbować naszej doskonałej pasty przyprawionej oliwą i np. oregano lub bazylią?

Jako trzeci element na stole postawmy miseczkę z utartym serem (parmiggiano, grana padano, pecorino – to idealne sery włoskie, ale, nie czarujmy się, nie zawsze je mamy pod ręką; stawiamy wtedy taki ser, jaki jest w domu; pasują nie tylko starte sery tzw. żółte, ale także pleśniowe – mogą nawet przydać naszej potrawie nowej jakości). Warto postawić na stole miseczkę lub deseczkę czwartą – z ziołami świeżymi lub po prostu z natką. I to naprawdę wszystko. Cztery elementy do komponowania na talerzach własnej pasty, pasty na nasz smak.

A dzisiaj u mnie jeszcze nieco inaczej: wypróbujemy przywieziony z zachodniej Polski (ojej, jakie piękne jest lubuskie…) makaron z dodatkiem czosnku niedźwiedziego. Ten dodatek ma sprawić, że makaron będzie super-hiper-zdrowy. Czego ten czosnek dobrego nie robi! Obniża poziom cholesterolu, odtyka zatkane arterie, odtruwa organizm redukując zły wpływ metali ciężkich, jest bogaty w siarkę (wpływa więc pewnie dobroczynnie na włosy), regeneruje florę bakteryjną przewodu pokarmowego (warto go więc podawać podczas leczenia antybiotykami) itd., itp. W Niemczech i Austrii był uznany kiedyś za odkrycie roku. Zna go medycyna ludowa… Kto chce poczytać więcej, niech poszuka sam w Sieci.

Jak będzie się sprawował w makaronie? Zobaczymy. Do niego przyrządzę sos boloński, jest szybki, treściwy, niekłopotliwy – da się zrobić na tyle szybko, by mieć czas na nadrabianie zaległości jakie się piętrzą po każdej podróży. To kwintesencja kuchni włoskiej, która na ogół składa się z dań prostych, zdrowych, łatwych i szybkich do ugotowania. I bardzo przyjemnych do zasiadania przy nich za stołem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s