No sports

Krakowski „tabloid” i „brukowiec” swoich czasów, czyli „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, w roku 1925 zamieścił artykulik wyjaśniający czytelniczkom, dlaczego nie chudną. Zapewne niektóre panie, a i niektórzy panowie, przyjęli najnowsze doniesienia naukowców z ulgą. Tu przypomnę Winstona Churchilla, który w wieku mocno dojrzałym pytany, czemu zawdzięcza długie życie – dożył 91 lat, przy bardzo szczególnym stylu życia (szampan do śniadania, whisky i cygara przez cały dzień) – odpowiedział „no sports”. Nie był przy tym szczupły i chyba nigdy się nie odchudzał. Potwierdził więc niejako tezy z „badań naukowych” z lat dwudziestych, które przytaczam. Oto tekst oddany w języku epoki:

 

Baden, w lipcu.

Jeden z lekarzy niemieckich napisał świeżo artykuł, w którym dowodzi, że błędne jest rozpowszechnione wśród ludzi przekonanie, iż kąpiele parowe, jak również sport przeciwdziałają zbytniemu utycia. Lekarz ten oświadcza, że co się tyczy kąpieli parowych, to ludzie otyli tracą w nich tylko wodę, ale nie tłuszcz Ponieważ ubytek wody jest tylko chwilowy, trwa często tylko kilka godzin, przeto dany osobnik wkrótce znów odzyskuje swą wagę.

To jednak nie przeszkadza temu, iż otyłe pacjentki uczęszczają latami całemi do kąpieli parowych, pocą się w nich prawie aż do utraty sił i każą się masować, nie tracąc jednak przez cały ten czas na wadze ani jednego kilograma. Znam – oświadczył lekarz – kobiety, które dziesiątkami lat używają celem schudnięcia kąpieli parowych i nic nie tracą na wadze. Same one dostrzegają wreszcie, że ta metoda nie pomaga.

Podobnie rzecz się ma ze sportem… Pod wyrazem  sport rozumiemy tu zwykle ćwiczenia sportowe, ruch we wszelkiej formie, jak spacery po równinie, spinanie się na góry, gra w footbal, tennis, pływanie, wiosłowanie, jeżdżenie konno, a wreszcie także fechtowanie się i boksowanie. – Naukowe badania stwierdziły, że silna wysiłki sportowe, jak wyścigi piesze, wyścigi wioślarskie itp. pociągają za sobą znaczną utratę wagi. Jeden z uczestników wyścigów pieszych, po biegu trwającym 70 minut, stracił 2 do 3 funtów na wadze, pewien wioślarz uczestniczący w wyścigach wioślarskich stracił jeszcze więcej, a pewien footbalista, po grze trwającej 70 minut, stracił nawet 4 funty wagi.

Wszystkie te ubytki wagi są spowodowane  zmęczeniem i wycieńczeniem ciała, a po należytym odpoczynku normalna waga ciała wkrótce wraca. Tylko zawodowi sportowcy uzyskają istotną utratę wagi. Zwykłe natomiast ćwiczenia amatorskie, nawet codzienne, nie wpływają prawie wcale na zmniejszenie wagi ciała.

Jakże często pacjentki mówią: – Zajęta jestem całemi dniami przy gospodarstwie, od wczesnego rana do późnego wieczoru jestem na nogach, jem bardzo mało, a mimo to ciągle tyję.

Istotnie, praca domowa niema na otyłość żadnego wpływu, podobnie jak nie mają go sport u nich. Ileż to osób, ile kolosów, jakby ulepionych z samego tłuszczu, spotyka się w górach, skąpanych w pocie, z twarzą jak rak czerwoną. Osoby te męczą się dlatego, że jakiś dobry przyjaciel lub lekarz zalecił im robienie wycieczek w góry, w nadziei, że obniży to wagę ich ciała. Przypuszczenie – błędne. W czasie takich wycieczek rośnie gwałtownie apetyt, a wobec tego wyczerpujące wycieczki w góry kończą się – zwiększeniem wagi ciała.

