Z przyjemnością wracam do wypiekania kolejnych wersji muffinów. A więc i do opisywania ich. Nie jestem biegła w słodkich wypiekach. Ale muffiny potrafi zrobić każdy, kto chce. I ma dużą szanse, że się będzie nimi cieszył. Nawet jeżeli nie będą wyglądać jak z obrazka, powinny wyjść smaczne.

Dzisiaj u nas będą jogurtowo-ananasowe. I nie tylko, bo jogurt zastosowałam brzoskwiniowo-mangowy. Przygotowałam trzy grupy składników:
sypkie – 375 g mąki z 2. łyżeczkami proszku do pieczenia i szczyptą soli; płynne ciepłe i przestudzone (dlatego od tego warto zacząć) – 120 g masła zagrzanego z 3. łyżkami miodu; płynne zimne – 330 g jogurtu owocowego rozkłóconego z 2. jajkami. Do tego: filiżanka pokrojonego dość drobno ananasa (wzięłam świeży, ale można dać i z puszki). Na koniec wszystko należy wymieszać i to wcale na gładko, nie za dokładnie. Pieczemy w 180 stopniach 25 minut (po 20. lepiej sprawdzić, co się z muffinami dzieje).
Piekę w formach silikonowych (mam dwie po 6 muffinów każda; z powyższej proporcji wychodzi 12). Silikony są dość drogie, ale jeżeli chcemy piec często, opłaca się je kupić. A w ogóle takie foremki to prezent pod choinkę dla bliskich bardzo dobry! Do tego można dorzucić książeczkę z przepisami: taką z księgarni lub ładnie wypisaną własnoręcznie. A może wkleić do niej zdjęcia
własnych wypieków?
Można dostać także papierowe foremki do wypieku muffinów i w ogóle babeczek. Też dobra rzecz.
PS Muffiny dzisiejsze smakują wyśmienicie, są delikatne i nie za słodkie. Kto chce, może je albo zostawić takie, jakimi są, albo posypać cukrem pudrem, albo polukrować. Dziewczynki kochają różowy lukier, jeżeli nie jesteśmy fanatycznymi przeciwniczkami różu w życiu, pamiętajmy o tym.