Lata dwudzieste XX wieku przyniosły modę na szczupłość. „Na garsonkę” – taki wygląd był marzeniem pań młodych, jak i dojrzałych. Robiły, co mogły, aby go osiągnąć. „La garçonne” to była to powieść, potem film; od tego tytułu kobiety nazywały się właśnie chłopczycami. To był styl życia, ale i wygląd – sylwetka szczupłego chłopca. Dla niej ponoszono wiele wyrzeczeń. Pół biedy, gdy tylko za sprawą diety. Także skalpele poszły w ruch!
Oto mrożąca krew informacja z roku 1926 ze styczniowego numeru „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” , czyli popularnego przed wojną krakowskiego „ikaca”. Osoby wrażliwe, niech nie czytają! Zapraszam natomiast do lektury ludzi z pewnym szczególnym poczuciem humoru. Opis kłopotów (i radykalnego pozbycia się ich) pewnej amerykańskiej divy operetkowej miłośników czarnego humoru lub pure nonsensu może rozbawić… Zwłaszcza w połączeniu z ilustracją.
Drobna uwaga: ta codzienna gazeta była wówczas ilustrowana – zgodnie zresztą ze swoją nazwą – wyłącznie rysunkami. Dopiero gdzieś za pół roku (bodajże) nieśmiało zaczęły się w „Kurierku” pojawiać zdjęcia. Wyparły rysunki. Jak to w życiu bywa, rysownicy poszli na bruk. Zaczęli zarabiać fotograficy.
Oto operacja (dosłownie!) zmniejszenia nacisku na wagę. Ciekawe, na jak długo wystarczyła. I jak artystce pomogła w karierze.
Nadmierna otyłość może być przyczyną, udręczeń dla każdej osoby, a cóż dopiero dla zgrabnej, niegdyś słynącej ze swych wdzięków artystki operetkowej, która musi się szybko i z gracją poruszać, a waży przypuśćmy około 200 funtów. Takie właśnie nieszczęście spotkało amerykańską artystkę operetkową miss Shattuck. Była ona nadzwyczaj zgrabna (patrz rys. 1.), kształtami swemi i gracją ruchów, elastycznością budziła zachwyt publicznością Otóż artystka ta utyła tak, że osiągnęła , wagę 197 funtów, w pasie zaś miała 54 cale (rys. 2).
W strapieniu swem zwróciła się ona do zaleconego jej przez koleżankę chirurga w Los Angeles. Chirurg ten dorobił jej koleżance nos. W rozmowie z artystką zalecił on jej poddać się operacji zdjęcia tłuszczu, zapewniając że wszystko odbędzie się pod narkozą, że bólu żadnego nie będzie czuła i że operacja zapobiegnie już raz na zawsze ponownemu utyciu. Artystka wróciła do domu i zaczęła nad projektem doktora rozmyślać. Wreszcie zdecydowała się. Zaniesiono ją na stół operacyjny i zrobiono przygotowanie do operacji (rys. 3.). Chirurg dokonał cięcia, odchylił, skórę i
warstwę tłuszczu usunął. Artystka sądziła, że przy tej operacji straci dużo krwi, tymczasem straciła jej zaledwie pól uncji. Naczynka krwionośne zostały natychmiast zeszyte „catguteto”, ponadto zapobieżono upływowi krwi przy pomocy roztworu adrenaliny, która ma tę własność, że krwawienie natychmiast wstrzymuje. Po usunięciu tłuszczu ranę wzdłuż cięcia zalepiono plastrem, zażywając nie skórę, lecz brzegi plastra tak, iż po wyzdrowieniu ślady dokonanego cięcia były prawie niewidoczne. W ciągu 45 minut obok artystki leżało na stole operacyjnym 64 funty jej tłuszczu. W ciągu 45 minut waga jej ze 197 funtów spadła na 133 funty, a jednocześnie kibić jej wróciła do dawnych kształtów. Na ilustracji naszej (ryg. 4 ) daje nam pojęcie o wyglądzie komórek tłuszczowych, których rozrost i mnożenie się zniekształca figurę człowieka.
Zdradzę, że w tekście mnie rozbawiła koleżanka artystki ze „zrobionym” nosem. Z ilustacji zwłaszcza polubiłam wygląd komórek tłuszczowych. Co nie znaczy, że lubię je u siebie!