Pomarańczowo (1)

Chyba wszyscy wiemy, dlaczego warzywa i owoce o różnych odcieniach czerwieni, a właściwie pomarańczowego są zdrowe? Tak, zawierają beta-karoten, prowitaminę A. Zwłaszcza teraz jej porcja nam się przyda. Nie tylko wpływa korzystnie na wzrok, nie tylko należy do tych przeciwutleniaczy, które długofalowo chronią organizmy przed rakiem. Doraźnie wspomaga też zwalczanie jesiennych wirusów i bakterii, które tylko czyhają na nas rozleniwionych i rozgrzanych latem, teraz stopniowo się wyziębiających.

Takim pomarańczowym warzywem, które przebojem od kilku lat zdobywa bazary i stoiska warzywne w dużych sklepach, jest dynia.

 

Przez całe lata kompletnie zapomniana. A przecież kiedyś w naszym kraju popularna, jako warzywo typowo jesienne. Na dowód przytoczę żartobliwy tekścik z „Kuriera Warszawskiego” z roku 1869:

Jesień z dniem 23 b. m. [września] zawitała; ogrodnicy obawiając się mrozów, pospiesznie sprzątają warzywa, wykopują kartofle, opatrują piwnice i stroją stragany melonami, arbuzami i baniami. Na tych ostatnich widzieliśmy różne desenie i cyfry, a zarazem wiersze. I tak na jednej wyczytaliśmy:

„Kto tę banię skonsumuje,
Po niej talerz pocałuje.”

Na innej:

„Kto tę banię chce zjeść,
Musi trzy mile ją nieść.”

Wreszcie na jednej okrągłej, był narys kuli ziemskiej z pięcioma częściami świata. Otóż do czego przychodzi, że możemy połknąć całą Amerykę – a jeśli nie strawna? Co powiedzą Jankesy?

Nie wiem, co wtedy „Jankesy” powiedziały. Wiem, że dynia na nasze stoły wróciła via Ameryka. Głównie dzięki modzie na amerykański Halloween. U nas związane z nim obyczaje, które tak trafiają do wyobraźni dzieci (jak i do, hm, wyobraźni handlowców…), przypomniały zapomniane warzywo. I dobrze.

Dziwi, dlaczego dynia po wojnie tak straciła na popularności. Pamiętam słoiczki mojej babci z dynią marynowaną, którą nazywała zresztą banią, jak autor powyższej notki. Moja mama przypomniała sobie ze swojego dzieciństwa zupę dyniową. Nam nigdy jej nie gotowała, chyba nie bardzo ją lubiła. Była to zupa słodka, gotowana na mleku. Podawano do niej kluseczki, nieraz były to zacierki – twarde kluseczki z mąki i wody. Ściśle zagniecione twarde ciasto ścierano na tarce z grubymi oczkami lub siekano. W bieda-czasach podawano je do zup lub jako samodzielną potrawę, okraszoną jakimś tłuszczem, najczęściej skwarkami ze słoniny, a w post – olejem.

A zresztą, nawet gdyby moja mama chciała ugotować tę zupę, dyni by na nią raczej nie znalazła. Nie pamiętam jej z warzywniaków PRL-u. Może były na bazarach, ale też nie dałabym za to głowy.

Dynia wraca triumfalnie. Jest smaczna, wartościowa, tania. A przyrządza się ją bardzo prosto, na różne sposoby. Zupy z niej mogą być i słodkie, jak ta zapamiętana sprzed wojny, i pikantne. Nawet bardzo ostre. Jest bowiem tym szczęśliwym warzywem, które kocha właściwie wszystkie przyprawy. A można z niej gotować nie tylko zupy o charakterze różnym, zależnym od przypraw, da się też ją dusić, piec, smażyć, gotować. Kilka różnych dań z dyni można znaleźć we wcześniejszych odcinkach mojego bloga. Jest wśród nich także orientalna zupa z dyni, gotowanej na mleku kokosowym, doprawionej anyżkiem gwiazdkowym i imbirem. Bardzo rozgrzewająca.

