Na upał i na szybki obiad

Przy tzw. pięknej pogodzie szkoda czasu na długie przebywanie w kuchni. Zresztą, im cieplej, tym mniej się chce stać przy rozgrzanych palnikach. Wiadomo. Wymyślamy więc albo dania na zimno (w takie dni oczywiście mamy ochotę na chłodniki), albo takie, które przygotowuje się migiem. Oto ryba, którą bardzo lubię i którą przyrządza się w kilka minut….

O ważeniu i głodówce w roku 1930

Przytoczony poniżej felieton dotyczy realiów odchudzania się w roku 1930. Jak widać, wywoływało ono wiele emocji. Felieton przypomniał jeden z widoków zapomnianych, który zniknął bezpowrotnie. Z dzieciństwa pamiętam z ulic i parków (Łazienki?) wagi osobowe, z których można było skorzystać w razie nagłej potrzeby skontrolowania swoich gabarytów. Były atrakcją spacerów i cieszyły się sporym wzięciem….

Ryba na sposób śródziemnomorski

Kupiłam doradę. A gdy wróciłam z zakupów, było mało czasu na przygotowanie obiadu. Toteż kupioną rybę upiekłam bez oglądania się na jakieś przepisy. I to tak, aby przypominała wakacje nad Morzem Śródziemnym.  Z jarzynami. Jak najprościej. Najdłużej trwało ich mycie i krojenie. Najpierw przygotowałam doradę do pieczenia, na szczęście łuski odchodzą z niej tak łatwo,…

Inspiracja ze starej gazety na sobotę

Na przykład z „Przekroju”. Jego korespondent opisywał kuchnie naszych sąsiadów w roku 1960. Wśród sąsiadów obok Czechów znaleźli się Węgrzy, Bułgarzy i Rumuni, z czego możemy wywnioskować, że chodziło raczej o tzw. w PRL-u bratnie kraje, a nie o sąsiadów przez granicę. Młodzieży wyjaśniam, że tzw. obóz bratnich krajów powstał w wyniku II wojny światowej…

Kochajmy sałaty!

Zielenina w naszym kraju, podobno od czasów królowej Bony, była w pogardzie. Pewnie i królowa Maria Ludwika, małżonka Władysława IV i Jana Kazimierza, i Marysieńka Sobieska napotykały trudności w jej wprowadzaniu na stoły; a, jako Francuzki, takie dajmy na to sałaty kochały. Może dlatego, z tej nienawiści do zielonego, kontusze i pasy słuckie opasywały solidne…

Na zimno: z akcentem egzotycznym

No cóż, z przymrozkami idzie ochota na dania treściwsze. Uwielbiam kaczkę: od dzieciństwa to moja słabość. U nas w domu kaczkę nieczęsto się piekło. Mama twierdziła, że jest nie-ekonomiczna i tłusta. Fakt, niektóre okazy bywają kościste, zwłaszcza te peerelowskie miały tę cechę, można powiedzieć, wyłącznie. To raczej przeszłość: teraz kupujemy nowe gatunki kaczek, np. zwykle…

Lek na całe zło: klops

Kto dzisiaj zmókł i przemarzł – mnie się udało – ten doceni zaproponowaną potrawę. Jest to także jedzenie będące dobrym lekarstwem na porażkę zawodową, na tzw. złamane serce (czy ktoś jeszcze dzisiaj przeżywa ten nieszczęsny stan?…), na zwykłe jesienne zmęczenie. Po prostu: tolek na całe zło. A to tylko klops. Domowy kawałek mielonego mięsa, zagniecionego…

110. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 02/09/2011 7:31 Czasami nachodzi nas fantazja. Niekiedy znajduje ujście kulinarne. No i dobrze. Warto eksperymentować. Obiady stają się ciekawsze. Mój eksperyment piątkowy to łosoś w truskawkach. Do tego miałam ochotę ugotować risotto. I ugotowałam je. Risotto cytrynowe. Sałatę (lodowa) wymieszałam do tego z przekrojonymi truskawkami, polałam winegretem (olej słonecznikowy, ocet malinowy, szczypta…