Lato pod znakiem koktajlu

dnia

Dalej niektórych dręczą, innych cieszą upały. Takie lato! Odnotowywany odwrót pandemii (szczepienia!), pozwala się częściej spotykać. Mnie udało się zorganizować babski wieczór z przyjaciółkami. Kolacyjka była sałatkowa. Poprzedził ją cocktail, który dla mnie jest uosobieniem lata. Bo bardzo lubię latem pić gorzkawe trunki o pięknym czerwonym kolorze. Jak Campari albo Aperol. A koktajle z nich przyrządzane wprost uwielbiam. Najprostszy polega na dodaniu do szklaneczki z tymi alkoholami wody (u mnie gazowana) i lodu. Negroni, klasyczny koktajl z Campari już na blogu opisywałam (można poszukać). Teraz przyjaciółkom podałam nieco mocniejszą i średnio wyrafinowaną mieszaninę: Aperol z dodatkiem Prosecco. Siedząc z moim stołem mogłyśmy sobie wyobrażać, że bawimy gdzieś w Italii…

Taki koktajl w sumie też jest bardzo prosty do przyrządzenia, a nazywa się

Aperol Spritz

Aperol
Prosecco
plasterki pomarańczy
ew. woda gazowana lub tonic
lód

Pomarańcze umyć (można sparzyć), pokroić w plastry, usunąć pestki, sok zbierać. Do szklaneczek od whisky wlać Aperol, wrzucić jeden lub dwa półplasterki pomarańczy, dopełnić Prosecco i ew. woda lub tonikiem oraz zebranym sokiem. Wrzucić lód.

Trunki przed podaniem trzymamy w lodówce, bo muszą być zimne. Moim przyjaciółkom tak koktajl smakował, że piły go nie tylko jako aperitif. Sprzyjał wspomnieniom i rozmowie!

A po aperitifie podałam tylko i po prostu dwie sałatki. Tak jak lubię, jedna była bardziej treściwa, druga – lżejsza. Obie nieskomplikowane.

Sałatka ziemniaczana ze szparagami i cukinią po mojemu

pęczek zielonych szparagów
młoda cukinia
kilka młodych ziemniaków
gotowy sos musztardowo-miodowy
sól, pieprz
oliwa

Cukinię umyć, pokroić w plasterki, obsmażyć przez dwie-trzy minuty na oliwie (ma być al dente). Wyjąć na papier kuchenny. Ziemniaki ugotować, najlepiej na parze. Po przestudzeniu pokroić w kostkę. Podobnie ugotować szparagi, najlepiej też na parze (odciąć twarde końcówki, szparagi pokroić na kawałki, główki dorzucić pod koniec gotowania). Warzywa posolić, wymieszać.

Do warzyw wmieszać gotowy dressing. Popieprzyć. Przed podaniem warto schłodzić.

Tę sałatkę można przyrządzić wcześniej i trzymać do podania w lodówce. Sos majonezowy może być, oczywiście, inny, taki jaki lubimy. Kto zdecydowanie unika majonezów, może doprawić sałatkę olejem i kilkoma kroplami dobrego octu winnego. Sałatce zawsze dobrze robi posypanie świeżym i listkami ziół lub natką pietruszki.

Druga sałatka to banał kulinarny. Ale zawsze smakujący świetnie. Zwłaszcza, gdy weźmiemy do niej bogate w smak pomidory malinowe.

Sałatka z pomidorów i oliwek po mojemu

mięsiste dojrzałe pomidory
zielone oliwki
cebulka dymka lub szalotka
oliwa lub olej słonecznikowy, ocet z czerwonego wina
sól, czarny pieprz

Pomidory pokroić w kostkę. Dymkę posiekać. Wymieszać z oliwkami i oliwą. Skropić octem, odprawić solą i pieprzem do smaku.

Do sałatek lubię podawać świeżą bagietkę. Można z jej pomocą zebrać smaczny sos z sałatek.

