Dla chcących utyć

Nietypowy temat: jak przytyć.  Mało osób dzisiaj naprawdę się tym martwi. W wieku XIX i u początków XX był to jednak bardzo ważny temat dla wielu pań, odznaczających się zbyt smukłą sylwetką. Moda kochała okrągłe kształty, bujne biusty, ramiona z wałeczkami i dołeczkami… No cóż. De gustibus

„Poradnik dla chudych”, dziełko traktujące o chorobowych przyczynach chudości, ale i o przyczynach zaburzeń przyswajania substancji odżywczych, opisywało różne kuracje pozwalające osiągać przyrost wagi. Zwracam uwagę, że są to kuracje, a nie diety. To określenie, zdaje się, zaczęło funkcjonować później, w wieku XX.

Były to głównie, o ile się zorientowałam, różnego rodzaju kuracje mleczne. Przy czym nie tylko z wykorzystaniem mleka krowiego. Podczas tych kuracji spożywało się, przynajmniej na początku, wyłącznie mleko (i to miało tuczyć?). Dopiero w drugim lub trzecim tygodniu wprowadzało – np. w jednej z nich – „kawałek czerstwego chleba z solą lub ze śledziem”. W innych, „zamiast czystego mleka”, można było spożywać „zupę mleczną z kaszką, a po 4 lub 6 tygodniach można dodawać do mleka jaką potrawę a natomiast jeść mniej mleka”. Takich różnorodnych kuracji mlecznych autor opisuje kilka rodzajów, różniły się szczegółami, niektóre zalecały pić śmietankę, inne mleko kwaśne, a także serwatkę i nawet kumys.

Połączenie mleka ze śledziem, przyznam, bardzo mnie zdziwiło. Nie wiem, jak można było od tego przytyć. Sądzę, że raczej schudnąć albo w ogóle zejść ze świata. Podobnie zdziwiło mnie zalecenie przyjmowania…. chininy. Z następującym wyjaśnieniem: „jako środek gorzki, działa przedewszystkiem na poprawę apetytu, a następnie jest środkiem wzmacniającym i z tego względu często oddaje osobom chudym bardzo wielkie korzyści”. Tu przypominam sobie słynny szpital dla symulantów, do którego trafił dzielny wojak Szwejk, w którym chinina rzeczywiście oddawała „wielkie korzyści”, a nawet specyficznie wielkie.

Po przestudiowaniu dziwnej książeczki, sięgnęłam do odnalezionej kiedyś porady z tygodnika „Moja Przyjaciółka”, wydawanego przed wojną w Śremie. W roku 1935 ten „Ilustrowany Dwutygodnik Kobiecy”, kosztujący 50 groszy, radził zbyt chudym czytelniczkom m.in. jak utyć.

 

Poradę na środek złuszczający pomijam (a może ktoś chce, dorzucę), daję tylko „Radę na utycie”:

 Najlepszemi środkami przeciw nadmiernej szczupłości są: ograniczenie ruchu, leżenie po posiłkach, spożywanie potraw mącznych, słodkich i tłustych (dużo mleka i masła), zmiana otoczenia, wypoczynek ciała i umysłu.

Pozatem polecić Pani mogę następujący środek:  zmieszać 1/4 litra miodu (gdy jest stężały, rozpuścić na ogniu) z 1/4 1 koniaku, 1/4 l oliwy, prowanckiej i 1 cytrynę. Przed użyciem wstrząsnąć. Zażywać z tej mieszanki 3 razy dziennie po kieliszku podczas jedzenia lub pół godziny przed jedzeniem.

Chyba wybrałabym tę kurację zamiast mlecznej. Gdyby jeszcze do zaleconego płynu leczniczego nie dodawać tej oliwy…

Dodaj komentarz