Już słynny mistrz od kuracji odtłuszczających, dr. Banting, zrobił podobne doświadczenie z samym sobie. Używał on codziennie sportu wioślarskiego w ciężkiej łodzi i wyrobił sobie muskuły wiosłując, ale jednocześnie wzmógł się także bajecznie jego apetyt. Ponieważ apetytowi temu się poddawał, więc przybrał także na wadze. A któryż lekarz może żądać od swoich pacjentów, aby mając wilczy apetyt, wstrzymywali się od jedzenia? Dlatego też dzisiaj kuracja odtłuszczająca opiera się na zupełnie prawie przeciwnych zasadach. Lekarze zabraniają właśnie teraz zbytniego ruchu, pozwalają odbywać tylko małe spacery po równym, co dla samych otyłych jest naturalnie o wiele przyjemniejsze, a dla ich zatłuszczonego serca bezpieczniejsze, aniżeli dawne forsowne spacery. Jeden ze specjalistów niemieckich w książce swej o wpływie chodzenia, spinania się na góry itp. na wymianę materii, na podstawie licznych doświadczeń udowodnij, iż spacery po równinie są najodpowiedniejsze dla organizmów osób otyłych, albowiem zachodzi tu ekonomia materii podlegającej przemianie. Żaden sport sam w sobie nie wpływa na schudnięcie, osiągnąć to można jedynie zachowaniem odpowiedniej diety. Dawne hasło dra Epsteina: „Niema kuracji odtłuszczającej bez djety” potwierdzone zostało całkowicie przez najnowsze wyniki badań naukowych.

Spokojny spacer? Czemu nie? Ale współczesne nam zalecenia dotyczące uprawiania bardziej intensywnego ruchu i sportu, może nie od razu wyczynowego, są nieco inne niż tezy tekstu. Nie chodzi przy tym tylko o odchudzanie, ale o ogólną zdrowotność, a zwłaszcza przeciwdziałanie chorobom krążenia. Zwracam uwagę na zdjęcie powabnej pani-bokserki z tego samego numeru pisma: IKC, jak to tabloid swoich czasów, lubił zamieszczać zdjęcia pięknych pań. Sport był znakomitym pretekstem, aby pokazywać je  trochę rozebrane, oczywiście, jak na ówczesne obyczaje.

Podziwu godne było zamieszczenie przez redakcję artykułu demaskującego kąpiele parowe, obok ich reklam (choć nie w tym samym czasie). Dzisiaj żadna gazeta na to by sie nie zdobyła. ale może wtedy standardy były inne? Te kąpiele parowe, uznanych przecież za niecelowe w procesie „odtłuszczania”, jak wtedy wprost pisano, były bardzo popularne i „piękne panie” wydawały na nie majątek (w ogłoszeniu jest podana cena). Jednak spacer wychodził znacznie taniej. No i dieta. Chociaż, jak zobaczymy, nie zawsze taniej!

Podstawą diet były warzywa i owoce. Ale one kosztowały wówczas słono. Nieurodzaj tego roku, zmienna pogoda, straszliwa powódź, która zalała Kraków (w tym numerze IKC pisano, że było to skutkiem „zbrodniczych zaniedbań”) spowodowały drożyznę na rynku. I nie tylko; oto jakie zjawisko opisuje IKC w tym samym numerze:

Pod wpływem bezkarności, z jaką to zdzierstwo jest przez nich uprawiane, przekupnie i sklepikarze doszli do zupełnego rozbestwienia. Warto posłuchać jak oni się obchodzą z kliejentami, których wobec wysokich cen nie stać na kupienie dla swych dzieci trochę owoców, którzy jednak topić je prawie muszą. Pewnej inteligentnej pani, która z wahaniem oglądała czereśnie po zł. 1.40 za kilo i stwierdziła, że czereśnie przy tem są niedojrzałe i drobne, zuchwała przekupka odpowiada: „Szkoda, że nie wiedziałam, że pani przyjdzie kupić, bobym same grubsze dla pani zostawiła”! Czy rzeczywiście na lichwę przekupniów i sklepikarzy owocarskich niema żadnej rady, ani żadnego bicza?

Dodaj komentarz