Z alkoholem czy bez

Dzisiaj coś z roku 1904. Tytuł pełny: „Wstrzemięźliwość. Dodatek miesięczny do ‘Posłańca Niedzielnego” dla Bractwa Wstrzemięźliwości”. I wszystko jasne. Ciekawe jest to, że pismo ukazywało się we Wrocławiu, w języku polskim. Zresztą niezłym (tradycyjnie cytuję zgodnie z oryginałem). W roku 1904 ukazywało się jako rocznik piąty, miało więc czytelników. Stopka opisuje je tak: Redaktor Prof. Arndt. Drukiem i nakładem: Związku wydawnictwa „Schlesische Vokszeitung” (Grosser & Sp.) we Wrocławiu. Ekspedycya we Wrocławiu Hummerei 39/40. Co może być ciekawe dla znajomości historii wrocławskich stosunków narodowościowych.

„Wstrzemięźliwość” propagowała wstrzemięźliwość w spożyciu alkoholu. Głównie była przeciw wódce, sądząc z zawartości numeru. W którymś z innych polecała nawet wina owocowe, dlatego że krajowe, w miejsce sprowadzanych zagranicznych. (Patriotyzm stał więc jednak ponad procentami, można powiedzieć).

Obok różnych informacji statystycznych (ile i gdzie się pije lub nie pije), znalazłam tu urocze opowiastki na temat pożytków zdrowotnych (tabelka: Żywotność wstrzemięźliwych i abstynentów) i moralnych (opowiastki pt. Ostatnia łza, Zagroda  rodzinna) nieuchronnie wynikających z abstynencji.

Na pierwszej stronie czytamy tekst ślubowania Bractwa Wstrzemięźliwości. Pod nim pewne wyjaśnienia, czym to ślubowanie jest. Pada takie pytanie: Czy każdy raz, kiedy wypijesz troszeczkę rumu lub araku z herbatą grzeszysz śmiertelnie? Odpowiedź: Obietnica ta jest obietnicą. Każda zaś obietnica obowiązuje cię do wypełnienia. Ale kiedy przestępujesz tę bez tego, żebyś przekroczył przeciw mierności, to grzech powszedni. Jest grzechem, bo nie dotrzymałeś obietnicy, nie jest ciężkim grzechem, bo twój przestępek nie jest ciężki. Nawet może być bez grzechu, gdy masz ważną przyczynę, aby tak uczynić.

Hm. Ważną przyczyną dla spożycia tego rumu może być na pewno przemarznięcie (to tej zimy na razie nam nie grozi) lub wyczerpanie nerwowe (tu polecam wlanie naparstka rumu nie do herbaty, ale do kawy, bardzo koi nerwy i krzepi! Nauczyła mnie tego przed laty fotoreporterka Zosia R., którą zawsze serdecznie wspominam).

Są i żarciki. W pierwszym numerze pisma z roku 1901 znalazłam taki: Dwóch woźniców jechało tą samą drogą, jeden za drugim. Długo milczeli, nareszcie odezwał się tan, co jechał w tyle, do tego, co na przodku: „A co tam wieziesz, kolego?” „Gorzałkę”, odpowiedział tamten. „Ha, toć to wypadło znakomicie, że ja za tobą jadę”, rzekł pierwszy. „Ja wiozę nagrobki.”

Ale prawdziwie ujął mnie wierszyk z tej „Wstrzemięźliwości” z roku 1904:

 Śpiewka o wódce
 
Piłem wódkę zawsze tanią,
Kiedy szedłem w pole,
Dziś nie patrząc więcej na nią,
Kawę spijać wolę!
 
Gdy jestem bardzo spragniony,
To dla miłej zgody,
By nie gniewać mojej żony
Łyknę sobie wody.
 
I wam radzę, moi mili,
Niech mnie każdy słucha,
Byście wódki już nie pili,
Chyba na ból brzucha.

Pewnie znajdą się tacy, którzy powinni tę dydaktyczną poezję przemyśleć w naszym roku 2012. Aby brzuch niech ich bolał za często!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s