Przedwojenne owocowe chudnięcie

dnia

Do kolekcji przedwojennych diet dopisuję wyczytaną w tygodniku „Bluszcz” ze stycznia 1937 dietę owocową. Jej idea, zwłaszcza w wersji „jeden dzień w tygodniu”, bardzo mi odpowiada. Lubię owoce. A zwłaszcza zimą doceniam urok owoców egzotycznych.

Przejdźmy do odżywiania się owocami i kuracji odchudzającej. Niech nikt nie myśli, że samo spożywanie owoców przyczynia się  do chudnięcia.  Przeciwnie, statystyka różnych sanatoriów wykazuje, że owoce spożywane w wielkich ilościach jako uzupełnienie zwykłej ilości potraw raczej sprzyjają otyłości. Nadzwyczaj zdrowym jest zwyczaj, który przeszedł do nas z krajów anglo-saksońskich rozpoczynania dnia od spożywania owocu lub rozpoczęcia posiłku sokiem z grejpfrutu, kawałkiem melona itp.  Owoce powinny nie uzupełniać lecz zastąpić ten czy ów posiłek. I tak przy niektórych nerwowych cierpieniach żołądka jadłospis obejmuje owoce, zupę i leguminę z pominięciem mięsa. Inne kuracje znów przepisują cały posiłek z owoców lub jeden owocowy dzień w tygodniu.

Łatwiejsza do wykonania jest dieta, której głównym składnikiem są owoce w połączeniu z innymi produktami. I tak: rano do herbaty lub kawy spożywamy suchą grzankę z owocami. Na drugie śniadanie  lub podwieczorek czarny chleb i owoce, do obiadu zupę owocową, mieszaną sałatę z owocami, leguminę z owoców z dodatkiem bitej śmietanki, a na zakończenie pikantny sandwich z serem. Wieczorem herbata i kanapki z owocami lub surówką.

Kto zaś rygorystycznie przestrzega jednego owocowego dnia w tygodniu, ten musi podzielić sobie na cały dzień jedno kilo owoców, a poza tym nie przyjmować żadnego innego pokarmu.

Trochę dziwna ta „dietetyczna” koncesja na rzecz łasuchowania: bita śmietana w leguminie. Może zamiast niej jednak wziąć jogurt, oczywiście niesłodzony, najlepiej gęsty, bałkański, niskotłuszczowy.

Przy tym, nie żyjmy samymi owocami, ale także pijmy: herbaty owocowe, wodę; ja sobie nie odmówię porannej mięty i wieczornej herbaty zielonej.

Na zdjęciach dwie wersje podania owoców: w ananasie. Oczywiście ananas jest przepołowiony, wydrążony, pokrojony w kostkę (twardy rdzeń wycinamy). Można go zmieszać z każdymi praktycznie owocami, nawet tylko z jabłkiem. Ale można dodać wiśnie z kompotu (można dostać drylowane w słoiku lub mrożone), truskawki (wiem, wiem, o tej porze roku jest do nich wiele zastrzeżeń, ale lubię je nawet w tej nieco bezsmakowej i bezwonnej zimowej namiastce), cytrusy, plasterki banana, śliwki, wszelkie inne owoce świeże lub z puszek czy kompotu (pojawiają się np. świeże liczi, znakomite do sałatki owocowej). Owoce można lekko posłodzić, np. brązowym cukrem z trzciny i skropić rumem lub innym alkoholem: kirszem, grappą, inną wódką owocową – jednak przy rygorach diety, podawaniu dzieciom lub nietolerancji dla alkoholu, tego sobie odmawiamy. Natomiast zawsze możemy owoce skropić olejkiem waniliowym, różanym, wodą pomarańczową, dodać porwane listki świeżej melisy lub mięty, posypać umiarkowanie mielonymi goździkami lub cynamonem, kardamonem, kolendrą.

Nie muszę dodawać, że tak podana sałatka owocowa będzie ozdobą każdego karnawałowego bufetu.

Dodaj komentarz