Koktajle lubią się z latem. Odkryły je nasze praprababcie, gdy po pierwszej wojnie światowej Amerykanie zaimplementowali je Europie. Opisywały te alkoholowe nowinki pisma dla pań. Na przykład lwowski „Świat Kobiecy” w roku 1929, w korespondencji z Paryża, podpisanej pseudonimem Malibran (znana z Paryża dziewiętnastowieczna słynna śpiewaczka, zachwycał się jej głosem Chopin). Stylowa ilustracja pokazuje, jak szaleć kochali nasi przodkowie.

Znamienny tytuł świadczy o tym, jak koktajle były popularne. W pewnych kręgach, oczywiście.

Skąd się wziął cocktail, co to jest i jak go się robi? Francuzi roszczą sobie pretensje do tego wynalazku; tylko mówią, że jak Anglicy gry ich sobie przywłaszczyli i dodawszy do nich surowe reguły zrobili z nich sporty – z jeu de paume, np. footbol, – tak samo postąpili ze zwyczajem mieszania płynów i dodawania do białego wina i cytryny. Des Esseintes, bohater powieści Huysmana, dekadent, wyrafinowany esteta, łączył wszystkie likiery, bo jeden, lub chociażby każdy z osobna, nie wystarczał temu przewrażliwionemu podniebieniu. Przecież to już był prototyp cocktailu.

Anglosasowie zaś wywodzą ród cocktailu – z uczucia wdzięczności. Jakiś karczmarz gdzieś w Far-West posiadał dwa skarby nierównej wartości: koguta i córkę. Kogut zginął. Temu co go odnajdzie w nagrodę obiecał dać córkę za żonę. Zainteresowany w tej sprawie młody oficer koguta odnalazł. Z wielkiej radości, czy z wielkiej dystrakcji, zacny gospodarz zaczął mu wlewać do szklanicy wszystko co w bufecie swym miał i wszystko co mu pod rękę popadło. Tęcza kolorów! Zrobiony został dobry początek. Bo właśnie tęcza kolorów to to co w cocktailu najważniejsze.

Wynalazek od udoskonalenia dzielą długie godziny ciężkich doświadczeń. Podjął się ich niestrudzony cech barmanów. Barman musi być dobrym artystą, dzielnym rzemieślnikiem i wnikliwym psychologiem. Wiedzieć co komu dać, w jakiej godzinie dnia, aby życie miejskie zamienić w daleką podróż, a daleką morską podróż skrócić. Żeby osoba, co zasiadła wysokie krzesło przy cynkowej ladzie baru, doznała złudzeń, jakich najbardziej pragnie. Podobno idealnym jest barman, który nad pustą szklanką swoim stałym klientom pozwala marzyć o doskonałości i skuteczności trunku…

Jak się robi cocktail? Ile i jakich bierze się jego składowych części? Jak długo w mosiężnej butelce miesza, kiedy dodaje lodu, kiedy dosypuje cukru, a kiedy wyciska sok z pomarańczy lub cytryny? To tajemnica. Jak kobieta nie zdradzi sposobu łączenia w jedną, własną perfumę, różnych perfum, tak samo barman przepisu ci swego nie da.

Barmani współzawodniczą między sobą i wstępują w szranki, żeby o pierwszeństwo walczyć. W Paryżu odbył się w lutym pierwszy międzynarodowy szampjonat tych panów, zawodowo oddających się sztuce. Bo przedtem był popis amatorów. A nawet właściwie mówiąc: amatorek. Damy z najwyższego, w każdym razie najbogatszego towarzystwa – oczywista na cel dobroczynny – stanęły do konkursu. Użyły najprzedniejszych trunków: Gordons Dry gin, Cointreau, Pernod Fils, Amaros, Imperial Cocktail, Romano, The Brandy of Napoleon Chery-Rocher, Moet et Chandon, Benedictine, Dubonnet, Johnston Cocktail, Campari, Johnie Walker Whisky. Potem je mieszały, każda wedle swego widzimisię, i rytmicznie a długo, długo, tajemniczemi ruchami, łączyły w jedną całość. Wówczas dopiero nalewały do kubków, zachęcając przyjaciół i nieprzyjaciół do próby. Cocktail zrobiły świetny. Przynajmniej w skutku był wyborny. Wkrótce zapanowała atmosfera wzajemnej dobroduszności, zaufania, miłości – nieomal chrześcijańskiej.

