Dzisiaj propozycje na udane imieniny, albo na udany wieczór dla siebie – na poprawienie nastroju. Mnie owoce i smaki owocowe zawsze poprawiają nastrój. Proponuję klasyczną sałatkę z owoców. Truskawki, pomarańcze, banan, liście melisy, a do smaku amaretto i trochę waniliowego cukru-pudru. Tak ja zrobiłam, ale oczywiście zestaw owoców może być nieco inny, wanilia może być zeskrobana z oryginalnej jej laski, cukier może być kryształem, może być ciemny, z trzciny; tylko nie warto dawać go za dużo, ma podkreślić smak owoców, a nie go zabić.
Podając sałatkę gościom, można na każdą porcję położyć kulkę lodów. Gdy jest gorąco, sałatkę warto schłodzić w lodówce, ale przy „zimnej Zośce” nie ma takiej potrzeby. W temperaturze pokojowej migdałowy smak z amaretto owinie owoce ciekawą migdałową mgiełką.
A po kolacji, do deseru, można podać short drink z udziałem błękitnego curaçao. Dwie porcje tego pomarańczowego likieru, jedna porcja białego rumu (albo pół, jeżeli nie chcemy zbyt wiele procentów) i dużo lodu: w kostkach lub pokruszonego. Nie wiem, jak się nazywa taki koktajl, o ile w ogóle ma nazwę. Do dekoracji użyłam listków melisy; bardzo lubię szalone połaczenie błękitu z zielenią. Kto chce, może uzupełnić szklaneczkę gazowaną wodą. Ale wtedy podałabym napój jako long drink, ze słomką.
A teraz nieco teorii o likierach. Curaçao należy do wielkiej rodziny likierów pomarańczowych. W sumie – nic dziwnego, że istnieje tak wiele ich gatunków. Owoce te znakomicie pasują do trunków. Najbardziej znane likiery powstały we Francji. Z jej południem jest związana odmiana pomarańczy, nazywana bigarade, o interesującej w smaku goryczce. To właśnie dzięki ich aromatowi słynne likiery Grand Marnier, Cointreau i Curaçao mają ten wspaniały smak i zapach. Są dość kosztowne, ale bardzo eleganckie i wystarczają na długo. Warto je przywieźć z podróży. Klasycznie podaje się je w małych kieliszeczkach, wraz z kawą, na zakończenie obiadu. Można je też podać nowocześniej, jako koktajle, np. przed posiłkiem lub po nim. Wówczas likierami napełnia się większe kieliszki, wkłada do nich do nich lód i ewentualnie plasterki świeżych pomarańczy oraz uzupełnia wodą sodową.
Curaçao, obok cacao choix, wystąpiło w wierszu przedwojennego poety o tragicznym, powikłanym losie swojego pokolenia, Brunona Jasieńskiego (w Polsce – awangardzista, w Związku Radzieckim – funkcjonariusz partyjny, zmieciony przez stalinizm). Pisał w swoim wcieleniu futurysty tak:
Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie… niedbała…
Pani, która tak zimno gra sercami w cercau,
Taka sztywna i dumna… tak cudownie umiała
Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curaçao.
Cercau to serso, gra zręcznościowa, która uwielbiałam w dzieciństwie, chyba dzisiaj zapomniana (potrzebne dwa patyki-szpadki i kółko). A curaçao?
Jak widać, likiery były popularne w szalonych latach dwudziestych XX wieku. Curaçao pochodzi z Holandii, wyrabiano je ze skórek owoców, głównie wspomnianych gorzkich pomarańczy bigerade, pochodzących z Curaçao, wyspy na Antylach. Stąd więc nazwa. Początkowo miał kolor złota, ale rychło zaczęto go wytwarzać w różnych kolorach: tradycyjnym, przezroczystym (wtedy nazywa się Triple Sec), zielonym, a nawet niebieskim i brązowym. Niektóre jego odmiany są dodatkowo aromatyzowane wanilią, cynamonem, kardamonem i innymi korzeniami. Wielbiciele likierów powinni spróbować poszczególnych rodzajów curaçao: każdy ma nieco inny smak, choć zawsze z nutą pomarańczową. Bez niego, tego białego, nieważne są słynne francuskie naleśniki podawane na deser, czyli crêpes Suzette.
A likier amaretto, którego użyłam do sałatki? Marasquino, amaretto i curaçao – to trójca najbardziej chyba znanych markowych likierów owocowych. Marasquino jest wytwarzany z wiśni dalmatyńskich. A amaretto? Ma zapach i smak migdałów. A jednak z migdałów wcale się go nie robi. Jego nazwa także może zmylić. Nie pochodzi bowiem, jak można by przypuszczać, od czasownika amare, czyli kochać, lecz od przymiotnika amaro, czyli gorzki. Robiony jest nie z migdałów, tylko z pestek brzoskwiń. Samego się go raczej nie pija. Używa się go najczęściej do nadawania migdałowego smaku różnym deserom (bez niego nie ma tiramisu!), ciastom, kremom, lodom itp.
Na koniec coś ze starych książek kucharskich. Ciekawy przykład orzeźwiającego deseru, czy raczej napoju z owocami, znalazłam u Marty Norkowskiej, zacnej autorki „Najnowszej kuchni wytwornej i gospodarskiej” z przełomu wieków XIX i XX. Pisze tam z uczuciem (ortografia oryginału): Niema smaczniejszego i bardziej orzeźwiającego napoju latem, jak kruszon, który przyrządzać można z różnych win białych, począwszy od najlżejszego krajowego, francuskiego, reńskiego, aż do wytwornego szampańskiego wina. I podaje przykład takiego kruszonu, który można podać przy imieninach, zamiast dość banalnej w końcu owocowej sałatki: do dzbanka wypełnionego w jednej trzeciej lodem wlać białe wino, skórki z dwóch cytryn oraz cukier puder, ile się lubi. Tyle że panowie przeważnie lubią napoje mocniejsze, dla nich więc do wina wlewa się dodatkowo kielich koniaku lub likieru maraschino. Ten ostatni przeważnie się do kruszonów używa, chociaż i tu gust i smak decydować winien – również bowiem jest smaczny kirsch i abricotine, a więc alkohole o smaku wiśniowym i brzoskwiniowym. Dalej już owocowo: Do kruszonu można także wrzucać różne owoce: ananas, brzoskwinie, truskawki, poziomki i pomarańcze. Ananas należy przed użyciem obrać i pokrajać w cienkie plasterki, brzoskwinie i truskawki pokrajać w ćwiartki, a pomarańcze z pozostawieniem skórki pokrajać w plasterki, odrzucając pestki. Jednakże do szampańskiego wina zwykle bierze się ananasa lub brzoskwinie, ale koniaku i likieru tu dolewać nie trzeba – nie poprawi to bowiem smaku tak szlachetnego napoju. A może jednak spróbować wlać likier? W końcu likiery dodaje się do smaku, nie dla procentów. Komu zimna Zośka niestraszna, a chce przyjąć gości elegancko – może więc sporządzić stylowy kruszon z owocami.