Dzisiaj nic o kulinariach. Kolejny już miesiąc towarzyszy mi poezja Iwaszkiewicza. W tomie „Krągły rok” listopadowi poświęcił dwa wiersze: z nazwy – włoskie. We wrześniu byliśmy z poetą w Palermo, jesień kończymy chyba też gdzieś we Włoszech, wśród przyrody. Zachód słońca (il tramonto) i wschód (l’alba) do życia można przyłożyć symbolicznie. Pasują mi do tego dwa obrazy. Nie wiem, czy Iwaszkiewicz miał je przed oczami patrząc na przyrodę i myśląc, jak zawsze, o swoim życiu. Rozpoczyna od zachodu, dlaczego? Bo chyba mu w roku 1966-67 był bliższy, czuł się już planetą zachodzącą, dryfującą nie tyle po niebie, ile po niebieskiej rzece czasu. W wieku, w którym był poeta nie ma się złudzeń, jeżeli się w ogóle coś czuje i myśli, ma się poczucie paradoksu: zła i dobra, ale i cierpienia. Ma się też wizję miejsca, wyspy odległej, gdzie wszystko będzie rozwiązane.
Dlaczego Włochy? Towarzyszą Iwaszkiewiczowi od lat młodzieńczych. Bywał tu z Przyjacielem. Stamtąd czerpał nie raz natchnienie, wzór, pociechę, a może pociechy ułudę. Bo cóż się liczy. Że się jest. Że się obserwuje. Że się trwa w nieskończoności, czyżby ją symbolizował lotos?
Postawa Iwaszkiewicza, obserwatora Zachodu Planety (słońca? własnego istnienia?), kojarzy mi się ze szczególnym obrazem malarza Davida Caspara Friedricha. Ten wybitny wyraziciel romantyzmu w malarstwie, a więc prymatu tematu, obserwacji i konwencji, nad formą, widział świat, a na pewno przedstawiał tak, jak Iwaszkiewicz: poprzez postać obserwatora. W obrazie przedstawiającym zachód słońca jest ich dwóch. Dwóch braci? A może to postaci z innego wiersza poety, przedwojennego, Herr Schmidt mit seinem Schwager?…

Czarna jest ziemia po upadku człowieka żółte jest słońce które zachodzi niebieska rzeka czasu ciągnie się w meandrach paradoksy na wodzie leżą niby wyspy Odpływasz coraz dalej i wyspy zielone stają się szare i nikną w oddali paradoks zła i dobra paradoks cierpienia okrywają się złotem zachodzącego słońca i palmy wyrastają na wyspach odległych znaki że wszystko będzie rozwiązane w niebieskiej rzece szafirowej która pokrywa ciebie ale nie tak prędko jak tamte trudne i niezrozumiałe kwiaty lotosu i liście palmowe
Po zachodzie nieoczekiwany jest świt. A jednak taką kolejność poeta wybrał. Co za tym przemawia? Nadzieja? Pewność, że nic nie ginie, że po zachodzie musi wzejść, że nawet słowa niewypowiedziane żyją po tamtej stronie?
Przyroda dyskretnie wspomniana: róż wschodu słońca między włoskimi piniami. I piękna metafora życia: rozchodzisz się coraz dalej / bo rzucono w ciebie kamieniem. A wschód jako zapowiedź nieśmiertelności. Co zresztą też można wyczytać ze stosownego obrazu D.C. Friedricha. Także zjawisko przyrody jest widoczne poprzez osobę obserwującą.

L’Alba
O świcie mgła różowa pomiędzy sosnami przeczuwasz tylko że zaraz się zbudzisz głos nie przenika pieśń brzmi w środku kryształu i wszystkie nie wypowiedziane słowa żyć zaczynają po tamtej stronie jak kręgi na wodzie rozchodzisz się coraz dalej bo rzucono w ciebie kamieniem przez ściany domu przez szyby widzisz że świta zbudź się zbudź allelujaJeszcze jedno: we Włoszech jest wiele pensjonatów i hoteli noszących wymienione nazwy. Na ogół mają widok na morze. Ja zawsze je słyszę w wierszach Jarosława Iwaszkiewicza. I tę niebieską rzekę szafirową, która nas pokrywa. Każdego dnia.