Cocktail własnej kompozycji

dnia

Pomyśleliśmy: dlaczego korzystać tylko z kompozycji wymyślonych przez innych i znanych powszechnie. Stwórzmy własną receptę Cocktailu na Nasz Smak. Nad nazwą (typu: Bałwanek Śniegowy, Warszawskie Noce, Zwolnij Tempo, Upalne Lato, Muszla Perłowa, a nawet Janko Muzykant… – nazwy pochodzą z książeczki z roku 1978 pt. „Cocktaile alkoholowe. Poradnik barmana” autorstwa Jerzego Barańskiego i Jerzego Snitko) – na razie nie myśleliśmy. A oto
receptura naszego pomysłu: gin, „Kina San Clemente, sok z limonki, tonik lub gazowana woda mineralna, lód. Proporcje do uznania.

A co to „Kina”? To wino aromatyzowane ziołami, słodkie (malaga) i, jak nazwa wskazuje, z dodatkiem chininy, a więc nieco gorzkawe. Można je stosować jako odpowiednik wermutu. Kupiliśmy je w Hiszpanii, w zasadzie poszukując „Kina Lillet”, legendarnego składnika Vesper, słynnego koktajlu Jamesa Bonda, opisanego w „Casino Royale”. Ponieważ  na ten trunek nie wpadliśmy po drodze do Hiszpanii przez Francję (a obecnie występuje już tylko jako „Lillet”, gdyż wycofano się w nim z gorzkawego smaku uzyskiwanego z pomocą chininy), kupiliśmy tę hiszpańską „Kinę”. Ma brązowy kolor, dzięki któremu nasz koktajl wyglądał jak przyrządzony z dodatkiem którejś „Coli”. Jest słodka, ma smak jakby karmelowy. Zmieszana z ginem, lekko dokwaszona sokiem z limonki, dała koktajl orzeźwiający, dość lekki i przyjemny w smaku. Właściwie – damski (zwłaszcza, gdy jest mało ginu). Można go sporządzać w dowolnych proporcjach i nazwać Na Nasz Smak. W internecie znalazłam „Kinę” tej marki u któregoś z naszych importerów alkoholu, butelka kosztuje 50 zł.

A oto garść ciekawych uwag z „Poradnika barmana”. Zaczynam od kwestii lodu:

Szkło, w którym podajemy cocktaile, powinno być możliwie najbardziej wychłodzone przed ich nalaniem, dzięki czemu znacznie dłużej utrzymuje niską temperaturę nalanego napoju. Najczęściej stosowana metoda chłodzenia szkła polega na wrzuceniu 1 do 2 kostek lodu rozdrobnionego do kieliszka i pozostawianie w nim na kilka chwil. Wykonując potem kilkakrotny obrót kieliszkiem, dokładnie ochładzamy ścianki naczynia mieszaniną topniejącego lodu i wylewamy ją do zlewu, a następnie nalewamy cocktail. Niektórzy barmani chłodzą szkło przez przetrzymywanie go w urządzeniu chłodniczym przez co najmniej 10 minut, a w przypadku zamrażalnika – 5 minut przed rozpoczęciem pracy. W międzyczasie należy przygotować na zapleczu syrop, który przyrządza się gotując cukier z wodą (w proporcji 2,5 : 1) w ciągu 2–3 minut od momentu zawrzenia. […]

Przygotowywanie cocktailu rozpoczynamy od wrzucenia do naczynia kostek lodu, których liczba jest uzależniona od rodzaju napoju. Do większości mieszanych trunków używamy 2–4 kostki na 1 porcję, niektóre jednak cocktaile (np. Bloody Mary) wymagają większej liczby kostek lodu. Ponieważ w kilkunastu podanych recepturach występuje lód rozdrobniony, należy wyjaśnić, że do jego zmiażdżenia używamy albo specjalnego rozdrabniacza w formie niewielkich widełek, albo rozbijamy młotkiem lód zawinięty w czystą ściereczkę.

Do nakładania lodu powinno się używać szufelki i szczypiec, a w przypadku ich braku – nawet łyżki stołowej; niedopuszczalne jest natomiast nakładanie lodu palcami.

Jeżeli kostki lodu zamraża się w zamrażalniku urządzenia chłodniczego, wówczas do plastykowych foremek należy wlewać wodę przegotowana, gdyż w ten sposób pozbędziemy się  częściowo nieprzyjemnego zapachu chlorowanej wody. W cocktail-barach, w których są zainstalowane kostkarki, skazani jesteśmy niestety na lód uzyskiwany z wody z sieci wodociągowej, o wyczuwalnym – zwłaszcza latem – specyficznym zapachu.

Jedna z głównych żelaznych reguł cocktail baru zakazuje powtórnego użycia lodu konsumpcyjnego do sporządzenia następnego cocktailu. A teraz do naczynia z lodem wlewamy lub wkładamy kolejno wszystkie składniki.

Co się dzieje dalej, napiszę przy okazji naszych kolejnych eksperymentów koktajlowych. Wracając do lodu: ciekawą alternatywą dla zwykłych kostek zamrożonej wody są kolorowe kostki zamrożonych soków. Woda z kranów nie jest już tak paskudna jak ta z lat 70. ub. wieku. A urządzenie chłodnicze nazywamy po prostu lodówką. Dzisiaj niekiedy jest wyposażona i w kostkarkę, i pozwala uzyskać lód rozdrobniony. Na razie takiej nie mam. Ale sobie przypominam bardzo praktyczny sposób miażdżenia lodu przedstawiany przez Marilyn Monroe, występującą jako Sugar Kowalczyk w „Some like it hot”, czyli „Pół żartem, pół serio”. To, swoją drogą, znakomity film do oglądania przy spreparowanym własnoręcznie koktajlu!

PS
Wspomniany Janko Muzykant podaje się w kieliszku koktajlowym, dekorowanym skórką cytryny, a składa się z wymieszanych w shakerze 50 ml wódki żytniej i 25 ml Curaçao Orange. Obok w książeczce stylowy Mały Książę z 40 ml Złotej Jesieni (kto pamięta ten polski calvados…), 25 ml Vermouthu Varna, 5 ml Istra Bitter i 5 ml soku wiśniowego słodzonego.

Dodaj komentarz