Żeby nie wyszło na to, że pokazuję mityczny, nieprawdziwy obraz Polski przedwojennej, jako krainy składającej się wyłącznie z pań dziedziczek, aktorek, żon bogatych bankierów, ewentualnie pań redaktorek bywających w wyższych sferach, sięgam do pisma poszerzającego ten krąg obywatelek II Rzeczypospolitej. O kobiety z nizin, z dołów, domów-studni, drewnianych baraków, przyfabrycznych klitek. Do nich zwracało się pismo PPS-u zatytułowane „Głos Kobiet”, określające się przy tytule jako „jedyne pismo kobiet pracujących”. Ukazywało się w latach 1919–1939 pod auspicjami PPS. Redakcja mieściła się w Warszawie przy ul. Wareckiej 10.

Redaktorki zwracały się czytelniczek per „wy”. Obok artykułów o charakterze społeczno-politycznym, obok poruszających reportaży i obrazków, odpowiedzi na listy do redakcji, zamieszczały także porady, mające szerzyć oświatę, zdrowy tryb życia, przedstawiały proste pomysły pozwalające żyć lepiej nawet w trudnych warunkach. Czyli w warunkach bezrobocia, głodowych zarobków, licznych rodzin. Konsekwencje biedy z nędzą, czyli kryzysu lat 30. XX wieku, spadały przede wszystkim na barki kobiet. Od nich – tak uważały świadome działaczki PPS-u – zależał los ich rodzin. To było realne obciążenie, bo o równouprawnieniu dopiero się zaczynało śnić. Trzeba przyznać, że treści te pismo także sączyło. Choć warto je przeczytać, aby się przekonać, jak daleko jesteśmy od świata naszych babek i prababek. Jak nam dobrze. One nie śmiały marzyć o takim życiu, jakie my prowadzimy.
Oto garść porad kulinarnych z roku 1936. Zachowuję pisownię epoki. Zwracam uwagę, że rady są do wykorzystania i dzisiaj, bo podobno także mamy kryzys. Czy taki, aby wykorzystywać resztki takie, jak opisane? Róbmy to, jeżeli nie z biedy, to dlatego, aby nie marnotrawić jedzenia.

