Na upał i na szybki obiad

dnia

Przy tzw. pięknej pogodzie szkoda czasu na długie przebywanie w kuchni. Zresztą, im cieplej, tym mniej się chce stać przy rozgrzanych palnikach. Wiadomo. Wymyślamy więc albo dania na zimno (w takie dni oczywiście mamy ochotę na chłodniki), albo takie, które przygotowuje się migiem.

Oto ryba, którą bardzo lubię i którą przyrządza się w kilka minut. Nie kupujemy jej często, bo jest okrutnie droga. Z drugiej strony: pożywna i wartościowa (na porcję wystarczy naprawdę mały kawałek czystego jej mięsa) oraz wydajna, tzn. zjesz dokładnie to, co kupisz, bez odrzucania kości, ości, skóry itd. To tuńczyk. Na ogół jeden plaster grubości centymetrowej lub nieco grubszy wystarcza na dwie osoby. Bo tuńczyka kupujemy w plastrach, krojonych w sklepie z tuszki.

Taki plaster smaruję oliwą i w zasadzie to wszystko. Gdy rybę szykujemy np. przed pójściem na spacer, po skropieniu oliwą można ją obłożyć np. dość grubymi półkrążkami cebuli i czarnymi oliwkami i wstawić do lodówki. Dzięki temu uzyska się smak hiszpański; mnie przypomniał on wakacje z ubiegłego roku. Przyprawą był tylko pieprz, ale może to być także rozmaryn, szałwia, oregano, co tam mamy i co lubimy. Z lodówki wyjmijmy plastry ryby co najmniej pół godziny przed smażeniem.

Zamarynowanego w oliwie tuńczyka usmażyłam na patelni grillowej. Kto ma grill w ogrodzie, niech go koniecznie wykorzysta. Smażymy w zależności od grubości plastra ryby zwykle 3–4 minuty; ale może i dłużej, gdy lubimy rybę wysmażoną, niech jednak nie wyschnie. Tuńczyk, jak dobra wołowina, może być w środku niedosmażony. (Z takiego bardzo świeżego tuńczyka robi się sushi lub sashimi).

Do ryby zawsze warto podać cytrynę. Wino? Jednak czerwone. W upał lubimy lekko schłodzone, z dzbanka.

Przy rybie położyłam połówki pomidora skropione oliwą i posypane pieprzem. Grillowanie wydobywa z pomidorów szczególnie bogaty smak i ich naturalną słodycz. Kto chce, może je posolić, ale już po usmażeniu.

Uwaga: w ten sposób można przygotować każdą inną rybę: łososia, pstrąga, dorsza, karpia, sandacza, niech to jednak będą filety, w miarę możliwości pozbawione ości. Zamiast pomidora można położyć duże czapeczki pieczarek.

A do ryby sałata. Polecam np. oryginalną, z młodego szpinaku. Listki, dokładnie umyte, skrapiamy delikatnym, słodkawym octem (szpinak z natury jest kwaskowy, w upał świetnie orzeźwia) i oliwą. Nieco soli, świeżo zmielonego pieprzu wystarcza, ale ja dodałam suszone kwiaty do sałatek (gotowa przyprawa, ale można się pokusić i samemu suszyć kwiatki z własnego ogródka). Do szpinaku wrzuciłam także rodzynki, znakomicie pasują także każde orzechy.

Dodaj komentarz