Naleśniki bolszewickie

Po świętach, przyjmowaniu gości itp. chyba nie ma takiego, komu by nie pozostały w lodówce jakieś resztki. Stoją, stoją i nie bardzo wiadomo, co z nimi robić. Kawałki pieczeni (z mięsa lub drobiu), sosy (np. boloński, pomidorowy, grzybowy lub biały), kawałki ugotowanych lub duszonych warzyw (np. brokuły, pieczarki) proponuję wykorzystać do nadziania naleśników. Można zawijać farsz w poszczególne z nich, układać je każdy osobno w naczyniu żaroodpornym i zapiekać, ale znacznie prostszy sposób to zrobienie naleśnikowego tortu. Smażymy porcję naleśników, układamy na warstwie oliwy lub oleju, przekładamy kolejno farszami: jednym lub kilkoma. Np. z pokrojonego drobiu, gotowanych brokułów, białego sosu lub posiekanych kawałeczków pieczeni lub mięsa duszonego, pieczarek, sosu pomidorowego itp. Każde nadzienie można wzbogacać dodatkiem świeżych pomidorów, selera naciowego, papryki. Zasada jedna: wkładamy, co mamy i ile mamy, dodajemy, co lubimy i czym oczywiście dysponujemy. Resztki długo czekające na wykorzystanie przesmażamy. Oczywiście w razie wątpliwości co do świeżości, jednak lepiej je wyrzucić, a siebie surowo potępić za marnotrawienie żywności. Na wierzch zapiekanki ucieramy żółty ser.

A oto, co o naleśnikach wyczytałam w przedwojennym piśmie dla pań – w „Bluszczu”.

 

Jadamy naleśniki wszyscy, jadamy udane i nieudane. Nie wiem, jak gdzie, ale u nas w Polsce, już przed 250 laty kazał je przygotowywać prawie tak, jak dzisiejsze, kuchmistrz p. Czerniecki.

„Rozbity – powiada – jaiec z mlekiem y trochę mąki, zynguj masłem rynkę albo kielemkę, wleway potrosze a piecz cienko, a polawszy masłem day na stół”. O naleśnikach przekładanych zaś mówi: – Rob naleśniki, do których miey rozenki drobne y wielkie płokane, potrząśnij naleśniki rozenkami y cynamonem, a zwijay y pocukrowawszy a masłem polawszy day”.

Potrawa znana od lat tak wielu, wydała z pnia jednego konary nieco odmienne. Mam w skarbcu zbieranych przepisów dosyć rozmaite, które dzisiaj Paniom podam, na wstępie jednak objaśnię, na czem polegać będą najważniejsze odchylenia. Naleśniki uboższe, z wodą, dadzą się smażyć cienko, ale są twardsze. Odpowiednie do faszerowania, gdyż się nie drą, po dobrem wysmażeniu powtórnem zwłaszcza panierowane t.j. obtoczone w jajku i bułce, są doskonałe.

Pulchniejsze są na samem mleku, jeszcze pulchniejsze z pianą, ale te są nieco grubsze, co nie każdy lubi. Im cieńsze lubimy naleśniki, tem rzadsze musi być ciasto, tak aby nalane na patelnię, pokrywało ją warstwą niemal przezroczystą, nadmiar ciasta zlać spowortem [taka była ortografia!]. Patelnię przed smarowaniem tłuszczem rozgrzać, ciasto lać, gdy widać błękitnawy dymek, gdy dobrze zakrzepnie chwycić zgrabnie w dwóch miejscach, bliskich sobie, palcami, odwrócić i z drugiej strony przysmażyć. Jeżeli mamy robić większą ilość, układamy jeden na drugim na odwróconym dnem do góry talerzu. Patelnia winna być nieduża. Składamy do powtórnego osmażania naleśniki we czworo na krzyż, albo zwijamy, zakładając z dwóch stron brzegi do środka. Pół naleśnika daje się doskonale zużyć do faszerowania, lepiej nawet niż cały, zaklejamy brzeg białkiem i formujemy zgrabny pierożek.

Ciasto naleśnikowe nadaje się doskonale do osmażania w niem jabłek, nóżek cielęcych itp. Jeżeli chcemy mieć warstwę ciasta grubszą, robimy masę gęściejszą.

Dalej autorka z „Bluszczu” podaje kilka przepisów. Są naleśniki po polsku (5 żółtek z łyżką przestudzonego masła, szczyptą soli , mąką rozbić, aby gruzołków nie było; dolać 4 szklanki  mleka i dalej dawać mąkę, aby uzyskać ciasto odpowiedniej gęstości; przed smażeniem dodać pianę z białek); naleśniki po angielsku (szklanka żółtek [!], szklanka mąki i szklanka masła utarte na ciasto ze szklanką cukru, szklanką śmietanki, skórką startą z 2. cytryn i pianą z białek dodaną tuż przed smażeniem; naleśniki francuskie Suzette (już tu kiedyś opisywałam), wreszcie ananas lub banan w cieście naleśnikowym po amerykańsku. Ale najbardziej oryginalne wydają mi się

Jak widać, są wybitnie oszczędnościowe. I z tak usmażonych przygotowałam dzisiaj zapiekankę. Kilka warstw naleśników przełożonych farszem (wśród nich był sos boloński) ułożyłam w stos, ostatni polałam resztką sosu, posypałam startym serem, obłożyłam plastrami mozzarelli, skropiłam oliwą i wstawiłam do piekarnika. Ciekawa jestem, co by na to bolszewicy powiedzieli? Nam bardzo smakowało!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s