110. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 02/09/2011 7:31

Czasami nachodzi nas fantazja. Niekiedy znajduje ujście kulinarne. No i dobrze. Warto eksperymentować. Obiady stają się ciekawsze.

Mój eksperyment piątkowy to łosoś w truskawkach. Do tego miałam ochotę ugotować risotto. I ugotowałam je. Risotto cytrynowe. Sałatę (lodowa) wymieszałam do tego z przekrojonymi truskawkami, polałam winegretem (olej słonecznikowy, ocet malinowy, szczypta soli, cukru i pieprz świeżo zmielony plus… kilka listków świeżej kolendry). Zrobiła się bardzo odświeżająca: krucha, słodkawa, łagodna, ale nie mdła. Stanowiła pendant do łososia.

Łosoś był bardzo prosty do przyrządzenia, jak zwykle. To wyjątkowo wdzięczny surowiec dla zapracowanych. Natarty sokiem z cytryny, potraktowany bazylią i szałwią, posolony solą morską, obłożony kilkoma kawałkami masła trafił do piekarnika. Piekł się grzecznie w 150 st. C, a ja walczyłam z risottem.

Na risotto: cebulkę, konkretnie szalotkę, lekko obsmażyłam (bez zmiany koloru) w oliwie. Do tego dorzuciłam ryż. Gdy się prużył, mieszałam go wcierając skórkę ze sparzonej całej cytryny. Sporządziłam z kostki bulion warzywny. Gdy ryż stał się szklisty, rozpoczęłam dolewanie: a. bulionu, b. soku z cytryny, c. na koniec śmietany. W fazie końcowej dosypałam do risotta ser. Starty ser manchego (w miejsce klasycznego parmezanu). Dołożyłam kilka kawałeczków masła.

Dobre risotto jest w zasadzie łatwe do przyrządzenia. Wymaga dwóch rzeczy: odpowiedniego ryżu (arborio lub carnaroli) oraz około 20. minut czasu. Krótko mówiąc, warto stać obok patelni i w miarę potrzeby dolewać płyn (bulion, woda, białe wino, co się chce i ma). Ortodoksi uważają, że risotta nie powinno się mieszać, ale ja to robię: zauważyłam, że na obrzeżach ryż jest zwykle twardszy niż na środku patelni; patelnia powinna mieć grube dno. Tak więc kilka razy (ale nie w kółko) przemieszany ryż dochodzi bardziej równomiernie. Na końcu, jako się rzekło, dosypuję ser i dodaję masło (ewentualny dodatek śmietany, ale  nie kwaśnej, czyni ryż bardziej kremowym). I już. Jeżeli dodajemy bulion, nie solimy.

Na końcu zajrzałam do łososia: posmarowałam go śmietaną i obłożyłam kilkoma pokrojonymi truskawkami. Krótko dopiekłam. Tak właśnie znalazła ujście moja potrzeba fantazji. Kompozycja była śmieszna, lekko zwariowana, czy smaczna? Pewnie rzecz gustu. Nam smakowała. Z chardonnay. Zimnym.

 

Dodaj komentarz