Aby się jednak nie powtarzać, przyrządzając pierwszą w tym sezonie zupę z dyni, poszłam nie w stronę Dalekiego Wschodu, lecz bliższego nam basenu Morza Śródziemnego. Dynię połączyłam z ugotowanymi ziemniakami, co zupie przydało wręcz aksamitności.

 

Zupa dyniowo-ziemniaczana po mojemu

miąższ dyni

ziemniaki mączyste

kostki bulionu warzywnego

2 liście laurowe

szczypta nasion kopru włoskiego

sól, pieprz

świeże zioła: tymianek, bazylia, rozmaryn

Dynię pokroić na paski, wyjąć z niej miękki środek z ziarnami, z pozostałych części usunąć skórkę. Z kostki lub dwóch sporządzić wywar warzywny.

 

Miąższ dyni pokroić w kostkę. Zalać wywarem. Dorzucić liście laurowe, ziarenka kopru, kilka gałązek tymianku i rozmarynu. Gotować do miękkości (15–20 minut).

 

Z wywaru wyjąć kostki dyni lub odcedzić go do innego garnka. Gałązki tymianku i rozmarynu oraz listki laurowe usunąć. Kostki dyni rozetrzeć blenderem na gładką masę.

 

Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, ugotować do miękkości w osolonej wodzie, odcedzić. Rozetrzeć podobnie jak dynię. Gdyby masa okazała się zbyt gęsta, dolać wodę z gotowania ziemniaków lub wywar z dyni.

 

Do połowy wywaru dyniowego dodawać stopniowo miąższ dyni oraz roztarte ziemniaki, aby uzyskać pożądaną gęstość zupy. Doprawić do smaku. Przed podaniem mocno zagrzać, posypać drobno posiekanymi świeżymi ziołami i posypać pieprzem z młynka.

Ta wesoła w kolorze zupa rozgrzewa już samym widokiem. Świeże zioła dają jej ciekawego smaku, właśnie śródziemnomorskiego. Nic dziwnego, że chętnie sięga się po jej dokładkę. Zupę można dodatkowo doprawić także czosnkiem albo ostrymi papryczkami. Do gotowania wrzućmy dwie suszone papryczki chili lub peperoncino. Amatorzy potraw ostrych będą zachwyceni.

A co postawić na stół obok tej zupy? Na pewno, zwyczajem włoskim, starty ser. Można dać także dzbanuszek ze słodką śmietanką kremową – dzięki niej zupa stanie się łagodna i delikatna. Dodatkowo dobrze będzie przyjęty dodatek z pieczywa: albo świeża bagietka, albo grzanki czosnkowe z pszennego chleba. Stylowym dodatkiem będą także grzanki z bułeczki pokrojonej w kostkę, usmażone na oliwie; podczas smażenia warto do nich dodać garść ziół prowansalskich. Na naszym stole stanęły także chrupkie, wysmażone i odsączone z tłuszczu paseczki boczku wędzonego. I cieszyły się powodzeniem.

Do pomarańczowych warzyw i owoców będę wracała. Niech ten kolor króluje na stołach właśnie teraz, gdy żegnamy lato. Witamy przecież jesień. „A mnie jest szkoda lata…”, głosiła przedwojenna piosenka ze słowami pochodzącego z Lwowa Emanuela Szlechtera (1904–1943; ur. we Lwowie, zginął w lwowskim getcie). Był autorem wielu znanych przebojów: od „Tylko we Lwowie”, po „Umówiłem się z nią na dziewiątą…” czy „Sex appeal”… Ta o jesieni jest bardzo na czasie, bo nadchodzi ta pora roku, która „owszem, jest piękna, bogata, / Bardzo strojna i pełna kolorów, / Ale skąd, skąd jesieni do lata, / Do lipcowych, sierpniowych wieczorów”… Pocieszajmy się typowo jesiennymi kolorami i smakami. Na przykład pomarańczową dynią.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s