O grymaszeniu historycznie

Rok 1981. (O roku ów, chciałoby się westchnąć). Tygodnik „Stolica” przyniósł informację o ograniczeniu ukazywania się gazet codziennych do pięciu dni w tygodniu. Na dni sześć zasłużyły jedynie „Trybuna Ludu” i „Życie Warszawy”. To jednak była mała szkoda. Gorzej było z bazą żywnościową, że użyję ówczesnej nowomowy. Oto trzy znamienne notki z listopada 1981; język oryginału, trzeba przyznać, że dość fantazyjny. Tak NAPRAWDĘ było. Trudno w to uwierzyć dzisiaj, gdy narzekamy na zupełnie inne sprawy i męczy nas stan, że drożeją grejfruty sweetie (autentyczne: starsza pani w hipermarkecie z oburzeniem o tym do mnie mówiła!). Z perspektywy tamtych te dzisiejsze wydają się błahe. No i dzisiaj – mamy wybór (starsza pani może kupić tańsze banany albo mandarynki), wtedy wyboru nie było. Oto trzy notki pod winietą:

 

Tytuł pierwszej smutny: Nie będzie owoców południowych. Treść ponura: Coraz mniej jest na rynku owoców z importu. W końcu września dotarło do stolicy tylko 93 tony cytryn, podczas kiedy w roku ubiegłym jednorazowe dostawy wynosiły po 1000  ton. Ostatnio sprzedano około 1000 ton pomidorów z importu. Dalszych dostaw nie przewiduje się. Nie przewiduje się też transportów pomarańczy i bananów.

Tytuł drugiej obojętny, informacyjny: Mleko z Woli. Treść niewesoła: Zakłady Mleczarskie „Wola” są głównym producentem mleka dla stolicy. „Wola” produkuje ok. 220 tys. litrów mleka dziennie w  butelkach i około 120 tys. litrów w folii. W Mleczarni „Wola” ogranicza się produkcję
tłustego mleka i śmietanki. Z „Woli” sklepy dostają teraz tylko śmietankę 12-procentową
.

Tytuł trzeciej fascynujący, by nie rzec – prowokujący: Szynka w dobrych rękach. Treść –
zabawna dzisiaj, w roku 1981 poruszająca, choćby dlatego, że puszka szynki była dobrem niedostępnym, by nie rzec – wymarzonym: Gwiazda hollywoodzka Stefanie Powers, nasza rodaczka (…), reklamuje polską szynkę „Krakus”. Wprawdzie w ostatnim roku eksport tego polskiego frykasa zmniejszył się jednak, gdy nadejdzie czas zwiększenia eksportu „Krakusa” za ocean, zdjęcie Stefanie reklamującej polską szynkę na pewno zrobi swoje. Przedstawiciele naszej centrali eksportowej obdarowali gwiazdę awansem pięciokilowym „Krakusem” jako symboliczną nagrodą za „przysługę reklamową”. Stefanie uznała to podobno za swoją powinność. Wręczenie „krakusowego” smakołyku odbyło się w jednym z eleganckich hoteli w Los Angeles.

Można (dzisiaj) umrzeć ze śmiechu, gdy się zobaczy oczami wyobraźni publikę tego „eleganckiego hotelu” patrzącego na celebrę wręczania prezentu w postaci puszki szynki. Ale gdy pomyślimy sobie, jak się żyło w kraju bez owoców, wędlin, nabiału, śmiech na ustach zamiera. I nawet nie można było wtedy wyartykułować pytania: jak żyć, jak żyć, panie premierze? Raz, że nie było na to czasu (trzeba się było kręcić, aby cokolwiek kupić). Dwa, że nie było sensu, bo premier był z nadania i niewiele znaczył. Trzy, że zadawanie pytań było szkodliwe.

 Stan na dziś: reklama z jednego z kiosków przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu:

PS Jeszcze jedna notka, z żywieniem związana nie wprost. Choć, wiadomo, na czymś trzeba gotować, gdy się chce mieć ciepłe. Oto treść jak z filmu „Miś”: W związku z brakiem węgla lub zmniejszonych jego dostaw zachodzi potrzeba wykorzystania w celach opałowych drewna. W drewno zaopatrują składy przy ul. Bokserskiej 31 i Zabranieckiej 4. Pochodzi ono ze zniszczeń lasu powstałych w wyniku klęsk żywiołowych i posusza. Warszawiacy, którzy chcieliby sami zbierać drewno bezpośrednio w lesie mogą udać się do najbliżej położonych leśnictw.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s