1) Woda, w której gotowały się jarzyny, ryż, makaron, pierogi i t. p. zawiera sole mineralne, białko, krochmal i t. p. Należy używać jej do zaprawy sosów, do zup. do kaszy i t.p.
2) Resztki mięsa, żyły, chrząstki, ścięgna po ugotowaniu rosołu zużywać do farszów, do forszmaku, do zapiekanego makaronu, i t. d., (mielone na maszynce do mięsa).
3) Skóra, łuska, głowa, ogon, płetwy, ości ryb używać do zup rybnych, do galaretki z ryb i t.d.
4) Obierzyny jarzyn, zewnętrzne ich liście, łodygi, głąby i t. d., liście kapusty wszelakich rodzajów, rzodkiewki, buraków, marchwi, rzepy, łupiny wszelkich grochów, ogonki szpinaku i t. p. wobec zawartości soli mineralnych i dużej ilości witamin, używać do zup, barszczów, puree, sałatek, farszów, masła zielonego (jest to masło śmietankowe z drobniutko siekaną surową zieleninką), na soki surowe, na potrawy surowe i t. p.
5) Obierzyny kartofli a) gotować kartofle w mundurach: albo ściągać skórkę (zostaje wtedy część pod skórką, najpożyteczniejsza część zazwyczaj wyrzucana wraz z obierkami), albo jeść w mundurkach (przecież czyściutkie, bo wygotowane) np. z sosem śmietanowym, ze słoninką; b) dodawać do sałatek pokrajanych kartofli w mundurach; c) używać pieczonych kartofli w mundurach.
6) Resztki chleba razowego i białego: a) pokroić chleb na bardzo cienkie plasterki i kłaść do gorącego piecyka na sucharki; b) robić zupę z chleba z mlekiem - z cukrem lub solą; c) kwas z
chleba.
7) Obierzyny owoców, wytłoczyny, pestki i t. d. a) na kisiele; b) do powideł; c) na chłodniki, jako napój przy obiedzie i jako środek leczniczy do picia naczczo [tak pisano] przy obstrukcji.
8) Szumowiny z rosołu (zawierają dużo białka) a) zostawiać w rosole, b) używać do sosów; c) dodawać do kotletów.
9) Skorupy jaj starannie wymyć w gorącej słonej wodzie, wysuszyć w piecyku, utłuc, przetrzeć przez cieniutkie sito. Jest to świetne lekarstwo dla gruźlików, które zapiekamy dla nich w chlebie (na pół kilo mąki 25 gramów tłuczonych skorup).
(…) I jeszcze jedno: nie przejmujcie się, jeśli sąsiadki zaczną wydziwiać, że się z takiej „mądrej strony” do kuchni bierzemy. Każda nowa rzecz jest z początku „wydziwiana”, a potem, —zwłaszcza po dostrzeżeniu korzyści, jakie daje, — staje się codziennym przykazaniem. Bądźmy jedne z pierwszych w stosowaniu wskazań naukowych w gospodarstwie domowym.
Zdziwi nas zapewne zwłaszcza ta dziewiąta rada, dla chorych na gruźlicę. Kto by dzisiaj z niej korzystał?! Ale wtedy nie było jeszcze antybiotyków i gruźlica była chorobą śmiertelną, rozprzestrzeniającą się po całych rodzinach, mieszkających w „piwnicznych izbach”, jedzących na co dzień kartofle i chleb, nie mających pieniędzy na opał i ciepłą odzież. I nie objętych powszechną opieką lekarską.
W innym tekście z „Głosu Kobiet” nie podpisana autorka radzi tak:
Wiele już razy mówiliśmy o tych witaminach, ale nie sposób wyczerpać wszystkich w tej dziedzinie wiadomości. (…) A posłuchają chyba wszystkie: i młode, co się nieco trzaskały z nową nauką o żywieniu i starsze, dla których jest ona powrotem do elementarza gospodarczego.
Nauka ustaliła obecnie, że brak witamin lub niedostateczna ich ilość w pożywieniu wywołuje cały szereg zaburzeń. Witaminy niezbędne są dla życia zarówno dla człowieka dorosłego, jak w większym jeszcze stopniu dla organizmu w okresie wzrastania. Skutki wadliwego odżywiania doprowadzają organizm do różnych rodzajów awitaminozy (…). Wywołuje [ona] brak sił, zanik zdolności do pracy, zmniejsza odporność organizmu do infekcji, zmniejsza wagę, wywołuje brak apetytu i często rozstrój kiszek. (…)
Podtrzymuję te rady! Dlatego do dziewięciu punktów dodam dziesiąty:
10) Jedzmy sałaty!

Powinny być dodawane do co najmniej jednego posiłku w ciągu dnia. Miska sałaty ożywi najbardziej nudny posiłek. Listek sałaty (a lepiej dwa) warto wkładać do kanapek zabieranych do pracy czy szkoły. Przyzwyczajajmy dzieci do jedzenia sałaty od rana. Wbrew reklamom telewizyjnym, zdrowie nie polega na ładowaniu od rana śniadań słodkich i bogatych jedynie w węglowodany i tłuszcze. Tak można wychować jedynie grubasów, nie znających smaków innych, jak tylko słodki.
A sałat jest coraz większa rozmaitość. Oto dwie, jakie ostatnio zauważyłam. Sałata batawia, a raczej jedna z jej odmian, ta fryzowana, delikatna. Oraz sałata dębolistna, o dekoracyjnych, brązowych liściach, nieco mocniejsza w smaku. Doprawiamy je winegretami, najlepiej z oliwy lub szlachetnych olejów tłoczonych na zimno i z cytryny. Zwłaszcza kto trzyma wagę, zna moc sałaty. Liście powinny być dobrze opłukane i wysuszone. Różne odmiany sałaty, także te znane przed wojną, oraz rozmaite sposoby na doprawianie sałat podawałam już w moim blogu. Jak dobrze, że dzisiaj możemy kupić takie, o których dawniej tylko się czytało, lub oglądało je podczas podróży do krajów sałaty kochających.