Rocznicowy ersatz

Jak ma być rocznica, to niech będzie. Osobiście niechętnie wracam do tych ponurych czasów. Ale przecież się je przeżyło. I były niczym w porównaniu z tym, co przeżyli, także jakoś przez nie przeszli, nasi rodzice i dziadkowie. Miałam dwójkę maluchów w domu, mieszkaliśmy na warszawskim Ursynowie, cierpieliśmy na wszystkie plagi dotykające cały kraj. Cóż. Trzeba było i jeść. W dodatku: szły święta.

Tego, co poniżej przypomnę, nigdy sama nie robiłam. Podaję tylko jako ciekawostkę. Oto co proponował nieceniony Jan Kalkowski w „Przekroju” z XII 1981 roku, czyli z ostatniego numeru przed stanem wojennym. Kolejny miał się ukazać z datą 21 lutego  roku 1982. Jak wiadomo, stan wojenny zamknął wszystkie czasopisma, zresztą gazety codzienne też, z wyjątkiem dwóch: „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności” (hm). Pisma wznawiano w roku następnym kolejno, po dokonaniu upokarzającej procedury, czyli tzw. weryfikacji dziennikarzy.

Ale dość tych wspomnień. Oto recepta z „Przekroju” na kuchnię kryzysową, podała ją czytelniczka z Wałbrzycha:

 

 Jak pisał Kalkowski, można by wzbogacić nasz świąteczne stoły w wędlinę przy pomocy kurczaka. Nie wymaga to nawet zbyt wielu zabiegów. Sprawdźmy!

Oto przepis: Z kurczaka wyjąć kości i mięso natrzeć utłuczoną w moździerzu mieszanką kolendry,
listka laurowego i pieprzu, dodając czosnek roztarty z solą. Mięso ułożyć w szklanym naczyniu, zostawiając w chłodnym miejscu na dobę. Następnie – zalać mięso w naczyniu zimną przegotowaną wodą, zawierającą 3 czubate łyżki solki i 1/2 łyżeczki saletry. Pozostawić w chłodzie na 3 dni.

Wyjąć z zalewy, starannie wypłukać, osuszyć ściereczką i uformować, rolując szyneczkę. Związać białą nicią (np. kordonkiem). Ugotować do miękkości, wkładając we wrzątek. Woda po
ugotowaniu nadaje się na smak do galarety lub na zupę.

Drugi sposób – szynka upieczona w cieście. Uformowaną szyneczkę oblepić ciastem, takim jak na makaron bez jajka. Ciasto trzeba najpierw rozwałkować. Piec w brytfannie ok. godziny. Ciasto zdjęte z szynki można wykorzystać. Pokroić jak makaron i wrzucić do garnka, w której jest trochę cebuli uduszonej z pomidorem i papryką. Zamiast pomidorów – może być przecier. Chodzi o sos w typie taki, jak do spaghetti. Wkroić do niego trochę kiełbasy lub resztkę pieczeni.

I jeszcze, żeby kurczaka w pełni wykorzystać: na kościach i szyjce rosołek (z warzywami) zasypany kaszką manną.

Jak widać, miłość do szynki, wtedy niedostępnej bez dobrych znajomości w sklepie, w narodzie była ogromna i nieprzytomna! Drugie spostrzeżenie: nie miało się prawa nic zmarnować. Z czego zresztą wcale się nie wyśmiewam. Osobiście z jednego kurczaka przygotowywałam dla naszej 4-osobowej rodziny co najmniej trzy obiady. Warto i dzisiaj, gdy mamy wszystko (choć może nie na wszystko nas stać),  kupować, gotować i jeść świadomie. To wychodzi na zdrowie i nam, i naszym kieszeniom. Marnotrawstwo powinno być karane. Howgh.

Dodaj komentarz