Gdy przychodzi niespodziewany gość albo przyjaciółka się zasiedzi, warto podać coś na ząb. Zwłaszcza jeżeli otworzymy przyniesioną przez nich butelkę wina. Zakładam, że w domu mamy ser. Ser kocha wino i na odwrót, ale nas dręczy pragnienie, aby przekąska była ciekawsza od gołych plasterków czy kawałeczków sera. Po penetracji lodówki okazało się, że jest w niej kawałek brie. Troszkę suchawy.
Ten ser podpuszczkowy, z porostem pleśni wytwarzanej przez gatunek Penicillinum candidum, jest wyrabiany z mleka krowiego i należy do serów miękkich. Podobno cesarz Karol Wielki zajadał się nim już w roku 774. Ser pochodzi z francuskiego departamentu Seine-et-Marne, jego zaś nazwa – od krainy geograficznej. Dobrze dojrzały powinien mieć konsystencję kremową i taki kolor. Smak delikatny, w miarę dojrzewania coraz wyraźniejszy. Za cztery najlepsze rodzaje francuskiego brie uchodzą te z: Meaux, Melun, Montereau, Coulommiers. Ich jakość jest kontrolowana. Krążki sera mają kształt okręgów o średnicach zależnych od gatunku. Są wysokie na dwa-trzy centymetry. Kroi się je jak tort. Brie, zwłaszcza ten oryginalny, należy do serów z tradycją, cenionych wysoko. Podczas Kongresu Wiedeńskiego został nazywany królem serów. Można dodać, iż tym samym czasie za króla ciast uznano tort Sachera.
Tortu nie mamy, ale w lodówce znaleźliśmy ten ser. Można go pokroić w porcyjki, każdą przekroić i nadziać. Tym, co w lodówce. Najlepiej jeżeli mamy tapenade, gotową pastę z oliwek roztartych z anchois i przyprawami oraz oliwą. Tę pastę można sobie w moździerzu utrzeć samodzielnie. Robimy to wtedy, gdy mamy wszystkie składniki i gość nie stoi nam za plecami. Nie zawsze to nam odpowiada. Można też rozetrzeć masło z dwolnymi ziołami lub czosnkiem – będzie się sera trzymało jak krem. Ale akurat masła w domu nie mamy…

No cóż, pasty z oliwek też nie miałam. A co było w lodówce? Znalazłam pastę pomidorową do bruschetty, czosnkowy sos ailoli i zielone oliwki. Oliwki pokroiłam w cienkie plasterki, szybko wymieszałam z pastą pomidorową i aioli. Posmarowałam połówkę sera, przykryłam drugą. Skropiłam oliwą i przybrałam listkami bazylii.
Do sera można podać pieczywo, chyba że się z naszym gościem odchudzamy (sam ser jest już kaloryczny). Ale może akurat na węglowodany machamy ręką. Gdy znalezione pieczywo jest niezbyt świeże, warto kromki skropić oliwą, ewentualnie posmarować roztartym czosnkiem, i zapiec na grzanki. A kto ma, niech koniecznie poda i sałatę. Ja miałam rukolę i małe koktajlowe pomidorki. Sałatę z oliwą i kroplą octu balsamico można wymieszać już przy stole. I gadać, gadać, zajadając drobną serową przekąskę, której wykonanie zabrało pięć minut.