Śnieg za oknem w marcu niby nie powinien dziwić. Ale nie jest to widok o poranku, na który czekamy. Trudno. Jakoś trzeba przebyć ten dzień wiosenno-zimowy. Może już ostatni? Uczcijmy go więc. Na przykład przyrządźmy śledzie pod pierzynką (śnieżną). W rodzinie miłośników śledzia znikną tak szybko, jak „niegdysiejsze śniegi”.
Przyrządza się je różnie: moja metodę przejęłam od Bożenki. Są to więc śledzie Bożenki i robi się je tak.
Najpierw przygotujmy wszystkie składniki, aby na końcu ułożyć je warstwami w salaterce. Śledzie namoczmy wedle swego smaku, najlepiej w mleku. Potem skrójmy je w paski, skropmy sokiem z cytryny. Zblanszujmy pokrojoną drobno cebulę, wymieszajmy ze śledziem. Ugotujmy 3 ziemniaki w mundurkach i pokrójmy w kostkę lub paski. Tak samo ugotujmy 1–2 buraczki (albo weźmy gotowe, ze słoiczka), utrzyjmy na grubszej tarce. Ugotujmy na twardo 2–4 jajka, posiekajmy je w kosteczkę. (Kiedyś jakiś pan spytał mnie, czy trzeba je obrać ze skorupki? Trzeba). Dodatkowo można pokroić w kosteczkę 2 jabłka lub 2–4 ogórki kiszone lub konserwowane (takie wzięłam tym razem). No i przygotować majonez wymieszany z jogurtem (sos będzie lżejszy), doprawiony do smaku musztardą, może kuleczkami zielonego pieprzu albo kaparami.
Teraz już przyrządza się szybko: układa się warstwami ziemniaki, śledzie z cebulą, ogórek (lub co tam wybraliśmy), jajka, buraczki, majonez. Warstw ma być kilka (przemyślmy wybór salaterki: mniejsza średnica zapewni więcej warstw). Na wierzchu: majonez posypany jajkiem. Wyglądał blado, posypałam go więc świeżo i grubo zmielonym pieprzem. Na końcu: zrobiłam zdjęcie na tle ostatniego w tym sezonie śniegu.