Mało ambitne słodkości na karnawał

dnia

Jeszcze przed wojną karnawał był czasem balów, zabaw, wieczorków tańcujących. Dzisiaj bale, owszem, bywają, ale na ogół w przedszkolach albo, dla odmiany, w wielkim świecie celebryckim. Zwykli ludzie karnawału już tak solennie nie celebrują. Można wiele pisać, dlaczego tak jest. Ale jest.

Dawniejszy karnawał był oczywiście związany także z solidnym podkładem kulinarnym. Tańcującym do rana gościom należało podać ciepłą kolację oraz zapewnić drobne przekąski, a zwłaszcza dostateczną ilość napojów. Przed pierwszą wojną światową były to poncze, kruszony, kardynały – mniej lub bardziej alkoholowe, albo bezalkoholowe lemoniady, oranżady, orszady (te z migdałów). Czy nie dlatego tradycja zabaw karnawałowych raczej zwietrzała? No i nikt już nie musi właśnie zimą szukać narzeczonych dla swoich córek… A karnawał był wszak czasem kojarzenia par, często zakończonym zaręczynami. Jeszcze jedno: okazji do zabawy jedyni mają dzisiaj więcej, inni – wolą się bawić w swoim rytmie, kiedy mają ochotę. Indywidualizm pokonał stadnie organizowane bale.

Ale może będziemy mieli ochotę właśnie teraz w gronie znajomych spotkać się trochę inaczej niż zazwyczaj? Albo urządzić dzieciom bal przebierańców? Oczywiście, możemy na taką towarzyską okazję zamówić catering, a w słodkości zaopatrzyć się w ulubionej cukierni. Ale może nie lubimy gotowców, choć na smażenie tradycyjnych karnawałowych faworków czy pączków nie mamy czasu, umiejętności ani ochoty? Proponuję coś lżejszego, mało ambitnego, ale za to prawie nie zajmującego czasu. Kupmy gotowe babeczki lub sami je upieczmy z kruchego ciasta. Potem już będzie możliwość ich wypełnienia po swojemu.

Kruche ciasto było pierwszym, którego pieczenie opanowałam bezbłędnie, i tak zostało na długo. Aż nadszedł czas, gdy babeczkami miałam przyjąć bardzo ważne osoby, przed którymi chciałam  wypaść szczególnie dobrze. Otóż piekłam je dwa razy z rzędu, z różnej mąki (za drugim razem z krupczatki) i dwa razy rozsypywały się na pył… Zamiast babeczek z pieczarkami tym specjalnym gościom podałam grzanki. Tak nieraz bywa, a najczęściej, gdy nam zależy na tzw. pokazaniu się.

Unikniemy tego, jeśli się zaopatrzymy w babeczki gotowe. Kupiłam takie na jeden kęs, znakomite na przyjęcia koktajlowe, czyli takie na stojąco. Ozdobią także tak wygodne zimne bufety. A można je dostać w wersji słonej i słodkiej. Ostatnio przyrządziłam z nich bardzo proste i miłe słodkości. W ich wykonaniu pomogą dzieci lub wnuki, nawet całkiem małe.

 

Babeczki z truskawkami

babeczki z kruchego ciasta

puszka truskawek w lekkim syropie

żelatyna w listkach

ekstrakt z wanilii

pianki marshmallows

Truskawki odcedzić. Syrop zagrzać z wanilią, spróbować, czy jest dość słodki, ewentualnie dosłodzić ciemnym cukrem. Zgodnie z opisem na opakowaniu połączyć go z żelatyną. Odstawić do wystygnięcia. Gdy zacznie lekko krzepnąć, można go użyć. W babeczki wkładać truskawki, łyżeczką nakładać syrop z żelatyną. Pozostawić do skrzepnięcia. Tuż przed podaniem na każdą babeczkę wyłożyć piankę, przysmażyć ją opalarką.

Trzeba to robić szybko i uważnie, aby galaretki się nie roztopiły. Pianki można opiekać już przy stole. Oczywiście, zamiast puszki truskawek można wziąć truskawki mrożone, zagotować je w małej ilości wody wraz z cukrem i wanilią i z nich sporządzić galaretkę. Jeszcze mniej zachodu wymagają następne babeczki.

 

Babeczki z mandarynkami

babeczki z kruchego ciasta

mandarynki niepryskane

cukier ciemny

żelatyna w listkach

ziarna anyżu

listki świeżej melisy lub mięty

Z mandarynek zetrzeć skórę. Mandarynki obrać, podzielić na cząstki. Zagotować syrop z wody, cukru (do smaku!), anyżu i skórki startej z owoców. Wrzucić do niego na chwilę cząstki mandarynek, odstawić. Po chwili syrop odcedzić i zgodnie z przepisem na opakowaniu żelatyny sporządzić galaretkę. Gdy wystygnie i zacznie krzepnąć, babeczki wypełnić cząstkami mandarynek i zalać krzepnącą galaretką. Ozdobić listkami zielonych ziół. Podawać od razu.

Babeczki z galaretką lepiej podawać szybko, aby nie namiękły. Galaretkę wlewamy w ostatniej chwili. Gdy jednak wiemy, że nie będziemy mieć na to czasu ani wolnej głowy, zastudźmy galaretkę na płaskim talerzu, pokrójmy w kostki. Od nich kruche ciasto nie namięknie. Na takie babeczki można położyć łyżeczkę bitej śmietany lub kuleczkę lodów.

