Polskie Święcone było jak festiwal kulinarny. Kucharze stawali na głowie, aby pokazać swój kunszt. Gospodynie domów chciały, aby ich stoły były niepowtarzalne i jedyne, a przy tym bogato zastawione. Domownicy cieszyli się na obfitość potraw, przez post zakazanych. Goście przychodzili spróbować potraw będących specjalnością domów. Dzieciaki czekały na to, co przyniesie im zajączek (czekolada!).
Zimne mięsa, w tym królująca na stole ogromna szynka z kością, kiełbasy i pasztety, odświętnie podane ryby, chrzan i ćwikła, zimne sosy: majonezowe, musztardowe, sardelowe, niekiedy ziołowe (jak słynny sos frankfurcki, zielony, ziołowy, autorstwa matki Goethego), niekiedy cumberland (z galaretką porzeczkową i nuta pomarańczy), no i wreszcie ciasta. Wielkanocne baby petynetowe i muślinowe, kopy jaj, prostokątne mazurki na opłatkach, na marcepanie, na cieście kruchym i cienko rozciągniętym drożdżowym, okrągłe torty, złote od jaj i masła serniki z bakaliami. Oczywiście także jaja: pisanki, kraszanki, jaja faszerowane, sałatki jajeczne. No i alkohol: przejeść to wszystko bez kieliszka wódki było trudno. A przecież podawano i bigos na ciepło, u niektórych flaczki, u innych tylko treściwy bulion, jak przed wiekami uważano – na pobudzenia żołądka. Mimo wódki nie stroniono od wina, zwłaszcza te gęste, słodkie, podawano ochoczo do deserów.
Takie było Święcone. Zdaje się, że dzisiaj nie przygotowujemy i nie zjadamy nawet połowy z tego, co dawniej wędrowało na stoły, oczywiście w bogatych domach. Taką na przykład Wielkanoc proponuje Antoni Teslar, kucharz Potockich z Krzeszowic, w książce wydanej w roku 1909. Do samego czytania można się przejeść:
Jajka. Pasztet z gęsich wątrób. Szynki. Głowa faszerowana. Rolada z prosięcia. Galantyna z indyka. Szynka cielęca. Prosię pieczone. Jagnie pieczone. Pieczeń cielęca. Kiełbasa krajana. Kiełbasa siekana. Indyk pieczony. Ozory. Ser z kminkiem. Baranek z masła. Rzeżucha na kolumnach.
Ciasta: Baby. Jajeczniki. Mazurki marcepanowe. Mazurek drożdżowy. Serownik. Placek królewski. Tort marcepanowy. Tort chlebowy. Tort migdałowy. Tort czekoladowy. Mazurek czekoladowy. Baumkuchen.
Śniadanie: Barszcz w filiżankach. Bulion w filiżankach. Kotlety cielęce z jarzynami. Kotlety z kur z jarzynami.
Co to baumkuchen? Ciasto z drzewa? Tak, czyli po prostu sękacz. Jedno z ciast najbardziej dekoracyjnych. Drewno, oczywiście jest użyte nie jako surowiec, lecz jako narzędzie. Lekkie ciasto biszkoptowe cienką warstwą leje się na drewniany wałek, obracający się nad ogniem. Skapując z niego i przyrumieniając się od ognia, tworzy dekoracyjne sęki. Poszczególne warstwy, nieco przyrumienione, układają się w słoje podobne do drzewnych.
Taki baumkuchen z dwustu jaj opisywał Melchior Wańkowicz w swoich „Szczenięcych latach”, urokliwym wspomnieniu z dzieciństwa na polskiej Litwie. Podobno był tak wielki, że nie dał się cały zjeść, a jego końce objadały szczury. Równie bogaty sękacz, z kilograma mąki i pięćdziesięciu jaj „Kucharka litewska”, czyli Wincentyna Zalewska, nazywa babą z rożna. Pisze: Do upieczenia tej baby powinny być użyte trzy osoby. Znów nie jako surowiec, lecz jako wykonawcy: jedna do obracania rożna, dwie do jego polewania ciastem.
Sękacz był wydłużony w stożek: taką formę musiał mieć drewniany wałek, na którym go przyrządzano. Po upieczeniu, szerszym końcem stawiano go na stole, a następnie dekorowano – tak np. radziła Maria Monatowa – garścią włosów wyciągniętych z tęgiego lukru. W czubek wkładano cukrową różę.
Inaczej sękacz dekorował „Kucharz warszawski”. Ostatnią jego warstwę zrumieniał bardziej niż pozostałe. Pisał, iż w tym celu można babę grubo posypać cukrem na rożnie. Następnie, gdy ciasto nieco ostygnie na rożnie, wtedy oparłszy rożen o stół, zrównać ostrożnie ciasto, obkroiwszy nożem cały tort, odwiązać szpagat (był nim przywiązany papier nakładany na drewniany wałek) i pomału zsunąć piramidę z formy. I nareszcie najważniejsze: dekorowanie. Po ostudzeniu oblukrować baumkuch białym lukrem, ale nierówno, aby ciasto miało pozór kory brzozowej. Baumkuch jest bardzo ładną ozdobą stołu wielkanocnego, gdy jeszcze na samym wierzchu umieścimy ładny bukiet z kwiatów.
Sposób wykonania tego ciasta pokazuje ilustracja z książki Aliny Gniewkowskiej, które pierwsze wydanie ukazało się w roku 1917 w Kijowie. Autorka starała się pomóc gospodyniom w ciężkich czasach. A jednak baumkuchen u niej składa się z kopy jaj. Jak przed wojną, można powiedzieć.
My takich baumkuchów na pewno nie zrobimy, choćby z powodu wielkości naszych piekarników (i żołądków). Niektóre współczesne nam książki podają jednak przepisy na sękacze pieczone w tortownicy. Będą może nie tak dekoracyjne, ale na pewno smaczne. A w ogóle można kupić sękacz gotowy. Jest na nie moda. Najsmaczniejsze są te sprowadzane z Podlasia. Za czasów mojego dzieciństwa słynęła z nich cukiernia Pomianowskiego przy Krakowskim Przedmieściu. Dawno jej tu nie ma. Szkoda.
A oto kolejny ciekawy przepis na wielkanocny stół, który podaję za Antonim Teslarem:
Baranek z masła
Z dobrze wygniecionego kawała [tak napisał!] masła w zimnej wodzie z lodem wymodelować baranka w pół leżącej postawie i ustawić na postumencie z masła w odpowiednim półmisku. Następnie dobrze wyrobione i wystudzone masło w wodzie z lodem brać po kawałku, przegniatać przez sito łyżką i tak otrzymaną wełnę z masła nakładać na baranka nożykiem, zaczynając od główki, gdzie kłaść jaknajmniejszą [tak!] i tak stopniowo coraz to dłuższą. Masło powinno być dobrze zamrożone, a wełna będzie zupełnie łudząco wyglądać.
Może ktoś znajdzie czas na wymodelowanie baranka z masła. Jego futerko mogą skrobać nożykiem i przeciskać przez sitko starsze dzieci, te lubiące staranność. Ich dzieło postawione na łączce z rzeżuchy, pięknie udekoruje stół.
Na koniec menu z rosyjskiej książki Eleny Mołochowiec, z której korzystano w kresowych dworkach i dworach. Jak dojrzymy, prawosławna Pascha niewiele się różniła od katolickiego Święconego. A na Kresach, gdzie narody i religie były wymieszane, gdzie żyły obok siebie w zgodzie, kulinarnie było to po prostu święto takie samo.