Zresztą widocznie właściwość to tego eliksiru, że sieje zgodę i przyjaźń. Albowiem taki sam nastrój da’ się też zauważyć na zawodowym szampjonacie, który odbył się w następujący sposób: każdy wchodzący do sali dostał kartę, z numerami, każdy numer oznaczał jakiegoś barmana. Wolno, a raczej obowiązkiem gości, było próbować każdego wyrobu, a potem na swej karcie liczbami od 1 do 10 zaznaczyć jego kwalifikacje do nagrody. Jeśli kto nie jest pewny, czy dobrze dany preparat rozsmakował i należycie dzieło mistrza ocenił, mógł kolejkę znów rozpocząć. I tak bez końca. A raczej do końca popisu.

Na sali, jak wspomniałem, dzięki temu dzisiejszemu nektarowi, dzieją się rzeczy niezwykle rozczulające. Wrogowie spotkawszy się przy tym samym barze po raz trzeci – pierwsze i drugie spotkanie nie liczy się – ściskają sobie ręce i życzą powodzenia w interesach. Kobiety przebaczają wzajemnie nawet odebranych mężów czy kochanków. Tem łatwiej im to przychodzi, że w tym ogólnym błogostanie nadarza się sposobność zdobycia nowego męża i znalezienia innego kochanka. Wszyscy rozchodzą się tłumnie a zgodnie. Odjeżdżają inne pary, niż przyjechały. Jedna tylko jest trudność: odnaleźć swego szofera i powiedzieć mu dokąd ma jechać. Nagle Pola Elizejskie, gdzie mogłaby się zmieścić cala falanga duchów, stają się ciasne. Ludzie wpadają na siebie – nawet bez celu. Słaniają się i szukają oparcia o mury. Ale to nie jest żadne polskie ponure pijaństwo. Tylko że świat wiruje w przeciwną stronę.

O cocktailu mówią znawcy, iż posiada tę właściwość, że przez mieszanie różnych płynów gubią się ich złe i zdradzieckie cechy, a występują dobre i miłe. Można się winem upić – o wódce strach wspominać – na wesoło lub smutno, zależy od tego jakim kto tam w najgłębszem swem wnętrzu jest; cocktailem wszyscy upijają się na dowcipnie. Podobno nie jest to nawet żadne upicie, tylko upojenie – griserie, które pozwala zapomnieć o rzeczach złych i smutnych, a na jaw, z ukrycia, wyprowadza wszystko, co w życiu uśmiechnięte i urocze. Bo tego nie brak. Tylko trochę tej nowej ambrozji i już…)

Ale czyż rzeczywiście koktajle nie były znane wcześniej i to u nas, w prowincjonalnej Polsce? „Dziennik Mód” w roku 1844 opisał życie młodzieży na ówczesnej prowincji. Jeden akapit mówi, czym się młodzi pośród zabaw raczyli.

Wyjaśnia też, co to był tajemniczy Kaliszan: „była to mieszanina z piwa, z wina francuskiego, soku cytrynowego, cukrem osłodzona, i chlebem utartym zakruszona”. Czyż na koktajl nie wygląda?

Przed samą wojną koktajle ugruntowały swoją pozycję w restauracjach i barach naszego kraju. Świadczą o tym reklamy, jak ta z gazety PPS-u „Robotnik” z roku już 1939.

Z lewej strony można odczytać nazwy modnych wtedy koktajli. A może się pobawić w ich rekonstrukcję? Czy to nie dość ambitne zadanie na nasze upalne lato?

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Panodespresso pisze:

    Coctail Dijonaise pewnie na musztardzie robiony 🙂 PS spritz historycznie na Campari był robiony ale Aperol wyparł

    Polubienie

Odpowiedz na Panodespresso Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s