Ryby morskie w dwóch odsłonach

dnia

Lubicie ryby? Ja bardzo. Staram się je podawać co najmniej raz w tygodniu. A gdy się da – częściej. Mam oczywiście ulubione sposoby ich przyrządzania, ale za każdym razem i w nich coś zmieniam. Dopasowuję do zawartości lodówki i swojej fantazji. Dzisiejsze moje propozycje proszę też potraktować jako kierunek, a nie przepisy kanoniczne, choć tak też można.

Na początek przedwojenna zachęta do jedzenia ryb. Jest w niej i ciekawy pomysł na przyrządzenie ryby morskiej. To właśnie jedzenia tych ryb Polacy ze środka kraju i z jego Kresów, tak wschodnich, jak zachodnich, dopiero się wtedy uczyli. Ryby wód słodkich jadali, były podstawą postów, ale do tych z morza – poza śledziem – trzeba ich było przekonywać. Jak jest dzisiaj? W ogóle wszystkich ryb jemy za mało. Ale te z mórz nie odstręczają nas już smakiem i zapachem. I dobrze.

Zachętę do spożywania ryb morskich znalazłam w codziennej gazecie „Czas”. Pochodziła z Krakowa, była organem konserwatystów, ale w roku 1936, z którego pochodzi tekst, przeniosła się do Warszawy.

 

Z kolei w roku 1939 „Czas” zamieścił poradę dla tych, którzy nie lubili tego morza w rybie:

 Kto chce, może się do tej rady stosować. Ale chyba jednak szkoda czasu. I tego octu.

Mamy spory wybór ryb – świeżych i mrożonych. Nie są jednak tanie. Trudno. Za to nic z nich nie odchodzi, gdy są sprzedawane bez skóry, płetw, ogona i ości. I w sumie dają się łatwo oraz szybko przygotowywać, o czym wciąż warto przypominać, bo lęk o to jest – zdaje się – powodem, że ryb kupujemy i spożywamy tak mało.

Na początek mintaj, sprzedawany w postaci tzw. polędwicy. Taki lity kawałek rybnego mięsa można smażyć, piec, dusić, gotować. Mój mintaj po obsmażeniu był duszony, czyli podgotowany w sosie. Bardzo smacznym.

 

Mintaj w sosie serowym po mojemu

polędwiczki mintaja

sok z cytryny

mąka pszenna do panierowania

śmietana kremówka

ser pleśniowy i twardy (np. gorgonzola i grana padano)

oliwa i masło

sól, biały pieprz

 

Rybę obmyć, osuszyć, lekko posolić (sos serowy będzie słony), skropić sokiem z cytryny. Na patelni rozgrzać dwie łyżki oliwy i roztopić w nim łyżkę masła, Ryby lekko omączyć, strzepując nadmiar mąki. Wrzucać na rozgrzany tłuszcz, smażyć z obu stron.

 

Po obsmażeniu z drugiej strony ostrożnie wyjąć i odłożyć na papier kuchenny.

 

Na tę samą patelnię dołożyć łyżkę masła i pół kubeczka śmietany. Mieszać, podgrzać. Sery utrzeć, dodać do patelni, na małym ogniu, cały czas mieszając, rozpuścić je, aby się połączyły ze śmietaną i utworzyły gładki sos. Doprawić go do smaku sokiem z cytryny i białym pieprzem.

 

Włożyć usmażoną rybę. Mocno zagrzać.

Tę rybę w kremowym sosie o wyrazistym smaku sera podałam do ugotowanego zielonego makaronu tagliatelle. I sałaty rzymskiej z oliwą i sokiem z cytryny.

Drugi pomysł na rybę pochodzi z zupełnie innej bajki. Wykorzystałam do niego gotową tajską pastę z torebki. Dzięki temu kari przyrządzam naprawdę błyskawicznie i nie muszę do niego wyszukiwać kolejnych przypraw. Na torebce jest propozycja podania kari, z początku wiernie się do niej stosowałam, ale teraz traktuję ją już tylko jako wskazówkę.

 

Żółte kari z tuńczyka po mojemu

świeży tuńczyk pokrojony w kostki

2 marchwie

2 łodygi selera naciowego

2 szalotki lub małe cebulki

2 łodyżki świeżej kurkumy

kawałek świeżego imbiru

pasta do sporządzenia żółtego kari

suszone listki limonki kaffir

mleczko kokosowe

olej

orzechy cashew (nerkowce) w papryce

 

Warzywa oczyścić, pokroić w kostki wielkości tych tuńczyka. Olej rozgrzać na patelni, wrzucić najpierw tuńczyka, a gdy straci surowość – warzywa i korzenie, czyli pokrojone w drobną kosteczkę kurkumę i imbir. Mieszając podsmażać, aż warzywa zaczną mięknąć (ok. 8–10 minut). Wtedy rozprowadzić w nich łyżkę pasty kari.

 

Dolać mleko kokosowe i listki limonki. Wymieszać, zagrzać.

Tuż przed podaniem dorzucić garść orzechów cashew.

Do tego kari podałam czerwony ryż, ugotowany jak na risotto, czyli po obsmażeniu na patelni z olejem razem z pokrojoną drobno cebulą, podlewany wodą (bulionem) i duszony do miękkości. Co widać na jednym ze zdjęć.

W takich duszonych potrawach twardość (czy miękkość) warzyw możemy dopasować do swojego gustu. Ja akurat wolę twardsze, dlatego duszę je krótko. Z kolei orzeszki nerkowca nie muszą być paprykowane. Można zaś je uprażyć na suchej patelni. A może je zastąpić kasztanami wodnymi z puszki? Będą intrygująco chrupkie.

Zestaw warzyw można zmieniać, np. zamiast selera wziąć cukinię. Albo po prostu ziemniaki, pokrojone w kostkę. A kto nie ma pasty kari (znajdziemy je na półkach z produktami Kuchni świata), niech przyprawi sos sypkim imbirem, kurkumą, trawką cytrynową, chili, curry. Kombinujmy! Dzięki temu codzienne gotowanie przestaje być nudnym obowiązkiem, a staje się radosną twórczością. Którą kontynuujemy przy stole.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s