Sałatka po amerykańsku

Słynny i luksusowy hotel nowojorski „Waldorf Astoria” dał nazwę równie słynnej sałatce przyrządzanej z selerów naciowych, jabłek oraz orzechów wymieszanych z majonezem. W wersji kanonicznej, pod koniec XIX wieku opracowanej przez hotelowego szefa kuchni, pochodzącego ze Szwajcarii Oskara Tschirky’ego, składała się tylko z czerwonego jabłka  i naciowego selera z dodatkiem sosu majonezowego. Potem do tego doszły włoskie orzechy. A później jeszcze inne składniki.

Obecnie, jak wiele znanych potraw, występuje w licznych odmianach. Niektóre przewidują dodatek pokrojonych kurzych lub indyczych piersi, gotowanych lub pieczonych. Inne winogron. Można ją także przybierać plasterkami bananów lub cząstkami pomarańczy oraz podawać na liściach sałaty. Może być klasyczną przystawką, przed jedzeniem (apetizer), może być daniem samodzielne, dawanym samodzielnie lub z pszennym pieczywem (zwłaszcza w wersji z drodatkiem drobiu).

Nie przepadała za nią Mira Michałowska, znana też jako Maria Zientarowa, przed laty żona polskiego ambasadora w USA, pisarka i tłumaczka, autorka kilku pozycji kulinarnych (w tym o kuchni amerykańskiej). W uroczej książeczce wspomnieniowej pt. „Przez kuchnię i od frontu” jest i opowieść o sałatce Waldorf. Był to zarazem pierwszy kontakt autorki z kuchnią po amerykańsku. Miał miejsce w Paryżu, grubo przed wojną (drugą). Znajomi Amerykanie zaprosili ją na domowe przyjęcie. Najpierw był koktajl. A podany po nim poczęstunek był dla Polki bardzo dziwny. Z daleka wyglądało to jak abstrakcyjna kompozycja kolorystyczna, i tak rzeczywiście było. Na każdym z talerzyków leżało kilka płatków sałaty, na sałacie kupeczka białego sera, na serze płatek ananasa, na ananasie kleks majonezu, a wszystko posypane było dość gęsto proszkiem z czerwonej papryki. Każdy z nas zastanawiał się w duchu nad tym, kiedy będzie się tę dziwną potrawę jadło. Ja doszłam do wniosku, że to deser. Mój deser okazał się jednakże zakąską, oryginalną, amerykańską, a nie jakimś tam zmałpowanym europejskim daniem. Jak się później dowiedziałam, nazywało się to „Waldorf Salad” i stanowiło wynalazek szefa kuchni słynnego hotelu Waldorf-Astoria. Doświadczenie nie było zachęcające, ale i sałatka była jednak bardzo daleką wariacją rzeczywistego przepisu!

W książeczce o kuchni amerykańskiej Mira Michałowska podaje inny przepis na sałatkę  à la Waldorf; jest bardzo ciekawy, bo w miejsce jabłek daje się tylko gruszki lub jabłka i gruszki. Poza tym wszystko jak w przepisie kanonicznym.

Jeszcze jedno, à propos zwyczajów amerykańskich. W książeczce M.F.K. Fisher, także dwudziestowiecznej dziennikarki i pisarki, zatytułowanej „Alfabet smakosza”  (i po nią warto siegnąć, obala wiele mitów, podaje wiele ciekawostek), można przeczytać rozważania nt. obyczaju podawania sałaty przed posiłkiem. Pani Fisher wyjaśnia, dlaczego jest za takim rozwiązaniem. Jednym z powodów jest to, że sałata z winegretem psuje smak wina, podawanego do dania głównego (oczywiście psuje smak wina ocet będący składnikiem winegretu). Ponadto znacznie lepiej smakuje klasyczna zielona sałata [gdy jest podawana ] jako wstęp do mięsa i wina, nie zaś obowiązkowy dodatek po daniu głównym, jedzony bez przekonania i apetytu, podawany tylko dlatego, że tak stanowi tradycja. Może warto rozważyć te argumenty?

Moją sałatkę Waldorf przyrządziłam z jabłek (zielonych, nie czerwonych). Obok selera i orzechów dodałam dwa składniki: pokrojonego w kosteczki ananasa oraz zawartość owocu granatu. Gdy kroi się jabłko, warto je skropić sokiem z cytryny, aby nie ciemniało. Do tego poszedł też sok z granatu (nieuchronny przy wyłuskiwaniu pestek). Dodałam ponadto do majonezu trochę cytrynowej skórki. Całość okazała się bardzo sympatycznie świeża, kwaskowa, ale  bez przesady i nie natrętnie słodka, w sam raz na dzisiejszy słoneczny i mimo listopada ciepły dzień. Orzechów warto nie dawać zbyt dużo, lepiej postawić je w miseczce na stole. A jeżeli będziemy mieli gości, orzechów można w ogóle nie dodawać: są silnie uczulające, kto chce i może, niech sam je domiesza do swojej sałatki. Dzisiaj „Waldorfa” podam oczywiście przed daniem głównym,  którym będzie klasycznie upieczony kurczak w majeranku.

Dodaj komentarz