Owoce mogą być oczywiście różne. Galaretki można także sporządzać mniej ambitnie niż z samodzielnie ugotowanego syropu. Gdy czasu i ochoty brak, weźmy torebkę z galaretką smakową z żelatyny. Wtedy wystarczy ją ugotować i zalać nią dowolne owoce. Pamiętajmy tylko, że ananasy i kiwi zawierają enzymy przeszkadzające zestalaniu się żelatyny. Jeżeli się chce je dodawać do galaret, trzeba je obgotować.

A jak jest z egzotycznym rzadkim smoczym owocem czyli pitają? Sądząc z przepisów internetowych, nadaje się do robienia galaretek. Można więc i nią wypełnić kruche babeczki. Ale ja podałam ją inaczej, na surowo, chciałam bowiem poznać dokładnie jej smak.

Ten pięknie wyglądający owoc kupiłam z ciekawości. Bywa z miąższem białym, albo właśnie z tak efektownie mocno różowym. Słyszałam, że należy do tych owoców najsmaczniejszych na świecie. Kiedyś to samo słyszałam o liczi. W obu wypadkach opinii nie podzielam. Owszem, smak mają ciekawy, ale na tak wielkie komplementy nie zasługują. Zdaje się, że wszystko, co naj- zostało odkryte już dawno. Teraz docierają do nas owoce mniej znane z różnych powodów: ciężkie w uprawie i transporcie, w sumie nie rewelacyjnie smaczne.

Pitaja, którą kupiłam, bardzo droga, mało wyrazistym smakiem nieco rozczarowała. Ale była zadowalająco orzeźwiająca. Nadaje się do dekorowania innych deserów, do sałatek w połączeniu z innymi owocami, ale najlepiej podobno jej miąższ wyjadać łyżeczką. Mało słodki, zyskuje na posłodzeniu.

Kostki pitaji z umiarem potraktowałam syropem z agawy. Do pucharków z nimi dodałam małą pralinkę, migdałowe ciasteczko (bardzo lubimy włoskie amaretti) i kulkę lodów karmelowych. A na koniec wszystko posypałam cukrowymi perełkami. Nic specjalnego, ale wyglądało to ładnie i orzeźwiało po solidniejszym obiedzie. Zamiast syropu można pewnie pitaję potraktować jakimś likierem. Tak samo dla dorosłych można likierem uzupełnić syrop użyty do sporządzenia galaretek.

Nie wstydźmy się, że używamy półproduktów czy ciastek z cukierni. Nasze ambitne prababcie, wspaniałe gospodynie, też tak robiły. Na koniec więc, do poczytania, pokażę pewną warszawską cukiernię. Nie ma jej, jak i tego miasta, tej ulicy, przy której się znajdowała. Opis znalazłam w tygodniku „Świat”, prowadzonym przez Stefana Krzywoszewskiego (1866–1950) – literata, dziennikarza, dramaturga. Był rok 1927. A w Warszawie niedawno otwarto cukiernię kijowską. Emigrantów z Ukrainy było w mieście wtedy wielu. Choćby Karol Szymanowski czy jego daleki kuzyn Jarosław Iwaszkiewicz.

 

Skądby tu zdobyć pierożków? Aż pachnie kulebiaką, cóż kiedy w Warszawie nie można jej było dostać w żadnym zakładzie piekarsko-cukierniczym. Kresowcy brak ten odczuwali dotkliwie a warszawiacy nieraz chętnieby zjedli kęs smacznej kulebiaki, gdyby można było ją kupić. Dobrze uczynili pp. T. Rożniecki i W. Walentynowicz, szefowie nowej placówki piekarsko-cukierniczej, że do zakresu swojej wytwórczości zaliczyli dział pieczywa rosyjskiego włącznie z pierogami, pierożkami, kulebiakami. Dział ten prowadzony jest pod kierunkiem wykwalifikowanego i doświadczonego specjalisty z Kijowa. Wyroby ,,Cukierni Kijowskiej” zdobyty wstępnym bojem wielki popyt i zadowolenie odbiorców. Dodać należy, iż ,,Cukiernię i piekarnię Kijowską” mieszczącą się przy ulicy Kruczej 31 w Warszawie otwarto dopiero w dn. 1 Grudnia 1926 r.

 

Obok pieczywa rosyjskiego nowy ten zakład produkuje wyroby cukiernicze, jak ciastka, pączki, faworki, torty, torciki i t. d. Do wyrobów powyższych używany jest wyłącznie świeży pierwszorzędny surowiec, pod tym względem firma przestrzega pieczołowicie jakości mąki, masła i cukru. Zakład rozporządza silą mechaniczną i już obecnie zatrudnia 20 osób. Pączki oraz faworki z tego zakładu  sezonie karnawałowym napewno znajdą się na wszystkich szykownych przyjęciach. Pierogi, kulebiaki już zdobyły sobie uznanie w domach, które lubią zdrowe i smaczne dania według recepty kresowej. Na imieniny, obiady, przyjęcia proszone popołudniowe, warto też polecić świetne torty, produkcji ,,Cukierni i piekarni Kijowskiej”.

Kryptoreklama, jak trzeba. Ale wtedy nie obowiązywały tak ścisłe jak obecnie rygory jej dotyczące. Treść przy tym wielce apetyczna. Żal, że Krucza wygląda tak, jak wygląda, i że nie znajdziemy tu ani kresowej kulebiaki, ani warszawskich pączków na maśle. Wiele bym dała, aby sprawdzić, jak to wszystko smakowało!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s