Szpinak w stylu włoskim

Szpinak z jakiegoś powodu ma do siebie to, że wyzwala silne emocje. Albo się go bardzo nie lubi, wręcz nie znosi, albo lubi się i bardzo chętnie jada. Należę do drugiej grupy: od dzieciństwa do szpinaku podchodzę z entuzjazmem. Oczywiście, spotkałam się ze szpinakiem spapranym, tzn. podanym, w postaci nieapetycznej papki o podejrzanym kolorze niby-zielonym. Ale spaprać można wszystko: nawet befsztyk z polędwicy czy jajecznicę.

Szpinak wcale nie potrzebuje wielu starań, aby był dobry. Trzeba go tylko dobrze wypłukać i szybko przesmażyć. W maśle lub w oliwie. Gdy ten pierwszy doprawimy sokiem z cytryny, a drugi czosnkiem, zadowoli każdego z jaroszy. A gdy podam go jako dodatek, także mięsożerców. Zresztą: wszystkich smakoszy. Będzie pasował i do drobiu, i do wzmiankowanego befsztyka (aby był krótko smażony), i do ryb. Tak go przyrządziłam. Do łososia. W połączeniu z włoskim makaronem, za którym się stęskniłam. Bo czas od świąt w zasadzie był u nas, jak pewnie prawie u wszystkich w naszej ojczyźnie, festiwalem kuchni polskiej. Tej domowej, rodzinnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Ale ten festiwal można zakończyć. I podjąć nowy repertuar. Proponuję efektowne i bardzo szybkie do przyrządzenia danie, które połączy trzy składniki: makaron, łososia i szpinak. Aha, i sok z cytryny pożeni z czosnkiem.

 

Spaghetti z łososiem i szpinakiem po mojemu

makaron spaghetti

filet łososia bez skóry

liście świeżego szpinaku

oliwa

sok z cytryny

czosnek

kwiat soli

szczypior z dymki

natka pietruszki

starty ser (parmezan lub inny)

Przyszykować składniki dania: filet łososia pokroić w paski, posolić. Szpinak umyć, przesuszyć (można odwirować jak sałatę). Naszykować także dwie patelnie, rozgrzać na nich oliwę. W dużym garnku wstawić posoloną wodę na makaron. Zetrzeć ser.

 

Na jednej patelni bardzo krótko przesmażyć paski łososia. Dorzucić do nich szczypior i natkę. Gdy będą usmażone z obu stron, skropić je sokiem z cytryny.

 

Na drugą patelnię, większą, wrzucić liście szpinaku. Smażyć je mieszając, aby straciły surowość, lecz pozostały jędrne (idzie to błyskawicznie). Dodać do nich posiekany czosnek (jeden, dwa ząbki). Ugotować makaron wedle przepisu na opakowaniu (czas gotowania skrócić o 1–2 min.). Odcedzić, ale niezbyt staranie, aby był wilgotny.

 

Do patelni ze szpinakiem włożyć łososia, wymieszać i podgrzać, a następnie dorzucić makaron. Zmieszać ponownie, posypać serem, szybko podawać.

Zamiast sera włoskiego wzięłam dojrzały holenderski (Konrad, dziękuję!). Jego mocno mleczny smak dodał daniu dodatkowej werwy. Gdy się przyłożymy i wszystko zawczasu przygotujemy, ten obiad podamy w ciągu kwadransa. Jest to więc znakomita propozycja dla zapracowanych. Aha, a każdego z miłośników szpinaku wprawi w dobry humor. Nawet bez dodatku schłodzonego pinot grigio.

Kto czasu będzie miał więcej, wyczaruje ze szpinaku prawdziwe cuda. Choćby pierożki w stylu włoskim. Przepis pochodzi aż z roku 1899, odkryłam go w „Tygodniku Mód i Powieści”. Podała go Lucyna Ćwierczakiewiczowa.

 

Wyborną potrawą podczas pory świeżego szpinaku, który co prawda powinien być prawie cały rok, gdzie ogrodnik starszy myśli o tem, żeby był zawsze świeży do użytku kuchennego.

Zagnieść zwyczajne ciasto białkiem i wodą, jak na zwyczajne pierogi z mięsem. Mieć przygotowany szpinak, jak się zwyczajnie na jarzynę robi, bardzo starannie w donicy roztarty, lub jeżeli starszy fasowany przez sito. Na cienko rozwałkowane ciasto nakładać kupki szpinaku, jakby mięsa, zawijać tak samo i wykrawać kieliszkiem, aby były niewielkie. Gotować na bardzo obfitej wodzie solonej, a po wyjęciu łyżką durszlakową na półmisek, polać gorącem, ale nie rumianem masłem młodem i posypać cało tartym parmazanem [tak!], podając jeszcze oddzielnie parmezan na talerzu. Wyborne.

Te pierożki, bez wątpienia pochodzące z Włoch, w zależności od kształtu mogą się nazywać ravioli, agnolotti, tortellini. Albo jeszcze inaczej. Frywolni Włosi twierdzą, że inspiracją do tych o nazwie tortellini był… pępek Wenus. Lub żony szefa kucharza, który je wymyślił. Ostatecznie można je ulepić w kształcie naszych poczciwych i przyzwoitych uszek, łącząc włoszczyznę z polszczyzną.

Dobrze, że szpinak mamy teraz przez cały rok, co postulowała już pani LĆ. A jeżeli w ogóle mamy dość gotowania (ach, te święta! te rodzinne obiady!), zróbmy z niego sałatę.

 

Szpinak z malinami po mojemu

liście świeżego szpinaku

oliwa extra vergine

rozmrożone maliny razem z sokiem

przyprawa gotowa: suszone kwiaty do sałatek

sól, pieprz czarny z młynka

Szpinak umyć, osuszyć jak sałatę. W salaterce skropić oliwą i sokiem z rozmrożonych malin, posolić, posypać suszonymi kwiatami, przybrać kilkoma malinami, a na wierzchu pieprzem.

Taką sałatę można podać przed obiadem, jako appetizer. A komu w święta przybyło za dużo kilogramów, niech ją zje jako obiad. Tydzień z sałatkami pozwoli wrócić do właściwej wagi. Potem będzie można wrócić i do makaronu, i do pierożków. Jedzonych z umiarem, rzecz jasna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s